Dalene Basden ma pracę, w której nigdy tak naprawdę nie ma wolnego – a ostatnio koszty życia też nie mają przerwy. Pracuje wspierając rodziny z dziećmi ze specjalnymi potrzebami w Lynn w Massachusetts, w przeważającej mierze robotniczym i o niskich dochodach mieście na północ od Bostonu. Dla Basden oznacza to wiele godzin w wielu miejscach. „Spotykam się z rodzinami tam, gdzie są” – mówi. „Mogę być na placu zabaw, w szkole albo w sklepie spożywczym”, ucząc je porównywać ceny i znajdować okazje. Kilka wieczorów w tygodniu przychodzi do jadłodajni o nazwie My Brother's Table, gdzie wielu jej podopiecznych to stali bywalcy.

Pewnego wieczoru krąży po jadalni, sprawdzając u jednego młodego mężczyzny, czy wypełnił podanie o pracę, o którym rozmawiali. Potem zwraca się do innego, który nie pojawił się na swojej zmianie wolontariackiej przy rozładunku ciężarówki z chlebem. Rozmowa o zaangażowaniu następuje. Między tym wszystkim Basden pomaga w kuchni lub nakłada jedzenie na talerze. „To taka radość. Uwielbiam swoją pracę” – mówi Basden. „Nie oddałabym jej za nic”.

Po ponad trzydziestu latach kariery i z tytułem dyrektora programu w Children's Friend and Family Services Clinic, oddziale Justice Resource Institute, Basden zarabia przyzwoitą pensję. Podobnie jak jej mąż, który prowadzi vana dla osób niepełnosprawnych. Radzili sobie, spłacali kredyt hipoteczny i wiązali koniec z końcem. Ale rosnące ceny żywności, a zwłaszcza benzyny, nadwyrężają ich budżet, a Basden mówi, że to już nie wystarcza. Na przykład, ona i jej mąż wydawali łącznie od 300 do 400 dolarów miesięcznie na tankowanie samochodów. Teraz to ponad 600 dolarów.

Po dziesięcioleciach pomagania potrzebującym, Basden sama znalazła się w potrzebie. W wieku 71 lat nagle żyje od wypłaty do wypłaty. „To szalone” – mówi. „Jakby z dnia na dzień. Wczoraj cię było stać, a dziś już nie”. Basden jest teraz wśród ośmiu na dziesięciu Amerykanów, którzy mówią, że mają trudności z wiązaniem końca z końcem, według nowego sondażu NPR/PBS News/Marist. I doskonale zdaje sobie sprawę, że wielu jest w gorszej sytuacji finansowej niż ona, borykając się z cięciami federalnej pomocy żywnościowej, na dodatek do wszystkiego innego.

Nadal doradza klientom, jak budżetować i oszczędzać, ale teraz sama stosuje się do własnych rad – a nawet korzysta z pomocy banku żywności. Ona i jej mąż mieszkają z dorosłym synem z niepełnosprawnością oraz dwoma wnukami. I mówi, że trudno utrzymać wystarczającą ilość jedzenia na stole. „Jemy tylko kurczaka” – mówi. „Chciałabym zjeść wołowinę, ale jest o wiele za droga. Ale sześć miesięcy temu, jeśli chciałam kupić wołowinę, szłam do sklepu i kupowałam. Teraz kupujemy tylko kurczaka, bo jest najtańszy”.

Oszczędza, gdzie tylko może. Niedawno zaczęła opuszczać dni, w których zwykle woziła syna na siłownię, mimo że – jak mówi – „to utrzymuje go w zdrowiu”. Jak wielu, Basden żyła o krok od tego, by nie móc związać końca z końcem. A potem przyszła diagnoza raka. Na szczęście – mówi – ma dobre ubezpieczenie zdrowotne przez pracę i otrzymuje dobrą opiekę. Ale dopłaty są druzgocące. Podobnie jak koszty dojazdu do lekarza: w tym miesiącu ma pięć wizyt w szpitalu w Bostonie, oddalonym o godzinę jazdy, nie wspominając o cenach parkowania.

Ironia nie umknęła jej i jej mężowi, gdy poczuli ulgę na myśl, że koszty benzyny spadną w przyszłym miesiącu, ponieważ Basden będzie miała operację. „Powiedzieliśmy: »Oszczędzimy wtedy trochę pieniędzy«” – śmieje się. „Tak, to trochę szalone, gdy się nad tym zastanowić”.

Jednym z najgorszych punktów bólu dla Basden jest konieczność zastanawiania się dwa razy, ile może pomóc swoim rodzinom w pracy z powodu własnych trudności finansowych. Normalnie wskoczyłaby do samochodu, by dostarczyć obiady, ubrać młode kobiety i zabrać je na bal dla osób ze specjalnymi potrzebami, albo podwieźć jednego z