W najnowszym odcinku „Co może pójść nie tak na morzu?”, statek towarowy w Cieśninie Ormuz przekonał się o tym na własnej skórze. Minoan Pioneer, grecki masowiec pływający pod banderą Liberii, płynął sobie około 20 mil morskich na północ od Omanu, gdy trafił w niego nieznany pocisk. Skutek: awaria w maszynowni, pożar w części mieszkalnej i zaginiony trzeci mechanik, którego od tamtej pory nie widziano. Załoga spanikowała, wezwała pomoc i w końcu opuściła statek – ale jeden z nich nie przeżył.

Brytyjska Organizacja Handlu Morskiego (UKMTO) prowadzi śledztwo, ale oficjalnie nie wskazała winnych. Windward, firma zajmująca się wywiadem morskim, zauważyła, że wcześniejsze ataki w tym samym miejscu były dziełem Iranu – choć Iran, jak to ma w zwyczaju, zaprzecza. W ciągu 24 godzin wcześniej dwa tankowce zgłosiły bliskie spotkania. Tak więc kolejny wtorek w Zatoce, gdzie wojna pod wodzą USA z Iranem trwa już szósty miesiąc.

To ponura rzeczywistość dla około 20 tysięcy marynarzy, którzy od lutego są praktycznie uwięzieni w Zatoce. Wypłynęli, spodziewając się rutynowej podróży; dostali miejsce w pierwszym rzędzie do geopolitycznego starcia. Iran zablokował drogę wodną, zamieniając normalną żeglugę w psychologiczny test wytrzymałości. Jeden z marynarzy powiedział Guardianowi o członku załogi, który załamał się nerwowo. Od początku działań wojennych zginęło siedemnastu marynarzy, głównie w wyniku irańskich ataków.

Nadzieje były wielokrotnie rozbudzane i gaszone. Kwietniowe zawieszenie broni i czerwcowa umowa pokojowa upadły szybciej niż domek z kart w huraganie. Niektóre tankowce wymknęły się w krótkim oknie memorandum o porozumieniu (MOU), ale 6 tysięcy marynarzy na 500 statkach pozostaje uwięzionych, według Międzynarodowej Organizacji Morskiej ONZ (IMO).

„To niewinni ludzie przeszkoleni do pracy, a nie do walki” – powiedział Arsenio Dominguez, sekretarz generalny IMO. „Statki nie mogą się bronić przed rakietami i dronami”. Savio Ramos, sekretarz generalny Morskiego Związku Indii, porównał tę sytuację do więzienia: „Nie wiesz, dokąd płyniesz, nie wiesz, co robisz. Po pewnym czasie to cię dopada”.

Większość załóg otrzymuje zapasy z lądu, ale nie ma ucieczki. Niektórzy indyjscy członkowie załogi wrócili do domu, ale tylko wtedy, gdy inni starsi oficerowie zgłoszą się na ochotnika, aby ich zastąpić – co jest trudne do sprzedania, gdy twoje biuro może zostać trafione rakietą. Negocjacje prowadzone przez Oman trwają, ale proponowana umowa dałaby Iranowi kontrolę nad ruchem w Zatoce, co armatorzy uważają za równie atrakcyjne jak dziura w kadłubie.

Ruch przez cieśninę gwałtownie spadł. W tygodniu od 27 lipca do 2 sierpnia tylko 52 statki niepowiązane z Iranem przepłynęły, plus 32 powiązane z Iranem – łącznie 84, czyli nieco ponad 10% średniej sprzed konfliktu wynoszącej 700 tygodniowo. To pozostawia 70 dużych tankowców z ropą i gazem od głównych firm od lutego, a kolejne 65, które wpłynęły po MOU i nie mogą wypłynąć.

Kim są ci pechowcy? Prawdopodobnie głównie Hindusi i Filipińczycy, dwaj najwięksi dostawcy marynarzy na świecie, z odpowiednio 312 000 i 460 000 pracowników. A niebezpieczeństwo nie ogranicza się do Zatoki – działania wojenne rozprzestrzeniły się na Morze Czerwone, Irak i Morze Czarne, gdzie Rosja i Ukraina atakują teraz swoje statki. Lloyd’s List nazwał lipiec „jednym z najbardziej śmiercionośnych miesięcy dla marynarzy handlowych w historii”, z 24 zabitymi od 1 lipca.

Przemysł obawia się, że jeśli tak dalej pójdzie, mniej marynarzy będzie chciało płynąć w strefę zagrożenia – lub w ogóle wyjść w morze. Jak zauważył Dominguez, bez marynarzy 90% towarów przewożonych statkami nie dotrze do celu, a my wszyscy to odczujemy. Więc następnym razem, gdy kupisz coś, co przybyło drogą morską, pomyśl o ludziach uwięzionych w Zatoce, czekających na porozumienie pokojowe, które faktycznie się utrzyma.