Humanitaryści ONZ potwierdzili to, co powinno być uniwersalną prawdą: poród jest trudny, a poród w strefie wojennej to szczególny rodzaj piekła. W piątek agencja ONZ ds. zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego (UNFPA) wydała alert dotyczący przyszłych matek w Golo, górskim miasteczku w środkowym Darfurze w Sudanie, gdzie najbliższy szpital zdolny do wykonania cesarskiego cięcia jest jedynym w promieniu wielu kilometrów – i to jest problem.
„Większość kobiet dociera do niego z górskich wiosek pieszo, często idąc godzinami lub będąc transportowanymi na prymitywnych drewnianych noszach przez góry, gdy już są w trakcie porodu lub krwawią” – powiedziała Fabrizia Falcione, przedstawicielka UNFPA w Sudanie. „Te, których na to stać, wynajmują osła, ale wiele kobiet nie może sobie na to pozwolić. Wiele z nich dociera, gdy jest już za późno zarówno dla nich, jak i dla ich dzieci”.
Oddany personel szpitala w Golo często boryka się z brakami w zaopatrzeniu, w tym w środki znieczulające, które są tak samo niezbędne do operacji jak skalpel. Po cesarskim cięciu kobiety wracają do swoich wiosek pieszo, ponieważ alternatywą jest osioł, którego najwyraźniej trzeba wynająć. Falcione wezwała do utworzenia mobilnych klinik bliżej wrażliwych społeczności, ponieważ godzinne spacery podczas porodu to nie jest plan porodowy.
Tymczasem w rozległym obozie dla przesiedleńców w Tawili, około 60 mil (około 100 kilometrów) dalej, przez górzysty teren – dziewięć godzin jazdy terenowym samochodem – sytuacja jest równie tragiczna. Obóz mieści setki tysięcy ludzi przesiedlonych z powodu wojny między paramilitarnymi Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF) a Sudańskimi Siłami Zbrojnymi (SAF), która wybuchła po nieudanej transformacji do rządów cywilnych w kwietniu 2023 roku. „Kobiety przyjeżdżają nawet z Golo, aby zrobić cesarskie cięcie, gdy wiedzą, że ich sytuacja jest beznadziejna” – powiedziała Falcione. „Skoro nam zajęło to dziewięć godzin terenowym samochodem, możecie sobie wyobrazić, ile czasu zajmie to kobiecie na ośle... I właśnie dlatego pracownicy służby zdrowia powiedzieli nam, że kiedy kobiety tu docierają, często jest już za późno i nie mogą nic zrobić, i tracą życie swoje i swoich dzieci”.
Placówki zdrowotne w Tawili i w całym środkowym i północnym Darfurze kończą zapasy oksytocyny, leku stosowanego w celu zatrzymania śmiertelnego krwawienia podczas porodu. Sam obóz, w którym przebywa ponad 700 000 przesiedleńców, rozciąga się na pustyni „we wszystkich kierunkach; nie widać ani początku, ani końca” – opisała Falcione. Codziennie przybywają nowe rodziny, wznosząc prowizoryczne namioty.
Falcione nalegała na decentralizację opieki zdrowotnej reprodukcyjnej: „Nie możemy dawać kobietom w ciąży innej opcji niż przemierzanie tego ogromnego i trudnego terenu, aby dotrzeć do szpitala i bezpiecznie urodzić”. Podkreśliła również nieopiewanych bohaterów: położne środowiskowe, „wszędzie”, ale często opłacane w kostkach mydła lub cukrze. „Dobrze wyszkolona i odpowiednio wyposażona położna może zaspokoić 90 procent potrzeb medycznych przed, w trakcie i po porodzie” – podkreśliła.
Gdzie indziej w Sudanie bojownicy RSF nadal używają dronów atakujących i taktyki oblężenia przeciwko El Obeid w Północnym Kordofanie, które wciąż jest pod kontrolą SAF. W październiku 2025 roku RSF zajęło El Fasher, wywołując przemoc, którą OHCHR nazwała zbrodniami wojennymi i możliwymi zbrodniami przeciwko ludzkości, zabijając ponad 6000 osób.
W sąsiednim Sudanie Południowym ponad 650 000 uchodźców i osób ubiegających się o azyl ryzykuje utratę pomocy żywnościowej i żywieniowej z powodu braków finansowych. Co tydzień z Sudanu przybywa do 3000 uchodźców i powracających, co obciąża zasoby. „Dla uchodźców i społeczności przyjmujących pomoc żywnościowa jest często różnicą między przetrwaniem a kryzysem” – powiedział Adham Effendi, zastępca dyrektora krajowego WFP w Sudanie Południowym. WFP stoi w obliczu natychmiastowej luki finansowej w wysokości 37 milionów dolarów na swoją reakcję wobec uchodźców, podczas gdy UNHCR zabezpieczyło tylko 28 procent z 286 milionów dolarów, których potrzebuje w tym roku, aby utrzymać ochronę dla prawie czterech milionów ludzi. Bo nic tak nie mówi „kryzys humanitarny” jak luka finansowa i przejażdżka na ośle.