Widmo krąży nad brytyjską polityką, i nie jest to duch odpowiedzialności fiskalnej – to rynki obligacji. Kanclerz Rachel Reeves niedawno ostrzegła, że wyścig o przywództwo Partii Pracy wyzwoli gniew inwestorów handlujących brytyjskimi obligacjami rządowymi, zwanymi gilts. Sama sugestia Andy'ego Burnhama, że rządy powinny przestać być „na łasce” rynków obligacji, wywołała jeszcze ostrzejsze ostrzeżenia: powiedziano nam, że „bond vigilantes” ukarzą go tak samo, jak ukarali minibudżet Liz Truss, sprzedając gilts i podnosząc koszty pożyczek, dopóki nie zrezygnuje z planów transformacyjnych inwestycji publicznych.

Ta logika, przyjęta w całości, zamienia nas w „demokracje bez wyboru”, jak ostrzegał ekonomista Thandika Mkandawire, gdzie demokratyczne mandaty są wetowane przez inwestorów. Burnham już potwierdził swoje zaangażowanie w zasady fiskalne – znak, że rynki obligacji wciąż trzymają nas w garści. Ale jest inna droga. Postępowi politycy powinni zacząć od zachowania nerwów: drżenia na rynku obligacji są często napędzane przez czynniki globalne. Powinni też zrozumieć, czego naprawdę chcą „bond vigilantes” – oszczędności, bo ich zyski są najwyższe, gdy gospodarka słabnie, a stopy procentowe spadają, podnosząc ceny gilts. I odwrotnie, łagodna wyprzedaż często sygnalizuje, że inwestorzy oczekują, iż wydatki rządowe przyniosą wzrost. Dobre wieści dla gospodarki, złe dla przebiegłych posiadaczy obligacji.

Ponieważ interesy publiczne i inwestorów nie zawsze są zgodne, rządy muszą zbadać inne opcje finansowania: przyjrzeć się Bankowi Anglii, pozbyć się obligacji indeksowanych inflacją i zmienić przeznaczenie brytyjskich funduszy emerytalnych. Bank Anglii, choć niezależny, jest zarządzany przez konserwatywnych technokratów chroniących status quo. Po 2008 roku stał się „market makerem ostatniej szansy” dla gilts, kupując, gdy nikt inny nie chciał. Podjął też ogromny program luzowania ilościowego (QE) podczas kryzysu 2008 i pandemii Covid-19. We wrześniu 2022 roku, stając się największym posiadaczem gilts, ogłosił aktywne zacieśnianie ilościowe (QT) – sprzedaż gilts w celu zwalczania inflacji wywołanej wojną na Ukrainie. Gdy inwestorzy obligacji ostrzegli, że podniesie to koszty pożyczek rządowych, Bank przestał ich konsultować, ignorując inne duże banki centralne, które trzymały obligacje do terminu zapadalności.

Od 2022 roku Bank sprzedał 134 miliardy funtów w gilts, zmniejszając swój udział w brytyjskich obligacjach o prawie połowę. W tym roku sprzedał 7,6 miliarda, a planuje kolejne 12 miliardów. Inwestorzy szacują, że aktywne QT dodało do 0,7 punktu procentowego do kosztów pożyczek Wielkiej Brytanii – nazwijmy to „premią Baileya”, od prezesa Banku Andrew Baileya. Bez tego Wielka Brytania pożyczałaby taniej niż USA. Obecny impas częściowo wynika z Trussgate: jej minibudżet spotęgował problem w brytyjskich funduszach emerytalnych, które obstawiały gilts pożyczonymi pieniędzmi. Gdy zagroziło to stabilności finansowej, Bank zaoferował tylko dwa tygodnie ograniczonego wsparcia, a potem wycofał się z zobowiązania do bycia backstopem. Gdy Truss zrezygnowała, Bank prawdopodobnie uznał, że komentatorzy nieznający gilts obwiną „bond vigilantes”, a nie decyzje Banku. Osobno Bank nadzoruje kolejną bombę zegarową: od 2022 roku przekazał brytyjskiemu skarbowi ponad 100 miliardów funtów strat na swoich posiadaniach gilts, a będzie ich więcej – znów, nie jest to polityka innych banków centralnych.

Dodatkowo koszty zwiększają obligacje indeksowane inflacją, czyli „linkery”, które zmuszają Wielką Brytanię do rekompensowania inwestorom wyższej inflacji. Gdy Bank nie osiąga celów inflacyjnych, płaci rząd. Wielka Brytania ma około jednej czwartej obligacji powiązanych z inflacją, ponad dwa razy więcej niż Włochy czy Francja. Od szoków cenowych w 2022 roku rząd zapłacił oszałamiające 153 miliardy funtów dodatkowej obsługi długu. Postępowy rząd musi nakłonić Bank do uporządkowanego wyjścia z linkerów w ramach nowych ram koordynacji monetarno-fiskalnej. Wreszcie fundusze emerytalne: automatyczny zapis z 2012 roku do programów określonej składki oznacza, że pracownicy ponoszą ryzyko inwestycyjne, a fundusze te preferują wysoko dochodowe akcje i private equity nad mniej dochodowe