Prezydent Donald Trump odkurza ustawę o produkcji na potrzeby obrony – akt z czasów zimnej wojny, pierwotnie zaprojektowany, by USA mogły prześcignąć Sowietów w produkcji w sytuacji kryzysowej – by przekazać 700 milionów dolarów elektrowniom węglowym. Bo nic tak nie mówi „potrzeba narodowa” jak spalanie najbardziej węglonośnego paliwa kopalnego na Ziemi dla dawnych czasów.
„Dziś podejmujemy historyczne działania, by obniżyć ceny energii i koszty życia dla wszystkich Amerykanów dzięki mocy czystego, pięknego węgla” – powiedział Trump na czwartkowej konferencji prasowej, najwyraźniej działając pod teorią, że jeśli powiesz coś wystarczająco dużo razy, chemia atmosfery się dostosuje.
Środki ochronią 14 istniejących elektrowni węglowych i 42 kopalnie węgla, zbudują dwie nowe elektrownie węglowe (na Alasce i w Wirginii Zachodniej), skonstruują ogromny nowy terminal eksportowy węgla w Oakland w Kalifornii i uruchomią ponownie istniejący obiekt w Maryland. Istniejące elektrownie znajdują się w 10 stanach – Wirginii Zachodniej, Kentucky, Karolinie Północnej, Indianie, Tennessee, Arkansas, Arizonie, Oklahomie, Dakocie Północnej i Wisconsin – z których wszystkie, jak z dumą zauważył Trump, głosowały na niego. „Wygraliśmy je wszystkie” – powiedział.
Grupy ekologiczne nie były rozbawione. „To obrzydliwe i naganne, że prezydent Stanów Zjednoczonych rozdaje nasze pieniądze podatników śmiercionośnym i drogim elektrowniom węglowym, które uczynią Amerykanów bardziej chorymi i jeszcze bardziej podniosą ceny energii” – powiedział Patrick Drupp, dyrektor ds. polityki klimatycznej Sierra Club. „Ta dotacja zdradza wszystko, co obiecał Donald Trump, i służy tylko jego kumplom z branży węglowej, którzy głaszczą jego ego i wręczają mu błyszczące trofea”.
Administracja spędziła ostatni rok, rozdając setki milionów węglowi, zmuszając płatników do dopłacania za starzejące się elektrownie, demontując przepisy środowiskowe, a nawet debiutując maskotkę o imieniu Coalie – bryłę węgla z gigantycznymi oczami, bo nic tak nie mówi „czysta energia” jak czująca skała.
„Nie wolno ci mówić 'węgiel' w administracji Trumpa, chyba że poprzedzają to słowa 'czysty, piękny'” – wyjaśnił Trump. „Komplikuje nam życie, ale to dobre”.
Rzeczywistość jest jednak mniej uległa. Węgiel nie jest czysty. To najbardziej węglonośne paliwo kopalne, główna przyczyna kryzysu klimatycznego i źródło drobnych toksycznych cząstek, które zatruwają górników i wywołują problemy oddechowe i sercowe. Badania szacują, że aż 460 000 zgonów w USA w latach 1999–2020 było spowodowanych zanieczyszczeniem powietrza z samych elektrowni węglowych.
Mimo twierdzeń Trumpa, że jego pro-węglowe działania obniżą rachunki za energię, a energia wiatrowa jest „najdroższą energią”, eksperci kontrują, że elektrownie węglowe są droższe w budowie i eksploatacji niż odnawialne źródła energii. Tymczasem produkcja węgla w USA wynosi obecnie mniej niż połowę tego, co w 2008 roku, a więcej osób pracuje teraz w Waffle House niż w kopalniach węgla.
„Co dalej, dotacja podatników na budowę nowych budek telefonicznych?” – zapytała Kit Kennedy, starsza kampanierka klimatyczna w Natural Resources Defense Council. „To będzie oznaczać wyższe rachunki i brudniejsze powietrze. Co za strata”.
Branża węglowa, naturalnie, przyklasnęła temu posunięciu. Rich Nolan, dyrektor generalny National Mining Association, argumentował, że generacja węglowa chroni konsumentów przed zmiennymi cenami energii i wyzwaniami dostaw – a zwiększona produkcja pomoże zaspokoić zapotrzebowanie na energię z rozwijającego się sektora AI. Bo jeśli jest jedna rzecz, której potrzebuje sztuczna inteligencja, to więcej sadzy.
Agencja Ochrony Środowiska ogłosiła również plany zmiany planu redukcji emisji z czasów Obamy, który zamknąłby elektrownię Dave Johnston Unit 3 w Wyoming. Trump gromił swoich poprzedników za ograniczanie energii węglowej, twierdząc, że za „Śpiącego Joe Bidena” nie zatwierdzono ani jednego nowego pozwolenia na wydobycie węgla, podczas gdy jego administracja zatwierdziła 76. „Czystych, pięknych” – przypuszczalnie.