Prowadzący Decoder, Nilay Patel, rozmawia z Brendanem Ballou, założycielem Public Integrity Project i autorem nowej książki *When Companies Run the Courts*, o cichym, prawnie usankcjonowanym koszmarze, jakim jest przymusowy arbitraż. Ballou, były prokurator antymonopolowy w Departamencie Sprawiedliwości i autor poprzedniego ponurego klasyka *Plunder*, wyjaśnia, jak każda umowa o świadczenie usług, którą kiedykolwiek zaakceptowałeś kliknięciem „Akceptuję”, prawdopodobnie zawiera klauzulę pozbawiającą cię prawa do pozwania w sądzie. Zamiast tego ty i firma musicie rozwiązać sprawę w prywatnym systemie, gdzie sędzia jest opłacany przez drugą stronę, a ty wygrywasz mniej więcej tak często, jak śnieżka w piekle.
Ballou zaczyna od dodatkowej przystawki korupcyjnej: Public Integrity Project pozywa Paramount za rzekome quid pro quo z administracją Trumpa podczas przejęcia Warner Bros. Złożyli wniosek o udostępnienie ksiąg i dokumentów w imieniu Fundacji Wolności Prasy i Reporterów bez Granic (obaj są akcjonariuszami Paramount), aby dowiedzieć się, czy rodzina Ellison obiecała zwolnić prezenterów CNN w zamian za zgodę regulacyjną. Bo nic tak nie mówi „wolna prasa” jak wymiana redakcji na zgodę na fuzję.
Głównym daniem jest jednak arbitraż. Ballou przedstawia klasyczną historię grozy: Jeffrey Piccolo stracił żonę z powodu wstrząsu anafilaktycznego w restauracji Disney World, a Disney argumentował, że nie może pozwać, ponieważ zgodził się na arbitraż, rejestrując się w Disney+ lata wcześniej. Prawo było po stronie Disneya – wycofali się dopiero po ogromnym publicznym oburzeniu. Ballou wspomina również o kobiecie, która rzekomo została zgwałcona przez współpracownika na statku wycieczkowym i została zmuszona do arbitrażu na Filipinach, a wynik utrzymano w tajemnicy na zawsze. Bo nic tak nie mówi „sprawiedliwość” jak „co się dzieje w arbitrażu, zostaje w arbitrażu”.
Jak do tego doszło? Ballou obwinia Sąd Najwyższy, poczynając od Warrena Burgera, a następnie Antonina Scalię, który wziął ustawę z 1925 roku przeznaczoną dla wyrafinowanych kupców i zastosował ją do konsumentów i pracowników podpisujących umowy na zasadzie „bierz albo zostaw”. Decyzja Scali w sprawie *Concepcion* z 2011 roku w zasadzie stwierdziła, że nawet najbardziej niesprawiedliwe umowy arbitrażowe są wykonalne. Ballou twierdzi, że Scalia był tekstualistą tylko wtedy, gdy pomagało to korporacjom – w przeciwnym razie porzucał tekstualizm i orzekał na korzyść wielkich graczy.
Dobre wieści? Są haki. Kalifornijska ustawa Private Attorneys General Act (PAGA) pozwala pracownikom reprezentować stan w procesach sądowych, omijając własne umowy arbitrażowe. A masowy arbitraż – gdzie tysiące ludzi składa indywidualne roszczenia jednocześnie – może zbankrutować firmy, które obiecały pokryć koszty wszystkich tych wniosków. Ballou brał udział w masowym arbitrażu przeciwko Twitterowi Elona Muska w sprawie niezapłaconych odpraw, i choć nie może zdradzić szczegółów (sprawy prawnicze), sugeruje, że poszło dobrze. Ale firmy walczą, a nawet główni dostawcy arbitrażu (AAA, JAMS) mają motywację, by utrzymać system przechylony.
Jeśli chodzi o kolejną granicę: arbitrzy AI. Ballou jest przerażony. Zauważa, że decyzje arbitrażowe są często tajne, co uniemożliwia zbudowanie spójnego zbioru orzecznictwa. Dodaj do tego czarną skrzynkę AI, a otrzymasz system, w którym podobne sprawy kończą się radykalnie różnymi wynikami – co jest przeciwieństwem sprawiedliwości. Łączy to z szerszym poczuciem arbitralności i bezsilności w amerykańskim życiu, od dynamicznych cen po wrażenie, że bogaci mogą po prostu wykupić się z kłopotów.
Ale Ballou nie jest nihilistą. Twierdzi, że trzymanie się jednej konkretnej kwestii – jak przymusowy arbitraż – może przynieść realną zmianę. Opublikował nawet wzór ustawy na swojej stronie internetowej, którą ludzie mogą wysyłać do swojej rady miasta lub legislatury stanowej. Naprawa nie przyjdzie z dokładniejszego czytania umów (nie wynegocjujesz niczego z Verizon), ale z działań zbiorowych. Bo najwyraźniej demokracja to jedyny hack, który faktycznie działa.