Północnoatlantyckie wieloryby, niegdyś wybite prawie do ostatniego, bo dosłownie nazywano je „właściwymi” wielorybami do zabicia (wygodnie pływają blisko brzegu – bezczelne z nich bestie), wciąż próbują się odrodzić. W tym roku jednak pojawiła się rzadka dobra wiadomość: urodziło się 23 nowe cielęta, najwięcej od 2009 roku. Amy Warren, kierowniczka programu naukowego w New England Aquarium, zarządza Katalogiem Identyfikacyjnym Północnoatlantyckich Wielorybów, który śledzi ponad 800 osobników od 1935 roku. Każdego wieloryba identyfikuje się po białych plamach na głowie, zwanych modzelami – skupiskach wszy wielorybich, które mimo obrzydliwości, po prostu korzystają z dnia spa na martwym naskórku. Wszy są białe, skóra wieloryba czarna, a kontrast tworzy unikalne wzory, jak skorupiakowy dowód osobisty.
Ale jest haczyk: populacja wciąż liczy poniżej 400 osobników, a te wieloryby stają w obliczu nowych zagrożeń ze strony ludzi. Po zakazie wielorybnictwa w 1932 roku ich liczebność powoli wzrosła z szacowanych 20 do 50 osobników. Potem technologia poszła naprzód: mocniejszy sprzęt rybacki, większe i szybsze łodzie oraz zmiany klimatu przesuwające ich źródła pożywienia. Gdy ich ofiary się przemieszczają, wieloryby zapuszczają się na niechronione obszary. „Potrzebujemy lat i lat tak wysokiej liczby cieląt, oraz lat i lat bez umierania wielorybów z powodu obrażeń spowodowanych przez człowieka” – mówi Warren, dodając, że w styczniu tego roku dwa młode osobniki zginęły z ludzkich przyczyn. Tymczasem wskaźniki urodzeń są nieregularne – rok z zerem cieląt, inny z tylko pięcioma. Tegoroczne 23 to czwarty najwyższy wynik w historii, ale jak ujmuje to Warren: „Jeden dobry rok nie uratuje gatunku”.
Warren, która kocha wieloryby od dzieciństwa, zauważa, że badacze znają każdego wieloryba indywidualnie – ich imiona, rodziców, dziadków, a nawet osobowości. Niektóre wieloryby zawsze pojawiają się w tym samym miejscu; inne są nomadami. „Widzieć tę indywidualność jest naprawdę interesujące i można się z nią utożsamić” – mówi. Ale przesłanie jest jasne: nie otwierajmy szampana. Wieloryby potrzebują ciągłych wysiłków – wolniejszych statków, mniej sprzętu rybackiego i znacznie więcej dobrych lat. Jak mówi Warren: „Nie przestawajcie, nie myślcie, że wszystko naprawiliśmy. To nie jest takie proste”.