Nowa filmowa adaptacja „Odysei” Homera w reżyserii Christophera Nolana nie zaczyna się od burzy na morzu ani cyklopa, ale od śpiewaka opowiadającego o słynnym podstępie Odyseusza – koniu trojańskim – tym samym mężczyznom, którzy zamienili jego dom w imprezę studencką, która wymknęła się spod kontroli. Bo nic tak nie mówi „witaj w domu” jak banda kolesi podrywających twoją żonę i grożących twojemu synowi, podczas gdy ty utknąłeś na 10-letniej podróży.

Głównym tematem filmu jest starożytne greckie prawo xenia, czyli gościnność – święta więź między gościem a gospodarzem. W epoce brązu, gdy Grecja była bardziej zbiorem miast-państw z problemami zaufania niż narodem, xenia była jedyną rzeczą, która powstrzymywała każdego podróżnika przed traktowaniem go jak akwizytora. Złam ją, a ryzykowałeś gniew Zeusa, który najwyraźniej miał silne opinie na temat etykiety Airbnb.

Interpretacja Nolana dodaje jednak nowoczesny akcent: winę. W poemacie Odyseusz jest dumny ze swojej zbrodni wojennej z koniem. W filmie jest przez nią prześladowany. Koń trojański był przebrany za świętą ofiarę dla Ateny, a gdy Trojanie wciągnęli go do środka – bo kto chce obrazić boginię? – Grecy wyskoczyli i wszystkich wymordowali. To moralne brzemię towarzyszy Odyseuszowi przez całą podróż, uosobione przez samą Atenę, która nosi twarz kapłanki ściętej podczas masakry. Czy jest boginią, czy duchem, pozostaje niejednoznaczne, ale w każdym razie to niezły rachunek dla terapeuty.

Zanim Odyseusz wraca do Itaki przebrany za żebraka, widzi, co jego nieobecność spowodowała: bezprawie, intrygi i ogólny brak podstawowej przyzwoitości. Jedyną życzliwość otrzymuje od syna i kilku lojalnych sług. To ponure przypomnienie, że gdy gościnność się załamuje, wszystko inne też. Jak Nolan powiedział „The New York Times”, poemat jest „zdumiewająco aktualny” – bo najwyraźniej wciąż nie nauczyliśmy się traktować obcych.

Film wplata późniejsze wartości judeochrześcijańskie, takie jak introspekcja, empatia i miłosierdzie – koncepcje, które wydałyby się dziwne publiczności Homera, ale rezonują dzisiaj. Odyseusz jest bohaterem nie dlatego, że wygrał wojnę, ale dlatego, że czuje się z nią źle. Nolan ufa, że letnia publiczność zaakceptuje skomplikowanego, złamanego bohatera, który jest „zaciekły, ale czuły wobec słabych”. W czasach, gdy okrucieństwo jest często celebrowane, to niemal radykalne.

Ale przesłanie filmu to nie tylko starożytna historia. Jak zauważa artykuł, dzisiejsze ruchy traktują miłosierdzie jako słabość i żywią się zemstą. Nietzsche ostrzegał, że gdy Bóg umiera, moralność też może się załamać. Jego współcześni spadkobiercy zdają się praktykować okrucieństwo w imię Boga, tworząc świat surowy, jałowy i samotny. Zostaje nam znużenie i tęsknota za czymś łagodniejszym. Jak powiedział kiedyś Robert F. Kennedy, cytując Edith Hamilton: „Poświęćmy się temu, co starożytni Grecy napisali wiele lat temu: 'oswoić dzikość człowieka i uczynić łagodnym życie tego świata'.”

Innymi słowy, chcemy wrócić do domu. I może, tylko może, być mili dla obcego za drzwiami.