Kampania wyborcza zdominowana była przez wzrost znaczenia Reform UK i Zielonych oraz kontrastujące problemy Partii Pracy i Torysów. Jest jednak szansa, że 8 maja Liberalni Demokraci, w ostatnich tygodniach w dużej mierze ignorowani, obudzą się jako największa partia w angielskim samorządzie.

To tylko jeden z kilku paradoksów dla lidera partii, Eda Daveya, i jego zespołu. W wielu krajowych sondażach są piątą, z notowaniem ledwie zmienionym od 2024 roku. Ale szefowie Liberalnych Demokratów są spokojni, przekonani, że brytyjska polityka jest teraz tak odmienna, tak rozdrobniona, że nagłówki sondaży są prawie nieistotne.

Jeden z wyższych rangą Liberalnych Demokratów powiedział: „Wiele osób zdaje się błędnie odczytywać kierunek zmian. Uważamy, że mamy niektóre odpowiedzi.”

W pewnym sensie ambicje są znajome. Jeśli nie nastąpi nieoczekiwana zmiana losu, Liberalni Demokraci zwiększą swoją całkowitą liczbę radnych po raz ósmy z rzędu w wyborach lokalnych.

Szczególnie dobra noc dla partii, plus ciężkie straty dla Konserwatystów, mogą sprawić, że Liberalni Demokraci wyprzedzą partię Kemi Badenoch. Jeśli Partia Pracy wypadłaby bardzo źle, istnieje niewielka szansa, że to drugie miejsce mogłoby stać się pierwszym.

Jeden ze strategów partii powiedział: „Nie spodziewamy się tego koniecznie tym razem – bardziej prawdopodobne za rok czy dwa. Ale mimo całego zamieszania wokół Reform, rok po roku cicho zdobywamy teren. To jak żółw i zając.”

Poza surowymi wskaźnikami będą dwa główne mierniki sukcesu dla Liberalnych Demokratów. Pierwszy to konsolidacja lub postęp w obszarach „niebieskiego muru”, gdzie w 2024 roku zdobyli dziesiątki miejsc w parlamencie od Konserwatystów. „W miejscach takich jak Surrey chcemy pokazać, że możemy dokończyć robotę na Torysach” – ujął to jeden z posłów Liberalnych Demokratów.

„Nazywam to wyborczym bambusem” – powiedział inny poseł. „Nadal jestem otoczony przez Konserwatystów, ale szybko się rozprzestrzeniamy.”

Drugi miernik, który wydaje się mniej pewny, to zyski w radach, które w ostatnich latach były mniej obiecującym terenem dla Liberalnych Demokratów, takich jak Birmingham i Preston.

To właśnie ta druga kategoria jest miejscem, gdzie stratedzy Liberalnych Demokratów mają nadzieję przetestować model kampanii oparty na połączeniu rygorystycznego targetowania wyborców i umiejętności, jak ujął to jeden z planistów, „przebicia się przez szum” coraz bardziej rozdrobnionego systemu politycznego.

Na potrzeby wyborów lokalnych opiera się to na okazjonalnie sąsiadujących z Reform politykach detalicznych, takich jak żądanie obniżenia akcyzy na paliwo o 10 pensów, aby pomóc w kosztach związanych z wojną w Iranie, w połączeniu z nieustannymi atakami na Nigela Farage'a, szczególnie jego bliskością z Donaldem Trumpem.

Partia prowadzi teraz swój największy w historii program reklam cyfrowych, większość z nich wymierzona w Farage'a, kontrastując jego poparcie dla Trumpa z wielokrotną gotowością Daveya do krytykowania prezydenta USA.

„Iran naprawdę przebił się” – powiedział jeden z posłów Liberalnych Demokratów. „Nierzadko zdarza się, że ktoś narzeka na dziury w drogach, a potem przechodzi bezpośrednio do wojny i swoich obaw o Trumpa.

„Bardzo zauważalna jest też liczba drzwi, do których pukasz, gdzie ludzie mówią, że są zdesperowani, by wygrał ktokolwiek poza Reform. Farage naprawdę polaryzuje.”

To zjawisko jest kluczowe dla strategii skierowanej głównie na następne wybory powszechne, ale testowanej wstępnie 7 maja. Opierając się na ogromnych ilościach wewnętrznych sondaży, Liberalni Demokraci zakładają, że około połowa wyborców zrobi wszystko, co konieczne, aby zablokować Reform w swojej okolicy.

Jeden z wyższych rangą Liberalnych Demokratów powiedział: „Obserwujemy ogromne, ogromne poziomy głosowania taktycznego, w sposób, jakiego wcześniej nie widzieliśmy.” To w tym kontekście partia jest spokojna co do sondaży dotyczących tego, kto na pewno na nich zagłosuje, i skupia się bardziej na tych, którzy by to rozważyli, być może taktycznie.

Przy około jednej czwartej wyborców postrzeganych jako silnie pro-Reform – sektor „spalić wszystko i zacząć od nowa”, jak ujął to jeden z urzędników Liberalnych Demokratów – kolejna jedna czwarta jest sfrustrowana rządem i stagnacją dochodów, ale niepewna, gdzie się udać.

To tutaj skierowana jest kampania, oparta na mieszance polityk detalicznych cen