Gubernator Nowego Jorku Kathy Hochul najwyraźniej próbuje wcisnąć drzemkę w klimatyczne ambicje stanu, argumentując, że terminy wyznaczone w ustawie klimatycznej z 2019 roku były nieco zbyt ambitne dla wygody. Ustawa pierwotnie wymagała 40-procentowej redukcji emisji gazów cieplarnianych w porównaniu z poziomem z 1990 roku do 2030 roku oraz 85-procentowej redukcji do 2050 roku. Ale Hochul, najwyraźniej nie fanka terminów, chce przesunąć pierwszy cel na 60-procentową redukcję do 2040 roku, pozostawiając cel na 2050 rok nietknięty - przypuszczalnie jako odległą, wywołującą poczucie winy latarnię.

Podczas konferencji prasowej w tym miesiącu Hochul uzasadniła opóźnienie, twierdząc, że osiągnięcie pierwotnych celów spowodowałoby gwałtowny wzrost kosztów energii. „Nie możemy dotrzymać obecnych harmonogramów bez podnoszenia kosztów energii” – powiedziała, wygodnie ignorując fakt, że opóźnienie działań może również podnieść wskaźniki astmy. Grupy zajmujące się sprawiedliwością środowiskową i ich sojusznicy w legislaturze nie są zachwyceni, argumentując, że odroczenie przedłuży cierpienie społeczności o niskich dochodach i kolorowych, które ponoszą główny ciężar zanieczyszczeń z elektrowni gazowych i zakorkowanych autostrad.

Eunice Ko, zastępca dyrektora Nowojorskiego Sojuszu na rzecz Sprawiedliwości Środowiskowej, podsumowała frustrację: „Ustawa klimatyczna miała przede wszystkim na celu zmniejszenie nieproporcjonalnego obciążenia zanieczyszczeniami społeczności o niskich dochodach i kolorowych”. Zauważyła również, że budżetowe podejście Hochul brakuje przejrzystości, zastanawiając się: „Co powstrzyma ją przed zrobieniem tego samego z innym prawem, którego nie lubi?”

Liczby samego stanu malują ponury obraz: w 2023 roku emisje były tylko o 15 procent niższe niż w 1990 roku – daleko od celu na 2030 rok. Plan działania Rady ds. Klimatu z 2022 roku wytyczył mapę drogową, ale postępy są co najwyżej nierówne. Elektryfikacja budynków, kluczowa strategia mająca na celu redukcję 30 procent emisji z budynków, została opóźniona. Ustawa o budynkach w pełni elektrycznych, która zakazałaby gazu w wielu nowych konstrukcjach, nigdy nie weszła w życie. Tymczasem elektrownie gazowe nadal dostarczają prawie połowę energii elektrycznej stanu, a dwie elektrownie szczytowe, które miały zostać zamknięte w zeszłym roku, będą teraz działać co najmniej do maja 2029 roku.

Transport nie jest dużo lepszy. Chociaż rejestracje pojazdów elektrycznych wzrosły ośmiokrotnie od 2019 roku, stan wciąż jest daleki od celu 3 milionów EV do 2030 roku. A zasada dotycząca czystych ciężarówek, która zakłada, że połowa średnich i ciężkich pojazdów będzie zeroemisyjna do 2030 roku, spotyka się z zaciekłym sprzeciwem ze strony grup przewoźników. Wyciekły mem z stanowej agencji planowania energetycznego ostrzegał, że pierwotny program cap-and-invest podniesie koszty mediów, ale krytycy argumentują, że prawdziwym motorem kosztów jest uzależnienie stanu od importowanej ropy i gazu.

Senator stanowa Kristen Gonzalez, której okręg obejmuje największą elektrownię na paliwa kopalne w Nowym Jorku – czule nazywaną „aleją astmy” – podsumowała stawkę zdrowotną: „Moi wyborcy oddychają zatrutym powietrzem przez dłuższy okres, niż ktokolwiek powinien”. Sam Plan działań klimatycznych zauważa, że koszt braku działań przewyższa koszt działań o ponad 115 miliardów dolarów. Ale hej, to problem dla przyszłych nowojorczyków, prawda?

Gdy Hochul forsuje swoje poprawki budżetowe, grupy ekologiczne zastanawiają się, czy stanowe prawo klimatyczne to naprawdę prawo, czy tylko bardzo przekonująca sugestia.