W rozwoju, który nie zaskakuje nikogo, kto spędził ostatnio więcej niż pięć minut w internecie, większość treści online jest najwyraźniej pisana przez maszyny, które nigdy nie doświadczyły żadnej emocji. W niedawnym odcinku podcastu Galaxy Brain magazynu The Atlantic, prowadzący Charlie Warzel usiadł z Maxem Spero, współzałożycielem firmy wykrywającej AI, Pangram, aby omówić, co się dzieje, gdy internet staje się szwedzkim stołem syntetycznego slopu.
Spero, który żartobliwie nazywa siebie "sprzątaczem slopu", prowadzi firmę, która używa uczenia maszynowego do odróżniania ludzkiego pisania od tekstu generowanego przez AI. Pangram twierdzi, że ma wskaźnik fałszywie pozytywnych wyników wynoszący jeden na 10 000 – co oznacza, że myli człowieka z chatbotem tylko raz na dziesięć tysięcy razy, co jest albo imponująco dokładne, albo przerażającym oskarżeniem, jak bardzo ludzkie pisanie już brzmi jak wygenerowane przez algorytm.
Firma trafiła już na pierwsze strony gazet. Wired poinformował, że Pangram oznaczył wątek z kwietnia z konta papieża na X – ironicznie, ostrzeżenie przed zagrożeniami ze strony AI – jako prawdopodobnie napisany z pomocą AI. Watykan nie odpowiedział na prośby o komentarz, prawdopodobnie dlatego, że był zajęty rozważaniem, czy boskie natchnienie liczy się jako duży model językowy. Tymczasem dziennikarka technologiczna Taylor Lorenz użyła narzędzia do skanowania newsletterów Substack i odkryła, że niektóre wysoko notowane publikacje "publikują w 100% treści generowane przez AI, według Pangram, najwyraźniej bez żadnej ludzkiej edycji".
Według ankiety Pangram, 35 procent nowo opublikowanych stron internetowych w otwartym internecie w 2025 roku było generowanych lub wspomaganych przez AI. Internauci są w przeważającej mierze cyniczni wobec tego: 75 procent ankietowanych uważało, że internet zdominowany przez AI będzie mniej dokładny, a 83 procent wierzy, że AI zniszczy unikalne style pisania, sprowadzając je do mdłej monokultury. Spero obawia się tej erozji zaufania i autentyczności, zauważając, że treści generowane przez AI zagrażają degradacji jakości ludzkiego pisania i zanieczyszczaniu internetu halucynacjami i dezinformacją.
Spero opisał ten trend jako "drop shipping-fikację pisania", z tutorialami na YouTube obiecującymi "Jak zarobić 1000 dolarów miesięcznie, publikując książki generowane przez AI". Podejrzewa, że większość tych twierdzeń jest tak samo fałszywa jak same książki, ale kursy sprzedające marzenie są najwyraźniej całkiem dochodowe. Wyścig zbrojeń trwa: programiści już budują narzędzia do wprowadzania błędów do tekstów AI lub usuwania konwencji AI, aby wydawały się bardziej ludzkie – bo nic tak nie mówi autentyczność, jak celowe dodawanie literówek do robotycznej prozy.
Jak ujął to Spero: "Chcę widzieć ludzi używających AI do leczenia raka i ułatwiania opieki nad seniorami. I nie chcę też widzieć AI zanieczyszczającego internetu." Szlachetny cel, ale biorąc pod uwagę, że obecnie toniemy w generowanych przez AI postach na LinkedIn o "synergizowaniu paradygmatów" i profilach na Tinderze, które przypadkowo zostawiają podpowiedzi ChatGPT: "Czy chcesz, żebym to zrobił zabawniejszym?", slopokalipsa może już nastać.