Dlaczego świat sprzysiągł się, by zepsuć 250. urodziny Ameryki, a co ważniejsze, 80. urodziny Donalda Trumpa? Jak rzymski cesarz, Trump zaprzątnął się samouwielbieniem publicznych dzieł, takich jak ogromny łuk triumfalny, i organizuje na swoją cześć igrzyska gladiatorów w postaci walki UFC na trawniku Białego Domu 14 czerwca. Szereg niedawnych niepowodzeń ujawnia, że Trump nie jest wszechmocnym cesarzem, ale amerykańskim prezydentem, który – coraz częściej – zmuszony jest do ustępstw.
W poniedziałek Axios i The New York Times podały, że administracja wycofuje się z planów utworzenia przez Departament Sprawiedliwości funduszu „anty-uzbrojeniowego”, po tym jak inni republikanie sprzeciwili się jego warunkom, a sędzia federalny wydał tymczasowy zakaz jego działania. Fundusz ten powstał jako ugoda w pozwie Trumpa przeciwko IRS (agencji, którą kontroluje) w sprawie wycieku jego zeznań podatkowych. Trump domagał się 10 miliardów dolarów odszkodowania, ale wycofał pozew przeciwko sobie w zamian za utworzenie funduszu w wysokości 1,776 miliarda dolarów (łapiecie?) dla tych, którzy poczuli się ofiarami „prawnej wojny”. Uczestnicy zamieszek z 6 stycznia, już ułaskawieni przez prezydenta, niecierpliwie czekali na możliwość ubiegania się o odszkodowania. (Choć Departament Sprawiedliwości pomocnie wyjaśnił: „Nie ma żadnych wymogów partyjnych, aby złożyć wniosek”). Wycofanie się Trumpa oznacza porażkę nie tylko szalonego planu, ale także jednej z jego charakterystycznych innowacji politycznych: idei, że prawo federalne powinno być stosowane nierówno, aby karać wrogów i rozdawać korzyści przyjaciołom.
Wiele innych śmiałych pomysłów Trumpa również napotkało przeszkody. Jednostronne cła, które nałożył na resztę świata, zostały uznane za niekonstytucyjne przez Sąd Najwyższy w lutym; w maju Międzynarodowy Sąd Handlowy unieważnił również jego zastępczy środek w postaci 10-procentowych ceł. Na początku tego roku Trump złapał bakcyla interwencjonizmu zagranicznego i pojmał prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, a następnie, ośmielony tym sukcesem, rozpoczął wojnę wraz z Izraelem przeciwko Iranowi. Poszło to mniej spektakularnie niż operacja wenezuelska: pomimo śmierci Najwyższego Przywódcy Alego Chameneia, Iran nie skapitulował, a zamiast tego udowodnił, że mimo przewagi militarnej, może zadawać ból reszcie świata, zamykając Cieśninę Ormuz. Negocjacje pokojowe ciągną się miesiącami, a prezydent jest tym znudzony. „Nie obchodzi mnie, czy się skończą, szczerze. Naprawdę mnie to nie obchodzi. Nie mogłoby mnie to mniej obchodzić” – powiedział dzisiaj CNBC.
Być może te niepowodzenia wyjaśniają, dlaczego prezydent zwrócił się ku bardziej bezpośrednim sprawom – upiększaniu stolicy. Ale i tam spotkały go rozczarowania. Republikanie w Kongresie, pracujący nad ustawą budżetową, ogłosili, że nie przeznaczą miliarda dolarów na budowę ukochanego projektu Trumpa – sali balowej w Białym Domu. W piątek sędzia orzekł przeciwko próbom prezydenta jednostronnego przemianowania Centrum Sztuk Performatywnych im. Johna F. Kennedy'ego w Waszyngtonie na „Trump Kennedy Center” i nakazał usunięcie jego nazwiska i wizerunku z marmurowej fasady. Po tym, jak wielu artystów wycofało się z występów na obchodach 250. rocznicy Ameryki, Trump zasugerował, że to on powinien być główną atrakcją.
W sprawach zagranicznych prezydent doświadcza tego samego zderzenia z rzeczywistością, co wielu jego poprzedników: amerykańskie wojsko słucha naczelnego dowódcy, ale reszta świata może nie. W kraju potężna władza wykonawcza wciąż musi działać w ramach ograniczeń nałożonych przez pozostałe dwie gałęzie władzy.
Chociaż sądownictwo było głównym bastionem przeciwko nadużyciom prezydenta, nawet Kongres kontrolowany przez Republikanów może, bardzo okazjonalnie, skorzystać ze swoich ogromnych konstytucyjnych uprawnień. Jego niechęć do pobłogosławienia funduszu dla sojuszników prezydenta, nawet najmniejszy przejaw oporu, może również odzwierciedlać polityczną rzeczywistość: Republikanie szykują się na straszne wybory śródokresowe.