Trener reprezentacji Argentyny, Lionel Scaloni, świeżo po dramatycznym ćwierćfinale z soboty, wygranym po dogrywce ze Szwajcarią, został zapytany o zbliżający się półfinał z odwiecznymi rywalami – Anglią. „To mecz piłkarski, OK?” – uciął, wcielając się w ducha Diego Maradony, który powiedział prawie dokładnie to samo 40 lat temu przed słynnym ćwierćfinałem w 1986 roku. Wtedy dziennikarze przedstawiali mecz jako substytut wojny o Falklandy – 74-dniowego konfliktu, który zabił 649 argentyńskich żołnierzy, 255 brytyjskich i trzech wyspiarzy, i wciąż boli jak świeże skaleczenie. Maradona podtrzymywał narrację „to tylko mecz”, dopóki drużyny nie wyszły z tunelu na Estadio Azteca, gdzie rzekomo zaczął krzyczeć o „skurwysynach, którzy zabili naszych sąsiadów”. Obrońca Argentyny José Luis Brown wspominał przedświąteczną furię przed swoją śmiercią w 2019 roku: „Po hymnach nikt nic nie mówił. Po prostu wyszliśmy i biegliśmy”.

Środowy półfinał to oczywiście nie tylko mecz – zwłaszcza dla Argentyńczyków, którzy podtrzymują konflikt przy życiu poprzez historię mówioną, media społecznościowe i wiecznie obecne widmo Maradony. Jego wizerunek jest podnoszony przez kibiców na stadionach w USA, często obok następcy Lionela Messiego, a AI wygenerowało nawet wiralowe zdjęcie Messiego odwiedzającego Maradonę w niebie z Jezusem Chrystusem. (Bo nic tak nie podsyca piłkarskiej rywalizacji jak boski cameo.) Nowe pokolenie fanów miało styczność z kultowymi klipami, w których Maradona mówi, że grał w meczu 1986 roku „z karabinem”, oraz niedawnymi tyradami o tym, że Anglia ukradła Mundial w 2018 i 1966 roku. Obecna kadra nie potrzebowała dodatkowej motywacji: po pokonaniu Egiptu w 1/8 finału zaśpiewali „La Cuarta Estrella”, która zawiera słowa „Za Malwiny, za Diego, za ostatnie mistrzostwo Leo”.

Cała ta antyangielska retoryka może dodać skrzydeł argentyńskiej drużynie, która w ciągu niespełna tygodnia rozegrała 240 minut piłki, prowadzona przez starzejący się trzon i dwukrotnie o włos nie odpadła z gorszymi rywalami. Wygląda na to, że awansują samym chaosem. Messi, co warto odnotować, nigdy nie grał przeciwko Anglii – jedyną szansę w 2005 roku zaprzepaścił przez zawieszenie za czerwoną kartkę. Zapytany o półfinał, udzielił wyuczonej, medialnej odpowiedzi: „To wyjątkowy mecz, bo pierwszy raz zagram z Anglią... Anglia to jedna z wielkich potęg piłkarskich”. Ale jak Scaloni i Maradona przed nim, nikogo nie oszukał.