HOUSTON – Astronauci Artemis II, którzy w kwietniu odbyli spokojną przejażdżkę wokół Księżyca, zostali oficjalnie uhonorowani za swoje wysiłki. W piątek otrzymali Kongresowy Medal Honoru Kosmicznego, najwyższe amerykańskie odznaczenie kosmiczne, z rąk prezydenta Donalda Trumpa. Bo nic tak nie mówi „świetna robota” jak błyszczący medal i sesja zdjęciowa.

Ceremonia odbyła się w Johnson Space Center w Houston, siedzibie centrum kontroli misji, z udziałem administratora NASA Jareda Isaacmana i innych dostojników. Prezydent, który nigdy nie przepuści okazji, wykorzystał tę uroczystość do ogłoszenia utworzenia amerykańskiej akademii kosmicznej dla Sił Kosmicznych, NASA i komercyjnej społeczności kosmicznej. „Kosmos jest teraz na topie” – oświadczył Trump, dodając, że lokalizacja jest jeszcze do ustalenia. Bo nic tak nie mówi „mamy plan” jak ogłoszenie bez podania miejsca.

Wyróżnieni: dowódca Reid Wiseman, pilot Victor Glover oraz specjaliści misji Christina Koch i Jeremy Hansen z Kanady. To oni jako pierwsi ludzie od ponad pół wieku polecieli na Księżyc, zbliżając się na odległość 4067 mil (6545 km) od powierzchni Księżyca podczas testów nowej kapsuły Orion. Mieli też okazję przejechać się nową, 30-piętrową rakietą księżycową, która wcześniej latała dokładnie raz z Centrum Kosmicznego im. Kennedy'ego na Florydzie. Bo praktyka czyni mistrza.

Załoga nie wylądowała na Księżycu, ale przygotowała grunt pod przyszłoroczne ćwiczenia cumowania Artemis III na orbicie okołoziemskiej. Lądowanie na Księżycu w ramach misji Artemis IV, z udziałem dwóch astronautów w pobliżu południowego bieguna Księżyca, może nastąpić już w 2028 roku. Trump, wieczny optymista, przewidział, że Amerykanie wylądują na Księżycu przed końcem jego drugiej kadencji. A Mars jest następny, „już wkrótce” – powiedział. A czemu nie?

Prezydent nazwał nowych odznaczonych „czterema nieustraszonymi bohaterami kosmosu” i łaskawie przyznał, że nie dokonali tego sami, dziękując wszystkim, którzy przyczynili się do misji Artemis II. Isaacman dodał: „Nie ma wspanialszych ludzi, których moglibyśmy wysłać jako naszych ambasadorów do gwiazd”. Istotnie, wielkie słowa.

Wiseman i jego załoga dołączają do ekskluzywnego klubu: tylko 30 astronautów otrzymało to odznaczenie przed nimi, wielu pośmiertnie. Pierwszym był dowódca Apollo 11, Neil Armstrong, którego słynne „mały krok dla człowieka” wciąż prześladuje każdego dziennikarza kosmicznego. Prezydent Jimmy Carter przyznał sześć takich medali w 1978 roku takim sławom jak Alan Shepard, John Glenn i Frank Borman. Ostatnimi odznaczonymi byli Doug Hurley i Bob Behnken, którzy wystartowali na rakiecie SpaceX w 2020 roku, przywracając amerykańską zdolność wynoszenia załóg. Joe Biden wręczył im medale w 2023 roku.

Ceremonia przyciągnęła dziesiątki astronautów, w tym 91-letniego哈里森a Schmitta, który spacerował po Księżycu w ramach misji Apollo 17. Zauważył on, że jego misja była dotychczas najbardziej produktywnym badaniem Księżyca – „wkrótce zostanie przewyższona przez Artemis” – powiedział, patrząc na aktywnych astronautów za sobą. Bo nie ma to jak zdrowa rywalizacja.

NASA planuje zbudować zrównoważoną bazę księżycową w pobliżu południowego bieguna Księżyca, gdzie w wiecznie zacienionych kraterach znajdują się tony zamarzniętej wody, którą można przekształcić w paliwo rakietowe i wodę pitną. Chiny mierzą w ten sam region. „Rozpoczął się drugi wyścig kosmiczny” – powiedział zastępca administratora NASA Matthew Anderson. Bo dzielenie się to już przeszłość.

Gdy dwugodzinna ceremonia dobiegła końca, astronauci Artemis II wręczyli Trumpowi własną niebieską kurtkę lotniczą z kosmicznymi naszywkami, którą obiecali mu podczas wizyty w Gabinecie Owalnym po misji. Prezydent następnie pognał do centrum kontroli misji, aby zadzwonić do trzech amerykańskich astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, poinformować ich o nowej akademii kosmicznej i na chwilę przekazać telefon dwóm ich małżonkom na szybkie przywitanie. Bo nawet prezydenci czasem muszą się popisać.