Prezydent Donald Trump upiera się, że nie potrzebuje zgody Kongresu na dalsze bombardowanie Iranu, argumentując, że poprzedni prezydenci traktowali Uchwałę o Uprawnieniach Wojennych jak skrzynkę z sugestiami – całkowicie opcjonalną i łatwą do zignorowania. „Tak wielu prezydentów, jak wiecie, przekroczyło ją” – powiedział Trump. „Nigdy nie była używana. Nigdy jej nie przestrzegano. Nikt wcześniej o nią nie prosił.”

Gdy w piątek minął 60-dniowy termin wynikający z Uchwały o Uprawnieniach Wojennych z 1973 roku, administracja Trumpa twierdzi, że zegar zatrzymał się, gdy weszło w życie zawieszenie broni – teoria prawna, która wywołała ożywioną debatę na temat tego, czy rozejm liczy się jako „zatrzymanie wojny”, czy tylko „złapanie oddechu”.

Rzeczywistość, jak zwykle, jest bardziej skomplikowana niż podsumowanie Trumpa. Ustawa z 1973 roku, uchwalona, by powstrzymać ówczesnego prezydenta Richarda Nixona przed prowadzeniem wiecznej wojny w Wietnamie, wymaga od prezydenta zakończenia użycia sił zbrojnych USA w ciągu 60 dni od powiadomienia Kongresu – chyba że ustawodawcy zagłosują za kontynuacją. Trump powiadomił Kongres o atakach na Teheran 28 lutego, więc piątek był tym wielkim dniem.

Niektórzy poprzednicy faktycznie przestrzegali zasad. W 1983 roku Ronald Reagan uzyskał zgodę Kongresu na obecność marines w Libanie w ciągu 60 dni. George H.W. Bush wystąpił o autoryzację na wojnę w Zatoce Perskiej w 1991 roku przed rozpoczęciem operacji „Pustynna Burza”, mimo że twierdził, iż technicznie jej nie potrzebuje. Jego syn, George W. Bush, pozyskał Kongres do wojen w Afganistanie (2001) i Iraku (2003).

Ale Trump nie jest całkowicie w błędzie. Kampania bombowa Billa Clintona w Kosowie w 1999 roku przekroczyła 60-dniowy limit bez błogosławieństwa Kongresu. Barack Obama argumentował, że kampania w Libii w 2011 roku nie była „działaniami wojennymi” w rozumieniu ustawy – kreatywna interpretacja, która pozwoliła na siedmiomiesięczną interwencję NATO bez zgody.

David Schultz, profesor nauk politycznych na Hamline University, przedstawił wyważoną ocenę: „To, że inni prezydenci nie powoływali się na tę ustawę, nie oznacza, że to, co robi Trump, jest słuszne”. Zauważył, że ojcowie założyciele w 1776 i 1787 roku szczególnie obawiali się silnych przywódców wykonawczych angażujących naród w wojnę bez wsparcia legislatury.

Trump wskazał, że konflikt z Iranem był krótki w porównaniu z Wietnamem (19 lat), Irakiem (prawie dziewięć lat), II wojną światową (sześć lat) i Koreą (trzy lata). Ale ponieważ Waszyngton i Teheran wciąż są w impasie w sprawie Cieśniny Ormuz i irańskiego programu nuklearnego, strategia wyjścia Trumpa pozostaje równie jasna jak błoto. Jak powiedział kiedyś Obama o Afganistanie: „Trudniej zakończyć wojny niż je rozpocząć”.