W zwrocie akcji, który był zarówno przerażający, jak i głęboko typowy dla Waszyngtonu, potencjalny zamachowiec został obezwładniony na korytarzu przed doroczną kolacją Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu. System na jednym poziomie zadziałał: obwód się utrzymał, jedna kula, która trafiła w człowieka – agenta Secret Service – została zatrzymana przez jego telefon i kamizelkę kuloodporną, zespół kontrataku wdarł się na scenę z karabinami szturmowymi i sprzętem noktowizyjnym, a najwyżsi przywódcy kraju zostali w ciągu minut przewiezieni w bezpieczne miejsca. Nikt nie zginął.
Ale zbiorowe westchnienie ulgi i lawina wiadomości „wszystko w porządku” skrywały cięższą rzeczywistość: ten atak różnił się od dwóch poprzednich prób zamachu na Donalda Trumpa, ponieważ prezydent nie był jedynym celem. Rzekomy napastnik napisał w manifeście uzyskanym przez New York Post, że poluje na „urzędników administracji (z wyłączeniem pana Patela): są celami, uszeregowanymi od najwyższego do najniższego rangą”. Tak więc, podczas gdy prezydent, wiceprezydent i członkowie gabinetu zostali uprowadzeni przez ochronę, inni – jak małżonkowie, współpracownicy i niżej rangą urzędnicy – musieli sami wspinać się na barierki w balowych sukniach i radzić sobie.
Sekretarz zdrowia i opieki społecznej Robert F. Kennedy Jr. został zablokowany ciałem przez trzech agentów, gdy szedł z sali balowej; jego żona Cheryl Hines podążała sama kilka kroków za nim, pokonując przeszkody w stroju wieczorowym. Marszałek Izby Mike Johnson, który był z dala od swojego stołu, gdy zaczęła się strzelanina, musiał wysłać uzbrojonych oficerów, by odzyskać żonę. Dla urzędników administracji Trumpa bez osobistej ochrony nie przewidziano specjalnego traktowania. Jak zauważył były dyrektor generalny Goldman Sachs Lloyd Blankfein w mediach społecznościowych: „Zauważyłem nowy probierz statusu wśród rządowej elity – czy zostałeś uprowadzony przez Secret Service, czy musiałeś radzić sobie sam”.
Tego rodzaju sytuacje, niestety, nie są nowością. Trump był celem dwukrotnie podczas kampanii 2024, ledwo unikając śmierci w Butler w Pensylwanii. Dyrektor generalny UnitedHealthcare Brian Thompson został zamordowany w biały dzień na ulicy Manhattanu, co w niektórych zakątkach internetu było świętowane. Dom dyrektora generalnego OpenAI Sama Altmana został zaatakowany na początku tego miesiąca przez mężczyznę ostrzegającego przed „nieuchronnym wyginięciem” ludzkości z powodu AI. Konserwatywny aktywista Charlie Kirk, bliski Trumpowi, został zastrzelony w zeszłym roku na wydarzeniu politycznym; jego wdowa Erika Kirk była na wczorajszej kolacji, wyraźnie zdenerwowana, gdy wyprowadzano ją w cekinowej kremowej sukni. „Chcę po prostu wrócić do domu” – szlochała.
Rzecznik Białego Domu Davis Ingle oświadczył, że prezydent jest „wdzięczny odważnym mężczyznom i kobietom w organach ścigania, którzy szybko zareagowali, aby zneutralizować sprawcę”. Niektórzy wysocy rangą urzędnicy Białego Domu otrzymali już dodatkową ochronę: zastępca szefa sztabu Stephen Miller przeniósł się do bazy wojskowej po tym, jak przed jego domem pojawili się protestujący, a sekretarze gabinetu, w tym sekretarz stanu Marco Rubio i sekretarz obrony Pete Hegseth, już wcześniej zmienili miejsce zamieszkania z powodu gróźb.
Pytanie brzmi, co należy zmienić. Krytycy kwestionują sens gromadzenia tak wielu wysokich rangą urzędników państwowych w jednej sali. Mike Pence nie chciał nawet jechać windą Białego Domu z Trumpem w pierwszej kadencji, obawiając się ryzyka sukcesji. Na wczorajszej kolacji prezydentowi towarzyszyli dwaj następni w linii sukcesji, J.D. Vance i Mike Johnson. Gdyby doszło do katastrofy, kontrola nad amerykańskimi kodami nuklearnymi przeszłaby na senatora Chucka Grassleya, 92-letniego przewodniczącego pro tempore. Jak powiedział CNN kongresmen Michael McCaul: „Myślę, że Secret Service powinno rozważyć, czy nie gromadzić razem prezydenta i wiceprezydenta”.
Jeszcze przed strzałami po sali balowej rozeszły się żarty na temat szubienicy. Urzędnicy administracji, zaskoczeni widokiem Vance'a na podium obok Trumpa i licznie rozsianego po sali gabinetu, żartowali, że mają nadzieję, iż noc nie zakończy się prezydenturą Grassleya.