Kathie Purdy nie ma nic przeciwko telefonom. Było ich mnóstwo – jej iPhone brzęczał nieprzerwanie przez prawie dwa tygodnie, odkąd Graham Platner wycofał się z wyścigu do Senatu Maine. W pewnym momencie urządzenie tak się nagrzało, że musiała zdjąć obudowę, żeby mogło oddychać. To było w porządku, powiedziała. Jako przewodnicząca Komitetu Demokratycznego Hrabstwa York jej zadaniem było przeprowadzenie mieszkańców Maine przez ten zagmatwany moment.

To, czego Purdy nie doceniła, to insynuacje – ze strony innych demokratów, mediów, internetowych trolli – że proces zastąpienia Platnera był w jakiś sposób niedemokratyczny. „O tym właśnie mówię” – powiedziała mi w niedzielę, pokazując SMS od wyborcy pytającego, kogo „wybrało kierownictwo”. Staliśmy obok siebie na scenie Sanford Performing Arts Center, patrząc na demokratyczny proces w działaniu. Purdy przewróciła oczami. „Właściwie to teraz prowadzimy spotkanie typu kaukus w Sanford, gdzie uczestnicy głosują na grupę delegatów” – odpowiedziała przez zamianę głosu na tekst. „To ci ludzie będą głosować na twojego kandydata do Senatu”.

Wybór tych delegatów nie był schludny. Sala była zatłoczona przez cały ranek, mimo że partia stanowa zachęcała do głosowania z domu. Mieszkańcy Maine, którzy chcieli być delegatami, ci, którzy przyszli ich poznać, oraz wolontariusze kampanii oferujący listy zaprzyjaźnionych delegatów, przeciskali się między krzesłami obitymi czerwonym materiałem, ściskając dłonie, kłócąc się i narzekając na sam proces, w którym brali udział. Niektórzy mieli problemy z Wi-Fi. Od czasu do czasu Purdy wychodziła na scenę, by ogłosić: „Znaleźliśmy kluczyki do samochodu. Prosimy o podejście na scenę, jeśli są wasze!”.

Rozglądając się, wyobraziłem sobie Susan Collins zacierającą ręce z zachwytu gdzieś kilka godzin na północ. Demokraci z Maine nie zdołali jej odsunąć od władzy od prawie trzech dekad i jest wiele powodów, by sądzić, że za trzy miesiące znów im się nie uda. Z szerszej perspektywy sytuacja jest obiektywnie absurdalna. Demokraci nominowali Platnera mimo bukietu czerwonych flag, w tym tatuażu nazistowskiego i zarzutów o agresywne zachowanie ze strony byłych dziewczyn. Teraz, gdy oskarżenie o gwałt obaliło jego kandydaturę, partia desperacko próbuje poskładać kawałki wyścigu, który może być ich najlepszą szansą na odzyskanie Senatu.

Jednak przewidywalny wniosek – że Demokraci znów są w rozsypce – nie mógł zostać w pełni wyciągnięty. Bo ostatecznie, po całym tym wahaniu, narzekaniu, kłótniach i utyskiwaniach, Demokraci z Hrabstwa York usiedli i zagłosowali. Wyniki osiągnięto zaskakująco szybko. Zaledwie kilka godzin po przybyciu większości uczestników Purdy odczytała nazwiska 84 delegatów i 17 zastępców, którzy mieli udać się na konwencję nominacyjną partii w Bangor. Wielu było sfrustrowanych wynikami, które były bardzo korzystne dla Troya Jacksona, postępowego byłego legislatora stanowego. Inni mieli zastrzeżenia do procesu. Ale „to jest demokracja” – powiedziała Purdy. Jak dotąd w Maine idzie całkiem nieźle.

W dniach po wycofaniu się Platnera panowało wiele zamieszania co do tego, jak Demokraci go zastąpią. Nie było czasu na kolejne prawybory, ale jeśli przywódcy stanowi po prostu wybrali nowego kandydata, wyborcy mogliby być oburzeni. Wielu zwolenników Platnera było wyczerpanych tak zwanym establishmentem. Kompromis: konwencja 25 lipca, na której 601 delegatów wybierze następcę Platnera. Wcześniej każde hrabstwo miało wybrać swoją część delegatów. Ludzie nie byli zadowoleni. Tylko zarejestrowani Demokraci mogli wybrać kandydata zastępczego, podczas gdy niezależni uczestniczyli w czerwcowych prawyborach. „Jako niezależny mówisz, że mój głos teraz się nie liczy” – napisał jeden z komentujących na Facebooku. Inny samozwańczy były Demokrata dodał: „Jeśli uważasz, że wyborcy w prawyborach powinni wybierać kandydatów, a nie partyjniacy, zastanów się, czy twoja rejestracja partyjna nadal odzwierciedla twoje wartości”.

Tymczasem przewodniczący komitetów hrabstw – wolontariusze zarabiający dokładnie zero dolarów – byli pod ogromną presją. Nikt z Demokratów Maine nie oddzwonił ani nie odpowiedział na moje e-maile. Purdy błagała o życzliwość na Facebooku: