W szokującym przejawie patriotyzmu, który jakoś wymagał oficjalnego ogłoszenia, sekretarz obrony John Healey ogłosił, że Wielka Brytania będzie teraz wykorzystywać wyjątki dotyczące bezpieczeństwa narodowego, aby priorytetowo traktować brytyjskie firmy przy przyznawaniu kontraktów obronnych. Przemawiając we wtorek na kongresie związku GMB, Healey ujawnił plany, by dać brytyjskim firmom przewagę w decyzjach zakupowych, opisując nowe podejście jako „bezczelnie probrytyjskie” – co sugeruje, że poprzednie podejścia mogły być, cóż, zawstydzone tą koncepcją.

Ogłoszenie pojawia się w momencie, gdy rząd stoi pod rosnącą presją, by opublikować długo opóźniony plan inwestycji obronnych – dokument, który wywołuje więcej niepokoju niż niespodziewana inspekcja w obiekcie jądrowym. Związki zawodowe i firmy obronne ostrzegają, że dalsze opóźnienia zagrażają brytyjskim miejscom pracy, umiejętnościom i bezpieczeństwu narodowemu, co wydaje się dość kompleksowym zestawem rzeczy, które warto chronić.

Kanclerz Rachel Reeves również wyraziła frustrację, że zbyt wiele rządowych kontraktów trafia za granicę, mówiąc ministrom w zeszłym miesiącu, że muszą zrobić więcej, by priorytetowo traktować inwestycje w Wielkiej Brytanii. Healey powtórzył te odczucia, mówiąc, że kanclerz „miała rację ostatnio, gdy powiedziała, że musimy kupować brytyjskie” – stwierdzenie tak oczywiste, że mogłoby być wydrukowane na pamiątkowym kubku.

Healey przedstawił plany zmiany „bezzębnego” systemu zamówień, obiecując przyznawać kredyt w przyszłych decyzjach dotyczących kontraktów obronnych firmom z siedzibą w Wielkiej Brytanii, które mają „autentyczną, znaczącą obecność w Wielkiej Brytanii i długoterminowe zobowiązania wobec brytyjskich społeczności i brytyjskich łańcuchów dostaw”. Rząd będzie również częściej korzystać z wyjątków dotyczących bezpieczeństwa narodowego na mocy ustawy o zamówieniach publicznych z 2023 r., która pozwala na pomijanie formalnych zasad konkurencyjnych przetargów.

Jeśli kontrakt obronny zostanie „wysłany za granicę”, Healey powiedział, że przemysł będzie zobowiązany do tworzenia miejsc pracy w Wielkiej Brytanii w ramach tzw. „brytyjskiego offsetu” – w zasadzie odpowiednika obronnego stwierdzenia: „Dobra, ale musicie coś tu zbudować”.

Ogłoszenie następuje po liście Reeves do każdego ministra, w którym wzywa do „kupowania brytyjskich” tam, gdzie to możliwe, podkreślając kluczowe sektory, takie jak przemysł stoczniowy, stalowy, AI i infrastruktura energetyczna. Reeves argumentowała, że obecne napięcia globalne pokazują potrzebę odporności w kluczowych sektorach, co jest dyplomatycznym skrótem oznaczającym „kończą nam się rzeczy do kupienia w kraju”.

Termin jest szczególnie pilny dla przemysłu obronnego. W zeszłym tygodniu dyrektor generalny ADS, Kevin Craven, powiedział BBC, że brytyjskie firmy „naprawdę mają trudności”, czekając na rządowy plan inwestycji obronnych. „Widzieliśmy firmy, które albo opuszczają sektor, albo zmieniają kierunek i będzie tak dalej, bez wątpienia” – powiedział.

Aeralis, brytyjska firma lotnicza opracowująca następcę myśliwca Red Arrows, w zeszłym miesiącu weszła w administrację. Administratorzy wymienili „ciągłe opóźnienia brytyjskiego planu inwestycji obronnych w połączeniu z czynnikami geopolitycznymi wpływającymi na źródła finansowania” – co jest eleganckim sposobem na powiedzenie, że firmie skończyły się pieniądze, czekając, aż rząd zdecyduje, czego chce.

Plan inwestycji obronnych, początkowo oczekiwany jesienią 2025 r., może teraz pojawić się przed szczytem NATO w przyszłym miesiącu. Ale wciąż trwają wewnętrzne spory o to, ile dodatkowych pieniędzy przeznaczyć na obronność, a doniesienia sugerują, że Ministerstwo Obrony uważa, że potrzebuje dodatkowych 28 miliardów funtów, aby spełnić swoje zobowiązania. Bo nic tak nie mówi „bezpieczeństwo narodowe” jak rząd, który nie może się zgodzić, ile na nie wydać.