Dla wiernych Diet Coke to nie tyle napój, co płynna religia, z surowymi kanonicznymi zasadami dotyczącymi formy naczynia. Puszka aluminiowa to święty Graal, wersja z fontanny w McDonald's to ziemia obiecana. Ale w Indiach wierni stają w obliczu kryzysu wiary: Diet Coke, dostępna tylko w aluminium, znika z półek, donosi Reuters, z powodu chaosu w łańcuchu dostaw wynikającego z wojny w Iranie.
Bliski Wschód produkuje 7 milionów ton metrycznych aluminium rocznie – 9 procent światowych mocy – i eksportuje 75 procent. Od lutego ceny rosną jak uzależniony od kofeiny, osiągając w kwietniu 3600 dolarów za tonę, czteroletnie maksimum. Aluminium jest wszędzie: w panelach słonecznych, MacBookach, kadłubach samolotów, dezodorantach, tabletkach na zgagę i twojej zimnej kawie. USA nie borykają się jeszcze z masowymi niedoborami, ale szoki cenowe już okrążają glob.
Tani prąd w regionie uczynił go centrum aluminium, ale gdy Iran zaczął ograniczać ruch przez Cieśninę Ormuz, zakłady w Zatoce miały problemy z importem boksytu i eksportem czystego metalu. Katar i Bahrajn zamknęły huty. Następnie, 28 marca, irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej przeprowadził ataki dronów i rakiet na dwa zakłady aluminium, w tym Al Taweelah w Abu Zabi – który w zeszłym roku wyprodukował 1,6 miliona ton – całkowicie go wyłączając. To wyłączyło z globalnego obiegu około 3,2 miliona ton aluminium, obciążając gospodarki takie jak Indie, które polegają na tych dostawach.
W USA metal jest jeszcze droższy dzięki Donaldowi Trumpowi – jednemu z najsłynniejszych entuzjastów Diet Coke na świecie – który w zeszłym roku podniósł cła na import aluminium, odsuwając kanadyjski metal i sprowadzając więcej z ZEA i Bahrajnu. Teraz USA mają najwyższe ceny aluminium na świecie i są szczególnie podatne na wstrząsy w Zatoce.
USA importują znacznie więcej aluminium niż produkują, ale niedobory jeszcze nie uderzyły w pełni. „Ameryka ma pewne bufory: zapasy, kontraktowe dostawy, aluminium wtórne i metal już w rurociągu” – powiedział mi Paul Adkins z AZ Global. Amerykanie wciąż mogą dostać metal, jeśli są gotowi zapłacić więcej – na razie. Tymczasem gospodarki azjatyckie już cierpią: Wietnam boryka się z niedoborami nawozów i paliw, które karzą rolników ryżu; Japonia martwi się niedoborami nafty; tajwańscy producenci półprzewodników nie mogą dostać helu.
Indie w dużym stopniu polegają na bliskowschodnim złomie aluminiowym, a fabryki mają niskie zapasy. Kraj jest drugim co do wielkości producentem aluminium na świecie, ale wojna w Iranie sprawiła, że zasilanie tych fabryk stało się droższe, spowalniając produkcję. Ponadto w zeszłym roku Biuro Norm Indyjskich zaostrzyło przepisy dotyczące aluminium, zmniejszając podaż użytecznego metalu.
Globalnie będzie gorzej, zanim się poprawi. Nawet gdyby wojna skończyła się dziś, huty – żarłoczne bestie energetyczne – potrzebują czasu na ponowne uruchomienie. „To trochę jak w dużym domu podczas blackoutu” – powiedział mi Jean Simard z Aluminum Association of Canada. „Normalnie powinieneś odłączyć wszystkie urządzenia, aby uniknąć skoku napięcia, gdy prąd wróci. To dokładnie to samo zjawisko z hutą, tyle że mówimy o megamocy”.
Większość ludzi nie kupuje aluminium przemysłowego, ale im dłużej ceny pozostają wysokie, tym więcej firm przerzuca koszty w dół. Ekonomiczne obciążenie wojną w Iranie mierzy się nie tylko ropą – a w Indiach widać to w puszce twojego Diet Coke.