Znajomy miliarder, który podczas pandemii uciekł z Manhattanu do Miami, niedawno wyznał mi, że nie traci snu z powodu proponowanego przez Nowy Jork podatku od drugich domów – rocznej dopłaty od nieruchomości wartych ponad 5 milionów dolarów. Burmistrz Zohran Mamdani i gubernator Kathy Hochul ogłosili projekt na początku miesiąca, a tabloidy i prasa biznesowa, jak przewidzieć, krzyczały, że wypędzi bogaczy. Ale mój znajomy zatrzymał swoje nowojorskie mieszkanie, jak wielu transplantów z Miami, i nie ma zamiaru go sprzedawać. Jest zbyt związany z miastem – społecznie, zawodowo, filantropijnie – i stale tam podróżuje.

Lekcja dla miast i stanów z pustymi kasami: rodzaj podatku ma znaczenie. Zaprojektuj go wokół czegoś, czego bogaci nie chcą oddać – jak dom w najważniejszym gospodarczo i kulturowo mieście świata – a nie czegoś, czego mogą uniknąć, zmieniając miejsce zamieszkania podatkowego.

Przez dekady badania akademickie twierdziły, że bogaci nie przeprowadzają się z powodu podatków. Badania migracji milionerów wykazały, że gospodarstwa domowe o wysokich dochodach miały niższe wskaźniki migracji niż klasa średnia. Bogaci byli zakorzenieni tam, gdzie zbudowali kariery, sieci kontaktów i życie. Jedynym wyjątkiem był skromny przepływ nowojorczyków przenoszących się na Florydę pod koniec życia.

To było prawdą, bo bogaci nie mieli realnego wyboru. Ich firmy były w Nowym Jorku, San Francisco czy Seattle (patrzę na ciebie, Amazon Jeffa Bezosa i Starbucks Howarda Schultza) i musieli być blisko nich. Ale technologia cyfrowa – i udany eksperyment pracy zdalnej podczas pandemii – zerwały więź między tym, gdzie jest firma, a gdzie mieszka właściciel. Gdy ta więź pękła, wszystko się zmieniło.

Ostatnie lata przyniosły paradę miliarderów – w tym Bezosa, Schultza, Kena Griffina, Larry'ego Page'a i Sergeya Brina – porzucających niebieskie miasta na rzecz Miami z jego niskimi podatkami, ciepłą pogodą i stylem życia. Na początku próbowali przenosić ze sobą części swoich firm. Griffin przeniósł Citadel z Chicago do Miami. Potem zorientowali się, że mogą przenieść tylko siebie. Bezos opuścił Seattle dla Indian Creek Island, ale Amazon pozostał w Seattle. Page kupił posiadłość w Coconut Grove za prawie 180 milionów dolarów, ale Google został w Bay Area. Mark Zuckerberg zgarnął rezydencję nad wodą za 170 milionów dolarów na tej samej wyspie co Bezos, ale Meta pozostała w Dolinie Krzemowej. Schultz kupił penthouse za 44 miliony dolarów w Four Seasons at the Surf Club na północ od Miami Beach, ale Starbucks został w Seattle.

Floryda ułatwia to, nie mając realnego wymogu rezydencji. Bogaci po prostu deklarują florydzki dom jako homestead, a dopóki nie spędzą więcej niż progowa liczba dni w innych domach – Nowy Jork, Los Angeles, Aspen, południe Francji – są rezydentami Florydy dla celów podatkowych. To prawdopodobnie wyjaśnia, dlaczego Bezos został rezydentem Florydy przed sprzedażą akcji Amazona o wartości 8,5 miliarda dolarów w 2024 roku. (Floryda nie ma stanowego podatku od zysków kapitałowych.)

Oto czym stają się Miami, Palm Beach i kilka innych miejsc: rajami podatkowymi stylu życia, oferującymi słońce, świetne życie nocne i idealne cumowanie jachtów, plus korzyści podatkowe. Miejsca dla bogatych, i coraz bardziej tylko dla bogatych. Tymczasem rozpoczął się exodus mniej uprzywilejowanych, klas pracujących i zwykłych zamożnych. Hrabstwo Miami-Dade miało w zeszłym roku trzecią co do wielkości utratę krajowej populacji spośród wszystkich hrabstw. (Odpływ był kiedyś równoważony przez migrację międzynarodową, proces zakłócony przez imigracyjną nagonkę prezydenta Trumpa.) Jak donosi Miami Herald, ludzie opuszczający miasto mają roczne dochody o połowę niższe niż nowi przybysze, średnio. Bogaci zmienili rynek mieszkaniowy Miami, podbili ceny i zajęli ograniczone miejsca w prywatnych szkołach dla siebie i kluczowych pracowników.

Dla ultra-bogatych wyludnianie się miasta może być błogosławieństwem w przebraniu. Mniejszy ruch, mniej korków, mniej ludzi konkurujących o mieszkania i szkoły to więcej korzyści niż ciężarów. Woleliby, żeby ich raj podatkowy stylu życia był jeszcze bardziej jak Mona