Dobra wiadomość dla Andy'ego Burnhama: jedna z oryginalnych prywatyzacji wody z czasów Thatcher już wróciła do własności publicznej. Welsh Water, obsługująca 3 miliony ludzi, stała się organizacją non-profit w 2001 roku po korporacyjnej sadze tak zawiłej, że mogłaby być miniserialem Netflixa. Żadnych akcjonariuszy, żadnych dywidend – tylko nadwyżki idące „prosto na utrzymanie niskich rachunków i dbanie o waszą wodę oraz piękne środowisko”, jak głosi strona internetowa. Jak to działa? Po 25 latach bez spragnionych dywidend akcjonariuszy, Welsh Water zwykle zdobywa wysokie noty za zaufanie klientów, ale jest w środku stawki pod względem rachunków i wycieków. Niedawno dostała pakiet egzekucyjny od Ofwat w wysokości 44,7 mln funtów za „poważne i niedopuszczalne naruszenia” w oczyszczalniach ścieków – to 7,5% obrotów, czyli górna granica kar. A przy 683 funtach rocznie jej rachunki są powyżej średniej branżowej. Hafren Dyfrdwy, należące do Severn Trent, obciąża gospodarstwa domowe o 48 funtów mniej. Tyle o utopii non-profit.

Próba jednego przypadku jest mała, ale Welsh Water przypomina, że zmiana własności nie naprawia wszystkiego magicznie. Ważne są też nudne czynniki, jak dostęp do kapitału, efektywność operacyjna, umiejętności techniczne, odpowiedzialność zarządu i rygor regulacyjny. Burnham o tym wie, można podejrzewać. Przy całym zamieszaniu wokół jego wezwań do „silniejszej kontroli publicznej” jest niejasny co do szczegółów. Jedyne konkretne zobowiązanie: nacjonalizacja jest „tym, co należy zrobić” w Thames Water – ale nawet to jest niejasne. Czy chodzi o pełną stałą nacjonalizację, czy o specjalną administrację (gdzie Thames mógłby wrócić do sektora prywatnego po tym, jak wierzyciele stracą część)? Akcjonariusze już zostali wymazani, więc dla nich jest już trochę za późno.

Dla części branży poza Thames, Burnham patrzy długoterminowo: 10-letni plan na większą kontrolę publiczną i własność, ale niekoniecznie od razu nacjonalizację, bo to „skomplikowane i prawdopodobnie drogie”. Nie myli się. Thames mógłby być znacjonalizowany tanio, gdy pozycja negocjacyjna wierzycieli słabnie, ale nacjonalizacja wypłacalnych firm wodociągowych i energetycznych to inna gra. Dwie spółki z FTSE 100, United Utilities i Severn Trent, są wyceniane na prawie 10 miliardów funtów każda – plus zadłużenie. Dodaj sieci przesyłu energii, a patrzysz na wycenę National Grid na 62 miliardy funtów (choć część to aktywa w USA) i SSE na 29 miliardów. Dodatkowa emisja obligacji skarbowych byłaby spora.

Komplikacje? Tak, prawdziwe. Operatorzy przesyłu wysokiego napięcia są na wczesnym etapie pięcioletniej modernizacji sieci za 70 miliardów funtów. Zmiana własności mogłaby zająć 18 miesięcy, a problemy prawdopodobnie sprawiłyby, że Ed Miliband nie zdążyłby z terminem czystej energii 2030. Firmy wodociągowe są w krytycznym okresie nadrabiania zaległości w zakresie ścieków i oczyszczalni – to jeden z powodów, dla których administracja Keira Starmera nie rozważała nacjonalizacji. Państwowe doświadczenie z HS2, gdzie wykonawcy urządzili sobie piknik na koszt podatnika, jest przestrogą.

Porównania z reorganizacją autobusów w Manchesterze Burnhama nie działają – Bee Network jest kapitałowo lekka; media są kapitałochłonne. Nie ma też lekcji z przejmowania operatorów pociągów, zrobionego bez kosztów przez czekanie na wygaśnięcie stałych franczyz. Firmy wodociągowe posiadają swoje aktywa i mają 25-letnie odnawialne licencje. Nic z tego nie mówi, że nie da się tego zrobić. Jeśli wierzysz, że tylko państwo powinno świadczyć te usługi, nacjonalizacja jest jedynym sposobem. A państwo może pożyczać taniej. Ale Niezależna Komisja ds. Wody Sir Jona Cunliffe'a „porównała wyniki w krajach w miarę podobnych do Anglii i Walii” i stwierdziła, że „żaden model nie jest uniwersalnie lepszy od innego”. Podkreśliła, że „silna i oparta na dowodach regulacja jest kluczowa”.

Więc jak mógłby wyglądać 10-letni plan Burnhama? Prawdopodobnie przerobiona wersja tego, co rząd Starmera już zamierza. Ustawa o czystej wodzie ma na celu „przesunięcie sektora z systemu, w którym firmy wodociągowe same oceniają swoją pracę” poprzez silniejszą regulację. Burnham mógłby dodać więcej lokalnego kierownictwa, zgodnie z jego dewolucją.