Gdzieś w ciągu najbliższych 12 miesięcy – może pod koniec sierpnia, może przyszłej wiosny – jezioro Mead spadnie poniżej krytycznego progu 1035 stóp nad poziomem morza. W tym momencie tama Hoover, największy generator hydroenergetyczny w dorzeczu Kolorado, straci 70 procent swojej mocy wytwórczej. Bo nic tak nie mówi „niezawodna infrastruktura” jak ogromny betonowy korek zależny od wody, której nie ma.

Zarządcy wodni wiedzieli od co najmniej 18 miesięcy, że poziom 1035 będzie problemem. Dwanaście z 17 turbin tamy nie radzi sobie z niskim stanem wody. Po rekordowo niskim zimowym spływie, rozrachunek jest nieuchronny. „Dojdziemy do 1035” – powiedział Tom Buschatzke, dyrektor Departamentu Zasobów Wodnych Arizony, w połowie maja. „Nie ma wątpliwości, że to nastąpi”. Nie dodał „szykujcie się”, ale ton był wyczuwalny.

Duże zbiorniki Kolorado, jeziora Mead i Powell, są w zasadzie wypełnione zapalnikami – poziomami wody, które po przekroczeniu wywołują nieprzyjemne skutki. Oba są tak niskie, że te zapalniki są już w zasięgu wzroku, a zarządcy wodni są w trybie triażu, próbując zminimalizować szkody, przyznając się do niefortunnych kompromisów.

Podobno nadchodzi pomoc. Biuro Rekultywacji ogłosiło 21 maja, że wyda 52 miliony dolarów na trzy nowe turbiny szerokogłowicowe, które mogą generować energię do poziomu 950 stóp. „Odblokowanie tych funduszy pozwala nam ruszyć z krytycznymi modernizacjami w jednym z najważniejszych obiektów hydroenergetycznych w kraju” – powiedział pełniący obowiązki komisarza Rekultywacji Scott Cameron. Po zainstalowaniu – termin niejasny – spadek mocy na poziomie 1035 stóp spadnie do 58 procent. Mniej źle, wciąż źle.

Kłopoty hydroenergetyczne Hoovera wynikają z problemów powyżej, przy tamie Glen Canyon, która tworzy jezioro Powell. W kwietniu Rekultywacja zdecydowała się zmniejszyć zrzuty wody z Powella o 20 procent w tym roku, aby chronić infrastrukturę Glen Canyon i utrzymać jej hydroenergetykę. Efekt uboczny: mniej wody wypływającej z Powella przyspiesza spadek Mead. Na początku tego miesiąca Mead opadało mniej więcej o stopę co pięć dni. Teraz jest na poziomie 1050 stóp. W tym tempie poziom 1035 zostanie przekroczony późnym latem.

Ale harmonogramy są niejasne. Stany dolnego dorzecza – Arizona, Kalifornia, Nevada – zaproponowały plan ochrony, który może utrzymać Mead powyżej 1035 do przyszłej wiosny. Tempo spadku zwolniło do stopy co pięć do siedmiu dni. Czas urwiska zależy od ochrony, letnich upałów i wilgoci, jaką przyniesie monsun. Oznacza to dużo obserwowania i przeliczania, powiedział Dane Bradfield, dyrektor generalny Lincoln County Power District we wschodniej Nevadzie. „To nie jest leniwe lato bynajmniej”. Bo jego dystrykt otrzymuje około 70 procent energii elektrycznej z Hoovera, obsługując około 5000 osób na północ od Las Vegas.

Dystrykt prognozuje produkcję i zapotrzebowanie na energię, a następnie zabezpiecza się przed niedoborami kontraktami rynkowymi. Bradfield mówi, że jest pewien, iż dystrykt zabezpieczył wystarczającą ilość energii do 2026 roku, ale już patrzy na 2027. Warunki rynkowe są teraz korzystne, ale „wszystko zmienia się tak szybko” – zauważył. Lincoln County pozyskuje również energię słoneczną, co pomogło złagodzić już występujący niedobór hydroenergetyczny. Dzisiejsza produkcja Hoovera jest o 40 do 50 procent niższa niż w 2000 roku, kiedy Mead było pełne, a Lincoln County otrzymywało całą energię z Hoovera.

Hydroenergetyka tradycyjnie była tania. To może się zmienić, jeśli Mead przekroczy urwisko 1035, ostrzega Jordy Fuentes, dyrektor wykonawczy Arizona Power Authority. Stawka, jaką płacą klienci w Arizonie, obejmuje koszty operacyjne, utrzymania, centrum dla zwiedzających, ochrony ekosystemu i spłatę kanału Central Arizona Project. Mniej hydroenergetyki do sprzedania oznacza, że cena za jednostkę musi wzrosnąć, aby pokryć koszty stałe. Fuentes szacuje, że stawka może się potroić, ale termin jest niepewny. „Czy będzie opóźnienie w odzyskiwaniu tych kosztów? Czy jest okres z dziurą w budżecie?”

Bradfield ma te same obawy.