Ferrari, firma która przez dekady przekonywała świat, że samochód powinien wyglądać jak wściekły koń gotowy cię stratować, zaprezentowało swój pierwszy pojazd elektryczny: Luce. To opływowy, aerodynamiczny hatchback z miejscami dla pięciu osób – co jest sposobem Ferrari na przyznanie, że nawet miliarderzy od czasu do czasu muszą odebrać znajomych. Luce kosztuje od 640 000 dolarów, ma ponad 1000 koni mechanicznych i przyspiesza od zera do setki w około dwie sekundy. Wygląda też, w zależności od opinii, jak aerodynamiczny czopek lub samochód, który Apple zrobiłoby, gdyby nie zrezygnowało z aut po wydaniu miliarda dolarów rocznie przez dekadę.
Projekt pochodzi od LoveFrom, firmy konsultingowej prowadzonej przez byłego szefa designu Apple, Jony'ego Ive'a i Marca Newsona. Tak, tego samego Jony'ego Ive'a, który dał nam iMaca, iPhone'a i Apple Magic Mouse – tę mysz, którą trzeba podłączyć do ładowania do góry nogami, czyniąc ją bezużyteczną podczas ładowania. Media społecznościowe szybko dostrzegły podobieństwo: jeden z memów pokazuje Luce na plecach z ładowarką w podwoziu, z podpisem oddającym tę samą energię co plakat Ferrari w pokoju nastolatka, ale teraz to mem.
Tradycyjni fani Ferrari, czyli „Ferraristi”, nie są zachwyceni. „New York Times” donosi, że mają trudności z zaakceptowaniem „bąbelkowego nadwozia” Luce. Były prezes Ferrari, Luca di Montezemolo, powiedział „Wall Street Journal”: „Mam nadzieję, że przynajmniej zdejmą konia z tego samochodu”. Akcje spadły o 8 procent po prezentacji, co jest rynkowym sposobem na powiedzenie, że woli luksusowe auta wyglądające jakby były w trakcie skoku, a nie kichania.
To wszystko dzieje się na tle ochłodzenia rynku superaut, które trwa od dekady. Tesla Model X już w 2015 roku mogła dotrzymać kroku Ferrari, ale żaden nastolatek nie przypiął zdjęcia Modelu X na ścianie. Lamborghini wycofało w pełni elektrycznego Lanzadora po stwierdzeniu, że popyt jest „bliski zeru”. Pagani porzuciło elektrycznego Huayrę, bo EV „brakuje emocji” spalinowych silników. Aston Martin, Porsche i Lotus również ograniczyły swoje elektryczne ambicje. Tymczasem Ferrari najwyraźniej uznało, że elektryczność to przyszłość – nawet jeśli ta przyszłość wygląda jak czopek.
Etos projektowania Doliny Krzemowej – minimalistyczny, bezproblemowy, anonimowy – w końcu zatriumfował nad starym światem motoryzacyjnego pożądania. Ferrari Luce to ostateczne zwycięstwo smartfona nad superautem. Jest funkcjonalne, gładkie i emocjonalnie odkażone. Ale z drugiej strony, ultrabogaci z sektora technologicznego to jeden z niewielu rynków pozostałych dla auta za 640 000 dolarów, więc może Ferrari po prostu projektuje dla swoich rzeczywistych klientów: ludzi, którzy chcą, aby ich samochód zniknął w tle, tak jak ich iPhone.