Świeżo opublikowany plan energetyczny Grahama Platnera to mistrzowska lekcja próby pogodzenia dwóch sprzeczności: budować szybko projekty czystej energii i linie przesyłowe, by walczyć ze zmianami klimatu i obniżyć kosmicznie wysokie ceny prądu, ale też – uwaga – zrobić pauzę na konsultacje społeczne. Plan Platnera poświęca tej napięciu tylko krótki fragment, wzywając do reformy pozwoleń. Jednak jego doświadczenie jako członka komisji planowania w Sullivan w Maine opowiada bardziej wyrazistą historię. W 2024 roku Platner zagłosował za wprowadzeniem tymczasowego zakazu dla większych projektów solarnych, podczas gdy opracowywano stałe przepisy. Bo nic tak nie mówi „rozbudowa energii odnawialnej” jak wciśnięcie hamulca.
Maine, jako stan z „samorządem lokalnym”, daje miastom znaczną kontrolę nad użytkowaniem ziemi, w tym nad rozwojem energetyki. Platner powiedział Inside Climate News, że odpowiadał na obawy społeczne: „Było dużo lokalnego sprzeciwu. Nikt nie przygotowywał się na te wielkie farmy słoneczne. Społeczności – one po prostu wyrosły znikąd”. Jego celem moratorium było zyskanie czasu dla Sullivan na „uchwalenie przepisów i przeprowadzenie głębszej, bardziej zniuansowanej rozmowy”. Bo nic tak nie mówi „niuans” jak moratorium.
Zwolennicy energii odnawialnej wyrazili zrozumienie. Eliza Donoghue, dyrektor wykonawcza Maine Renewable Energy Association, powiedziała, że moratoria „mogą odegrać ważną rolę, dając miastom szansę na złapanie oddechu”. Dodała, że obawy pojawiają się, gdy moratoria stają się „de facto zakazem wytwarzania energii słonecznej”. Nie ma dowodów, że jeszcze nieprzyjęte moratorium w Sullivan lub jego rozporządzenie o przeglądzie rozwoju pasowałyby do tego opisu – na razie.
Zarządca miasta Ray Weintraub zauważył, że żaden deweloper nie zaproponował większych projektów solarnych w Sullivan, choć kilka zbudowano w okolicy, w tym 100-akrowa instalacja na polu borówki w sąsiednim Hancock. „Więc może jako miasto powinniśmy wyprzedzić sytuację” – powiedział. Propozycja moratorium nie trafiła jeszcze pod głosowanie powszechne i prawdopodobnie nie będzie gotowa na tegoroczne zebranie miejskie.
Pauza w Sullivan następuje w fali co najmniej kilkunastu miast w Maine przyjmujących podobne środki, po szybkim rozwoju fotowoltaiki. Łączna moc z instalacji społecznościowych i komercyjnych w Maine wzrosła prawie 13-krotnie od 2020 do 2024 roku, osiągając 1640 megawatów – około 8000 akrów ziemi. To maleńki ułamek całkowitej powierzchni stanu, a instalacje pomagają Maine produkować więcej energii lokalnie bez szkodliwych emisji. Jednak szybki wzrost, w połączeniu z przekonaniem, że stanowe dotacje solarne przyczyniły się do wyższych cen prądu, podsycił sprzeciw.
Aby rozwiać obawy dotyczące farm słonecznych na gruntach rolnych, Maine uchwaliło w 2023 roku ustawę wymagającą dodatkowych pozwoleń i opłat dla projektów na szczególnie żyznej ziemi. W zeszłym roku stan zrewidował zasady rozliczania netto, czyniąc je mniej hojnymi. Mimo tych środków ruch na rzecz regulacji farm słonecznych trwa. Stanowy Departament Zasobów Energetycznych wydał nawet podręcznik dla miast, w tym wzorcowe rozporządzenie dotyczące rozwoju solarnego. Projekt rozporządzenia Sullivan różni się w drobnych, ale potencjalnie znaczących szczegółach, zwłaszcza limitem hałasu 50-55 decybeli na granicy działki. (Panele słoneczne są bezgłośne, ale silniki śledzące i inwertery wytwarzają niski poziom hałasu.)
Platner widzi lokalne rozporządzenia i reformę pozwoleń jako zgodne. „Kiedy masz więcej wkładu społeczności, generalnie, jak sądzę, dochodzisz do lepszych rozwiązań” – powiedział. „Rzeczy zaczynają być umieszczane w miejscach, które nie wkurzą wszystkich, bo faktycznie usiadłeś i porozmawiałeś”. To miłe stwierdzenie – zakładając, że wszyscy pojawią się na rozmowie, zanim moratorium stanie się trwałe.