Po ponad dekadzie troskliwej opieki nadszedł czas, aby 5300 amerykańskich wiązów w Vermont wydać wyrok śmierci – lub przynajmniej bardzo poważną chorobę. Gus Goodwin, dyrektor ds. postępu nauki i technologii w Nature Conservancy w Vermont, ukląkł, wywiercił otwór w pierwszym drzewie i wstrzyknął 2 łyżeczki roztworu zawierającego około 100 000 zarodników grzyba wywołującego holenderską chorobę wiązów (DED). Plan: zarazić prawie wszystkie sadzonki, oszczędzić kilka kontrolnych podlewanych i zobaczyć, które przetrwają. Te, które to zrobią, mogą stać się fundamentem największej, najzdrowszej i najbardziej zróżnicowanej genetycznie populacji wiązów tolerancyjnych na choroby, jaką Ameryka Północna widziała od ponad wieku.

Amerykańskie wiązy to nie tylko ładne drzewa cieniste – choć takie są, z katedralnymi koronami i złotymi jesiennymi liśćmi, które podziwiał Thoreau. Pomagają również łagodzić powodzie, które zmiany klimatyczne czynią coraz częstszymi. Sam Vermont może uniknąć strat w mieniu o wartości 1 miliarda dolarów w ciągu następnego stulecia, wzmacniając swoje tereny zalewowe wiązami. Ale DED, choroba grzybicza przenoszona przez korniki, zabiła dziesiątki milionów wiązów od czasu przybycia do Ameryki Północnej na początku XX wieku. Drzewo uruchamia odpowiedź immunologiczną, która zatyka własne naczynia wodne, zasadniczo głodząc je na śmierć. Śmierć może nastąpić już w ciągu roku.

Dotychczasowe próby hodowli odpornych wiązów były w dużej mierze rozczarowujące. W latach 1937-1965 naukowcy przetestowali 21 000 sadzonek – tylko 16 przetrwało, a wiele nie było w stanie przekazać odporności. Obecny projekt jest bardziej systematyczny: badacze krzyżują znane ocalałe, takie jak Valley Forge i 7-stopowy Damon z Massachusetts, a następnie klonują najbardziej odporne potomstwo w sadzie nasiennym „super drzew”. Około 1 na 100 000 wiązów jest prawdziwie tolerancyjny, ale nie ma wyraźnego markera genetycznego, więc staromodne krzyżowanie jest jedyną opcją.

„Czuję, że powinniśmy ich ostrzec i przeprosić, bo ich torturujemy” – powiedziała Leila Wilson, ekolog z Służby Leśnej, przygotowując się do wstrzyknięcia kolejnego młodego wiązu. „Ale służą wyższemu dobru”. Za kilka tygodni drzewa bez odporności zaczną więdnąć, mieć odbarwione liście lub wypuszczać pędy epicormiczne. Naukowcy dowiedzą się wtedy, czy ich plan może zadziałać. „Jesteśmy na naprawdę ekscytującym etapie” – powiedział Goodwin, który czerpie satysfakcję z obserwowania, jak ikony aplikacji zmieniają kolor z czerwonego na zielony po wstrzyknięciu każdego drzewa. Los amerykańskiego wiązu – i stworzeń takich jak ćma zębata, które od niego zależą – wisi na włosku.