Decyzja Iranu o atakowaniu statków w Cieśninie Ormuz i amerykańskie odwetowe uderzenia sprawiają, że obie strony tańczą na krawędzi wojny, której nikt tak naprawdę nie chce. Administracja Trumpa, już po uszy w niepopularnym konflikcie, próbowała w tym tygodniu przeciągnąć igłę przez ucho, używając uderzeń rakietowych i dronów, by otworzyć cieśninę bez wzniecania na nowo pełnoskalowych działań wojennych. To trochę jak gaszenie ognia miotaczem płomieni - technicznie możliwe, ale niezalecane.

Memorandum Iranu z Waszyngtonem, podpisane trzy tygodnie temu, obiecywało złagodzenie sankcji i odblokowanie zamrożonych funduszy w zamian za współpracę. Ale Teheran jeszcze nie widział gotówki, a niedawny wynegocjowany przez USA izraelsko-libański układ sprawił, że czują się pominięci. Więc teraz Iran ściska cieśninę, swój główny atut, nawet jeśli oznacza to ryzyko powrotu do wojny. Jak ujął to Vali Nasr z Johns Hopkins: „Możemy wejść w wojnę przez sen”.

Wymiana ciosów zaczęła się w poniedziałek, gdy Iran uderzył w trzy statki handlowe. USA zaatakowały ponad 80 irańskich celów, w tym małe łodzie. Iran odpowiedział atakami na Kuwejt i Bahrajn, gdzie znajdują się amerykańskie bazy. Dziś cykl trwał dalej, a Trump groził kolejnymi uderzeniami. „Uderzyliśmy ich bardzo mocno ostatniej nocy” - powiedział na szczycie NATO. „Prawdopodobnie uderzymy ich mocno ponownie dziś w nocy”. Ogłosił też, że negocjacje są „skończone”, choć jego doradcy później wyjaśnili, że rozmowy i bombardowania mogą współistnieć - dyplomatyczny taniec na dwa tempa.

Państwa Zatoki Perskiej są zaniepokojone planem Iranu, by pobierać opłaty za przepływ przez cieśninę, opłatę uznawaną za „po prostu niedopuszczalną”. Ale pełnoskalowa wojna nie jest przesądzona. Emerytowany generał Joseph Votel opisał strategię USA jako „kontrolowaną eskalację”, podczas gdy Iran opłakuje swojego zmarłego przywódcę ajatollaha Chameneiego, którego pogrzeb kończy się jutro, wywierając presję na reżim, by okazał determinację.

Negocjacje mogą być zawieszone do czasu uspokojenia napięć. Rola Kataru jako mediatora jest skomplikowana po tym, jak Iran zaatakował jeden z jego tankowców LNG. Historia oferuje mieszane lekcje: wojna koreańska zakończyła się patem, wietnamska przedłużonym wycofaniem. Jak zauważa Peter Feaver z Duke: „Jest zbyt wcześnie, by powiedzieć, gdzie konflikt z Iranem znajdzie się na tym spektrum, ale ostatnie wydarzenia nie napawają optymizmem”.

Ceny ropy wzrosły o ponad 7% do prawie 80 dolarów za baryłkę, wciąż poniżej wojennych szczytów. Misja USA zmieniła się z „pociągania Iranu do odpowiedzialności” na „osłabianie zdolności Iranu do zagrażania żegludze” - znak, że porozumienie mające zakończyć wojnę już wymyka się z rąk. Trump, chcąc zająć się Kubą i remontem domu, może odkryć, że ten konkretny problem nie pakuje się tak łatwo.