Zvezdelina Stankova uczy matematyki na UC Berkeley od prawie trzech dekad, ale w 2023 roku – kiedy po raz pierwszy od początku pandemii wróciła do nauczania wstępnego rachunku różniczkowego – zauważyła coś niepokojącego. Dolne 25 procent studentów nie tylko miało trudności; byli, jak to ujęła, „w swobodnym spadku”. Nauczanie stało się ćwiczeniem z triażu: „Jedną ręką uczę złożonej całki, a drugą mówię im, jak rozwiązać proste równanie liniowe, jak 7x - 2 = 5”.

Mina Aganagic, teoretyk strun na Berkeley z 20-letnim stażem w nauczaniu rachunku różniczkowego, zaobserwowała to samo zjawisko. Złapała się na tym, że powtarza „podstawowe rzeczy z algebry, jak ułamki” i zauważyła, że dezorientacja studentów sięga nawet „znaczenia znaku równości w równaniu”. Obie profesorki zgłosiły, że studenci przychodzili na dyżury, usiłując dzielnie zdać – często przez zapamiętywanie równań, których nie rozumieli – ale większość, którzy przyszli nie znając algebry, po prostu oblała.

Stankova i Aganagic uważają, że zidentyfikowały winowajcę i nie chodzi tylko o zakłócenia pandemiczne. Cały system Uniwersytetu Kalifornijskiego zrezygnował z testów standaryzowanych w rekrutacji podczas COVID-19 i, w przeciwieństwie do wielu podobnych instytucji, ani ich nie przywrócił, ani nie ogłosił planów w tym kierunku. Pod koniec zeszłego miesiąca obie profesorki – wraz z trzema innymi kolegami z Berkeley – opublikowały list otwarty, w którym opowiadają się za przywróceniem wymogów testowania, przynajmniej dla studentów kierunków STEM. „Podstawowa biegłość matematyczna jest analogiczna do umiejętności czytania i pisania; bez niej sukces na uniwersyteckim poziomie STEM staje się strukturalnie nieosiągalny dla studentów” – napisali. Ich list pojawił się zaledwie sześć miesięcy po raporcie UC San Diego, który wykazał, że jeden na dwunastu nowo przyjętych studentów ma problemy z matematyką na poziomie gimnazjum. Od publikacji list podpisało ponad 1400 profesorów i wykładowców.

Rozłam narastał od lat: zmiana polityki mająca promować równość zderzyła się z praktyczną rzeczywistością nauczania rachunku różniczkowego studentów, którzy nie radzą sobie z podstawową algebrą – nawet na niektórych z czołowych amerykańskich uniwersytetów naukowych. Bunt wydziału UC może się powieść: David Volz, profesor UC Riverside, który przewodniczy wydziałowej komisji ds. rekrutacji na studia licencjackie, powiedział The Atlantic, że system tworzy grupę roboczą do zbadania przywrócenia wymogów egzaminów standaryzowanych. (Inna grupa robocza zbada wymagania dotyczące kursów w szkole średniej dla rekrutacji.) Wszelkie zalecenia prawdopodobnie zajmą jednak co najmniej rok.

Nieskończone debaty o testach standaryzowanych od dawna są teatrem kabuki. Nie chodzi tak naprawdę o to, czy wiedza o trygonometrii jest ukrytym klasizmem, ale o kompromisy, przed którymi stoją selektywne uniwersytety, balansując między doskonałością akademicką a obsługą pokrzywdzonych kandydatów. Zwolennicy widzą testy takie jak SAT jako obiektywne miary przygotowania akademickiego, umożliwiające porównanie między różnymi szkołami. Testy mogą zidentyfikować doskonałych uczniów w przeciętnych szkołach średnich – i przeciętnych w doskonałych.

Krytycy natomiast przedstawiają testy standaryzowane jako opresyjne narzędzia wzmacniające nierówności. Ponieważ wyniki korelują z przywilejami, argumentuje się, że muszą być po prostu miarą samego przywileju. Jednak ten sam zarzut dotyczy świadectw szkolnych, esejów i zajęć pozalekcyjnych – wszystkie one również faworyzują uczniów z zamożnych, dobrze wykształconych rodzin. Testy są również uwikłane w debatę o akcji afirmatywnej: dostarczają ilościowej miary tego, jak duże są faktyczne preferencje rasowe.

UC zmagało się z testami standaryzowanymi na długo przed pandemią. W styczniu 2019 roku system poprosił wydziałową grupę zadaniową o zbadanie, czy egzaminy takie jak SAT i ACT mogą być bezpiecznie wyeliminowane. Raport liczący 227 stron rok później wykazał, że wyniki były „znacząco” przydatne w przewidywaniu wyników studentów – średniej ocen i wskaźników ukończenia studiów – lepiej niż samo GPA ze szkoły średniej, i dotyczyło to również studentów z upośledzonych środowisk. A