Klej na plakatach w szpitalnej scianie jest jeszcze swiezy, kazdy z nich to twarz, historia, rozpaczliwe blaganie: uczennica w mundurku, pyzate dziecko, para w dzien slubu, mlody mezczyzna na gorskim szczycie, dziewczyna wygladajaca zza drzwi. To tylko czesc z prawie 3000 osob zaginionych po tym, jak gwalowne powodzie przetoczyl sie przez Himalaje, zmazujac cale wioski z mapy.

Do sobotniego poranka Nepal wydobyl 669 cial, ale wiele odleglych obszarow jest dostepnych tylko dla wojskowych helikopterow, a ratownicy przyznaja, ze nie moga zgadnac, ile jeszcze lezy pod blotem. Kostnice w Chitwan sa przepelnione, a wzniesiono prowizoryczny budynek, aby pomiescic zmarlych. Niektore ciala zostaly zniesione tak daleko w dol rzeki, ze wyladowaly w sasiednich Indiach.

W szpitalu uniwersyteckim Tribhuvan w Katmandu, cztery dni po katastrofie, zrozpaczeni krewni wciaz tlumia sie przy policyjnym biurku, aby zarejestrowac zaginionych bliskich. Ranni wypelniaja oddzialy, a ludzie goraczkowo przegladaja listy pacjentow, majac nadzieje na znak. Przy braku informacji i odcieciu dotknietych obszarow, wielu zwrocilo sie ku robieniu plakatow jako formie komunikacji.

Yavraj Lama mial lzy w oczach, gdy przyklejal do sciany zdjecie jednorocznego Sijana Tawanga, trzymanego w ramionach przez matke. Obok wisialo zdjecie 12-letniego Sahila, jego brata. "Jestesmy otepiali" - powiedzial Lama. "Naszym glownym celem jest proba znalezienia malego Sijana. Byl taki slodki i niewinny; nie mozemy sobie wyobrazic, ze juz go z nami nie ma." Ale potem druzgocaca prawda: "Ich cala wioska zniknela, wiec nie mamy zadnej nadziei, ze ktokolwiek z nich przezyje."

Monita Nepali, 22 lata, wyła, gdy na scianie pojawil sie plakat jej zaginionego meza Vishala Nepali, 30 lat. Pobrali sie szesc miesiecy temu, a on regularnie jezdzil na granice Nepalu i Tybetu. Rozmawiala z nim godzine przed powodzia, podczas jego porannego spaceru w Rusawie. Obiecal, ze zadzwoni wieczorem; jego telefon jest wylaczony od tamtej pory. "Nie chce zyc na tej ziemi bez niego" - powiedziala, wciaz wierzac, ze wroci. "Czuje w sercu, ze wroci."

Tulmaya Tamang, 36 lat, przyniosla plakaty dla 12 zaginionych czlonkow rodziny, w tym pieciomiesiecznej siostrzenicy, z wioski w Rusawie. "Nasza rodzina jest pod ogromna presja" - powiedziala. "Tak wielu odeszlo, a ci z nas, ktorzy zostali, walcza." Teraz maja nadzieje na ciala, chociazby dla zamkniecia sprawy: "Gdybysmy mieli ciala, to przynajmniej mielibysmy spokoj. W przeciwnym razie rodzina nigdy nie przestanie sie zastanawiac, a ten bol bedzie trwal bardzo dlugo."

Co najmniej 900 zaginionych pracowalo przy projektach hydroenergetycznych wzdloz korytarza rzeki Trishuli, wielu z nich to nisko oplacani robotnicy, w tym co najmniej 63 z Indii. Dramatyczne nagrania pokazaly nepalskich zolnierzy wyciagajacych ocalonych z tunelu w projekcie Trishuli-1, ale wojsko uwaza, ze kolejne 100 osob jest wciaz uwiezionych, a dziesiatki wiecej w elektrowni Trishuli-3.

Wsrod nich jest 24-letni Sujan Nepali, ktory wlasnie skonczyl nocna zmiane i spal, gdy nadeszla sciana wody. Jego siostra, Sushisha Maluwar, codziennie wraca do centrum urazowego szpitala. "Nie stracilismy nadziei" - powiedziala. "Zapisujemy jego imie w szpitalach i rozklejamy jego zdjecia wszedzie, majac nadzieje, ze gdzies go znajdziemy. Moze zostal juz uratowany. Moze udalo mu sie uciec i przezyc."

Nadzieja, jak sie wydaje, jest ostatnia rzecza, ktora zostaje zmyta.