Będę z wami szczery – jako zagorzały pesymista, pseudo-kazirodztwo nie było jeszcze na mojej karcie bingo na 2026 rok. Ale potem pojawia się Alicja i Steve, by udowodnić, że się mylę! Miło jest odkryć, że życie wciąż ma sposoby, by nas zaskoczyć.
Tytułowi bohaterowie są najlepszymi przyjaciółmi od czasu, gdy poznali się na uniwersytecie, ponad 30 lat temu. Alicja (Nicola Walker) jest w drugim małżeństwie, z słodkim, zadowolonym beta-samcem (Danem, granym przez Joela Fry’a) do jej alfa-kobiety; on jest od niej 10 lat młodszy. Mają nastoletniego syna i wychowali jej córkę Izzy (Yali Topol Margalith) od dzieciństwa. Izzy ma teraz 26 lat i właśnie wróciła do domu po rozstaniu z chłopakiem.
Steve (Jemaine Clement) jest fryzjerem, samotnym od czasu, gdy cztery lata temu opuściła go żona. „Chciałbym być zakochany i mieć dziecko” – mówi jej, gdy topią smutki po pogrzebie przyjaciela. „Zasługujesz na miłość” – mówi Alicja i radzi znaleźć młodszą kobietę, która może mu to dać i urodzić zdrowe niemowlę.
Zgadnijcie co? Dziesięć minut później jest na kanapie Alicji, zabawiając się z Izzy, którą zna od urodzenia. To w porządku, bo Izzy to pewna siebie 26-latka, która wie, czego chce, i to ona go poderwała, tego mężczyznę, którego zna od dziecka. I to jest pierwszy poważny sygnał fatalnej wady całego przedsięwzięcia: mając założenie zawierające duży element obrzydliwości, od którego sukcesu zależy głęboka eksploatacja i analiza tego obrzydlistwa, twórczyni Sophie Goodhart spędza cały czas na ucieczce przed nim.
Biedny człowiek, jak mamy zrozumieć przez następne sześć półgodzinnych odcinków, z których każdy wydaje się nie mieć końca, nie jest drapieżnikiem. Tylko trochę słaby i samotny. Oznacza to, że zamiast zadawać trudne, interesujące pytania, gdy ta soczysta sytuacja się rozwija – o nieodłączne różnice władzy i o to, czy niedoświadczeni ludzie kiedykolwiek kontrolują sytuację z udziałem doświadczonych ludzi – dostajemy coś bliższego wzruszającemu „Co facet ma zrobić?!” nastrojowi, który wydaje się zarówno przestarzały, jak i niestosowny.
Mamy współczuć Steve’owi, ponieważ od czasu do czasu mówi Alicji, że czuje się źle z powodu związku i tego, co robi jej, ale nic w nim ani w jego działaniach nie zasługuje na coś takiego. Fakt, że córka twojej najlepszej przyjaciółki lubi Williego Nelsona, podczas gdy inna dwudziestokilkulatka, którą właśnie próbowałeś poderwać w barze, nawet o nim nie słyszała, nie czyni z tego przeznaczenia. Wielokrotnie mówi się nam, że seks jest niesamowity. Podejrzewam, że co najmniej połowa tych linijek musiała zostać dodana, gdy stało się jasne, że chemia ekranowa między aktorami jest zerowa. Margalith robi, co może, ale Clement wygląda na zażenowanego przez cały czas.
Alicja szybko dowiaduje się o związku, wpada w szał i tam pozostaje. To niezbyt ciekawy łuk postaci. Alicja zaczyna jako impulsywna i egocentryczna – w istocie egoizm do szpiku kości może być jedyną rzeczą, którą ona i Steve mają wspólnego – i pozostaje taka przez serię graniczących z idiotyzmem prób zniszczenia ich związku. Zaprasza parę i młodych przyjaciół Izzy na kolację i robi z siebie wściekłą głupią. To w dużej mierze trwa bez zmian; brak sympatii dla postaci byłby godnym studium. Jest tak stanowczo napisana jako jędza – nie dostaje nic poza ogólnym oburzeniem do wyrażenia w sytuacji, która mogłaby być eksploatowana dla niezwykłych szczegółów i niuansów – że nawet tak utalentowana aktorka jak Walker nie może zrobić praktycznie nic więcej z tą rolą.
Następuje kilka pozbawionych wyobraźni zwrotów akcji. O wiele bardziej wzruszająca i wiarygodna relacja rozwija się między synem Domem (Tyrese Eaton-Dyce) a jego sympatią Rome (Eilidh Fisher), choć nigdy nie jest zintegrowana z główną narracją, a ciche cierpienie Dana jest bardziej poruszające niż cokolwiek innego na ekranie. A zakończenie jest śmieszne, ale spójne z główną historią, w której nic nie jest przekonujące ani autentyczne, nic nie jest zasłużone ani rozwiązane. Obrzydliwość jest najmniejszym problemem Alicji i Steve'a.