W ruchu, który nie zaskoczy absolutnie nikogo, kto śledzi brytyjską politykę klimatyczną, rząd rozważa obecnie obniżenie celu sprzedaży samochodów elektrycznych (EV). Obecnie 80% wszystkich nowych samochodów sprzedawanych w Wielkiej Brytanii musi być elektrykami do 2030 roku. Jednak po poważnym lobbingu ze strony producentów samochodów – którzy ostrzegali, że osiągnięcie tego celu będzie zbyt kosztowne i zagrozi miejscami pracy – rząd zdecydował się na przegląd tego założenia. Obecnie trwają konsultacje w sprawie obniżenia go do nawet 50% do końca dekady. Konsultacje potrwają do końca października, co daje wszystkim mnóstwo czasu na spieranie się, czy powinniśmy robić absolutne minimum.

Grupy ekologiczne, co przewidywalne, nie są zachwycone. Argumentują, że rozwodnienie celu podważa długoterminowe cele klimatyczne Wielkiej Brytanii. Zgodnie z obecną polityką, znaną jako mandat ZEV, wymagany odsetek sprzedaży EV wzrasta z każdym rokiem – z 33% w 2026 do 80% w 2030. Całkowity zakaz sprzedaży samochodów z silnikami czysto benzynowymi lub diesla po 2030 roku pozostanie w mocy – to obietnica, którą Partia Pracy złożyła w swoim manifeście wyborczym. Jednak proponowane zmiany mogą pozwolić producentom na sprzedaż większej liczby hybryd w ogólnej sprzedaży. Jeśli cel dla czystych EV spadnie do 50%, pozostałe 50% mogą stanowić hybrydy. Alternatywnie, mogą utrzymać cel 80%, ale przedłużyć elastyczność dla producentów do 2034 roku. Dłuższy termin wycofania nowych hybryd pozostałby jednak 2035.

To nie pierwszy raz, kiedy polityka EV jest szarpana w tę i z powrotem. Boris Johnson najpierw ogłosił zakaz sprzedaży nowych pojazdów benzynowych i diesla do 2030 roku, potem Rishi Sunak przesunął go na 2035 i wprowadził bardziej stopniowe cele. Partia Pracy oskarżała wcześniej konserwatywne rządy o „przesuwanie słupków bramkowych w kwestii dat wycofania”. Teraz Partia Pracy sama przesuwa słupki. Minister transportu Heidi Alexander powiedziała w piątek: „To słuszne, że poddajemy cele przeglądowi, aby były praktyczne i wspierały brytyjski przemysł. Cel końcowy się nie zmienił – ale musimy zabrać biznes w tę podróż”. Tłumaczenie: nadal zmierzamy w to samo miejsce, tylko wolniej i z większą emisją po drodze.

Mike Hawes, szef Stowarzyszenia Producentów i Sprzedawców Silników (SMMT), głównej grupy lobbystycznej przemysłu motoryzacyjnego, powiedział, że mandat ZEV został „pomyślany w zupełnie innych warunkach” i nazwał przegląd „dobrą okazją do dostosowania transformacji, aby działała dla wszystkich”. Bo nic tak nie świadczy o „działaniu dla wszystkich”, jak dawanie wytchnienia przemysłowi paliw kopalnych. Ale zwolennicy elektryków i grupy klimatyczne nie są rozbawieni. Tanya Sinclair, szefowa grupy branżowej Electric Vehicles UK, skrytykowała rząd za „pytanie, czy powinniśmy przedłużyć dostępność zanieczyszczających pojazdów w trakcie najgorętszego lata w historii”. Gurjeet Grewal, szef Octopus Electric Vehicles, dodał, że osłabienie mandatu „wysłałoby dokładnie zły sygnał, właśnie gdy EV stają się jednymi z najlepszych cenowo samochodów na rynku”. Green Alliance ostrzegła, że rozwodnienie celów „zamrozi uniknione emisje, podważając pewność, jakiej potrzebują producenci do inwestycji”.

Tak więc Wielka Brytania jest obecnie w trakcie decydowania, czy osiągnąć swoje cele klimatyczne, czy uszczęśliwić producentów samochodów. To klasyczny dylemat: czy ratujemy planetę, czy nadal sprzedajemy silniki spalinowe? Konsultacje trwają do końca października – mnóstwo czasu, aby każdy mógł się wypowiedzieć, czy powinniśmy zrobić absolutne minimum, czy trochę więcej niż minimum.