Gdy ostatnio sprawdzaliśmy postępy w pracach nad statkiem Starliner Boeinga w lutym, NASA oficjalnie sklasyfikowała jego załogowy lot w 2024 roku jako „wypadek typu A” – co w biurokratycznym języku oznacza „spieprzyliśmy sprawę po całości”. Administrator NASA Jared Isaacman powiedział, że agencja współpracuje z Boeingiem, aby „w pełni zrozumieć ryzyko”, a Starliner nie poleci ponownie, dopóki te ryzyka nie zostaną zidentyfikowane i usunięte. Nie podał daty, co zwykle jest złym znakiem.

Ale oto i oto, podczas kwartalnej konferencji wynikowej we wtorek, dyrektor generalny Boeinga Kelly Ortberg poczynił kilka zachęcających uwag: „Przeprojektowanie wad Starlinera idzie całkiem dobrze i jesteśmy z tego powodu dość zadowoleni”. Wady dotyczą głównie systemu napędowego, który uwięził astronautów Butcha Wilmore'a i Sunny Williams na ISS, zmuszając ich do powrotu na pokładzie Crew Dragona na początku 2025 roku. Ortberg zasugerował, że większość prac nad przeprojektowaniem jest już zakończona, a głównym opóźnieniem jest teraz ustalenie daty startu z NASA dla lotu cargo – a konkretnie znalezienie wolnego portu dokowania i czasu astronautów na rozładunek pojazdu.

Oficjalne źródło potwierdziło Ars, że dostępność portu jest rzeczywiście głównym czynnikiem, co oznacza, że Starliner mógłby wystartować w tym roku. Jeśli test cargo wypadnie pomyślnie, a poprawki napędu się utrzymają, misja załogowa może być możliwa pod koniec 2027 roku. Dalsze opóźnienia, jak zauważył Ortberg, pogłębiłyby straty Boeinga na kontrakcie o stałej cenie podpisanym z NASA w 2014 roku w ramach programu Commercial Crew. Do tej pory Boeing odnotował około 2 miliardów dolarów strat z powodu niekończących się opóźnień i awarii Starlinera.

Jeśli Starliner faktycznie zacznie działać w ciągu najbliższego roku lub dwóch, pojawi się w interesującym momencie dla dostępu załogi na niską orbitę okołoziemską. SpaceX poinformowało przedstawicieli branży, że planuje wycofać Crew Dragona (który lata na Falconie 9) nie później niż w 2030 roku, co budzi obawy NASA i prywatnych stacji kosmicznych potrzebujących transportu. Crew Dragon jest obecnie preferowaną opcją – niezawodny, wielokrotnego użytku i tani. Starliner ma natomiast wady: jego moduł serwisowy spala się w atmosferze po każdym locie (kosztując dziesiątki milionów dolarów), a po początkowych misjach NASA nie będzie miał rakiety, na której mógłby latać, gdy Atlas V zostanie wycofany. Rakieta Vulcan United Launch Alliance jest opcją, ale jej certyfikacja dla lotów załogowych byłaby kosztowna.

Boeing od półtora roku szuka nabywcy dla Starlinera, ale żadna transakcja nie została sfinalizowana – podobno dlatego, że cena wywoławcza Boeinga jest zbyt wysoka. Blue Origin, potencjalny nabywca z głębokimi kieszeniami, zamiast tego zdecydował się zbudować własny pojazd załogowy. Tak więc w świecie, w którym SpaceX wycofuje Dragona na rzecz Starshipa, społeczność kosmiczna nie jest jeszcze przekonana do Starshipa dla ludzi, a Starliner faktycznie lata, może zrobić się ciekawie. Jedno wydaje się pewne: koszt załogowych lotów kosmicznych na niską orbitę okołoziemską w latach 30. XXI wieku będzie znacznie wyższy niż w latach 20. – przynajmniej dopóki Starship naprawdę nie wystartuje.