Nawet jak na trumpowe standardy, Wielki Amerykański Jarmark Stanowy był promowany z intensywną hiperbolą: nic mniej, jak sugerował prezydent USA, niż „najbardziej niezapomniane przyjęcie urodzinowe, jakie kiedykolwiek widział jakikolwiek kraj”. „Będzie świetnie” – oznajmił Donald Trump w noc otwarcia. „Będzie niewiarygodnie”. W sercu stolicy USA mała wioska namiotowych pawilonów i markiz reprezentujących stany i terytoria zajęła National Mall. I w piątkowy poranek Dave Forster, 63 lata, najwyraźniej miał trudności z uwierzeniem własnym oczom. „Jebany patriota”, który przyjechał ze stanu Waszyngton do Waszyngtonu, by uczcić tę rocznicę, uznał, że wiele stanowych atrakcji „ssie”. „Mieli ile czasu? To totalne rozczarowanie”.

Nie było jasne, czy widział dwuwymiarowy wycięty obraz wielkiego mistrza rynkowego kozy w pawilonie Nebraski; zabawkowe maszyny przemysłowe Caterpillar w piaskownicy wypełnionej kukurydzą w Illinois; czy dwie gigantyczne kości w rogu Nevady. Gdy jednak w ten weekend bawiący się pojawili się, by zwiedzać jarmark, kluczowym atutem każdej stanowej oferty nie była wyobraźnia ani interaktywność, ale to, jak bardzo oferowała ucieczkę od palącego słońca. Temperatury w Waszyngtonie mają przekroczyć 100°F (37,8°C) w czasie fali upałów obejmującej większą część USA. Według NBC Washington, ponad tuzin osób był leczonych z powodu chorób cieplnych i urazów na jarmarku przed jego zamknięciem, a 11 osób trafiło do szpitala. Matka czekająca z małą rodziną na kontrolę bezpieczeństwa mówiła za wielu, gdy jej syn zaczął błagać o powrót do domu. „Po tej kolejce” – zapewniła go – „znajdziemy klimatyzację”.

W pawilonie Arkansas jeden z gospodarzy zręcznie wyczuł atmosferę. „Słyszeliście o loterii?” – zapytał kilka pustych twarzy. Nagrodą jest darmowa wycieczka do stanu, wyjaśnił, ale przy zgłoszeniu „dostajecie ręcznik chłodzący albo wiatrak”. Z zaplanowanymi przelotami wojskowych samolotów, tematem piątkowego programu – po „Maha (Make America Healthy Again) Monday” i czwartkowym „Horsepower of America” – były „Wings of Freedom”. W poprzednich dniach zdjęcia National Mall w Fox News wskazywały, że wielu z tych, których organizatorzy mieli nadzieję przyciągnąć na jarmark, rzeczywiście odleciało. Niektórzy trzymali się z daleka, bo uważali, że wydarzenie odbiegło od patriotycznej celebracji w stronę partyjnego festiwalu, według Forstera. „Uznali to za polityczne” – powiedział. „Nie miało takie być”.

Przez większą część tygodnia, zmagając się z rzadkimi tłumami, wydarzenie było nękane serią negatywnych nagłówków. Obrazy flagi Konfederacji usunięto ze stoiska Karoliny Północnej. Część głównej sceny runęła na podłogę, ledwo omijając trupę tancerzy podczas prób. A niektóre ceny w stoiskach z jedzeniem – od udźców indyka za 23 dolary po „czerwono-biało-niebieski” lód za 7 dolarów – były z pewnością niezapomniane. Ale nadejście weekendu świątecznego zwiększyło frekwencję. „Uwielbiam to” – powiedział James Bytner z Wirginii. „To znaczy wolność. To znaczy, że możemy chodzić i robić, co chcemy”. Bytner nie chciał ujawnić swojego wieku, ale powiedział, że był w Waszyngtonie na 204. rocznicę. Tym razem? „Jak na razie dobrze”. Daleki grzmot przerodził się w ryk nad głowami, gdy kilka odrzutowców przecięło niebo. „Po to przyszliśmy” – krzyknął Bytner.

Niektórzy celowo trzymali się z daleka. Urzędnicy w kilku stanach odmówili udziału lub znacznych inwestycji, pozostawiając swoje stoiska stosunkowo puste. Oregon stwierdził, że wydarzenie zapowiada się jako „bardziej partyjna sprawa” niż początkowo przedstawiano. „Oni też nie dostali pieniędzy na swoje” – zaśmiała się kobieta wchodząc i natychmiast wychodząc z pawilonu Kalifornii. Nie spędziła dużo czasu na oglądaniu jedynego zdjęcia Golden Gate Bridge na ścianie ani telewizora pomocnie pokazującego, gdzie stan można znaleźć w Google Earth. Wiadomości, które Waszyngton zachęcał odwiedzających do bazgrania po