Na małej karaibskiej wyspie Barbuda, Pink Sands Beach Bar przez 20 lat był czymś więcej niż tylko barem – to tam miejscowi grali w domino i odpoczywali po niedzielnym kościele. Potem w 2017 roku uderzył huragan Irma, zmuszając wszystkich 2000 Barbudańczyków do ewakuacji na Antiguę. Właścicielka Miranda Beazer straciła swój bar i dom. „Płakałam przez dwa tygodnie” – mówi. Zanim zdążyła odbudować, zmarł jej mąż, a zagraniczni deweloperzy zaczęli machać plikami gotówki za jej działkę. Odmówiła: „Naprawdę chcę zachować swoją ziemię”.

Potem przyjechały buldożery – rzekomo wysłane przez tych samych deweloperów – by zburzyć to, co zostało po Irma. Miranda teraz toczy batalię prawną o odzyskanie ziemi, ale przepisy własnościowe na Barbudzie to biurokratyczny labirynt. Ziemia jest własnością zbiorową na mocy ustawy o ziemi Barbudy z 2007 roku, systemu post-niewolniczego, w którym obywatele otrzymują dzierżawy, a nie akty własności. Miranda ma dzierżawę 30 akrów wybrzeża, ale obecnie ma dostęp tylko do ośmiu. Global Legal Action Network (GLAN) twierdzi, że reszta jest nielegalnie zajęta przez deweloperów Murbee Resorts i Peace Love and Happiness (PLH). Murbee twierdzi, że jest legalnym dzierżawcą i nie budował na nieautoryzowanej ziemi; PLH mówi, że „nie zajmuje i nigdy nie zajmowało” tej ziemi. Miranda pozostaje niezrażona: „Gdybyś kiedykolwiek tu przyjechał i doświadczył tego sam, naprawdę zrozumiałbyś, dlaczego tak bardzo angażujemy się w ten mały kawałek skały”.

Działka Mirandy to ostatni odcinek południowego wybrzeża Barbudy wciąż otwarty dla mieszkańców. Niedaleko wzdłuż wybrzeża, nagrodzony Oscarem aktor Robert de Niro i australijski miliarder James Packer wspierają Paradise Found’s The Beach Club Barbuda – 400-akrowy kurort z Nobu Beach Inn (17 willi) i 25 domami na plaży, który ma zostać otwarty jeszcze w tym roku. Miejscowi mówią, że nowa droga objazdowa blokuje teraz dostęp do plaży, a działki zaczynają się od 7 milionów dolarów (5,2 miliona funtów). Strona internetowa kurortu nazywa go „rzadką społecznością wyspiarską na jednym z ostatnich nietkniętych wybrzeży Karaibów”. Przewodniczący Rady Barbudy John Mussington twierdzi, że ta „społeczność” została umożliwiona przez złamanie ustawy o ziemi z 2007 roku. Rząd uchwalił ustawę Paradise Found w 2015 roku, zwalniając kompleks spod tej ustawy. Wyzwanie prawne trafiło do brytyjskiego Komitetu Sądowego Tajnej Rady, który w 2022 roku orzekł, że poszczególni Barbudańczycy nie mają praw własności do ziemi. Paradise Found twierdzi, że rozwijał się zgodnie z prawem, a publiczny dostęp do plaży Princess Diana „pozostaje niezmieniony”.

Barbuda nie jest sama w tym kolonialnym zamieszaniu ziemnym. Przenieśmy się 1600 km na zachód do Jamajki, gdzie Devon Taylor z Jamaica Beach Birthright Environmental Movement (Jabbem) mówi, że obecne ustawodawstwo „wyraźnie stwierdza, że nie mamy żadnych praw do brzegu morskiego ani nad nim”. Proponowana nowa ustawa, argumentuje Taylor, nałożyłaby więcej ograniczeń na mieszkańców, zmuszając hotele do sprzedaży przepustek plażowych. „Sprzedajecie ludziom dostęp z powrotem” – mówi, nazywając to „kolonialną logiką”. Mniej niż 1% wybrzeża Jamajki pozostaje swobodnie dostępne dla mieszkańców, a Jabbem toczy pięć wyzwań prawnych dotyczących dostępu do plaży. Tymczasem na Grenadzie Kriss Davies z Grenada Land Actors ostrzega, że więcej kurortów może pozbawić wyspę jej uroku. Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju zauważa, że Karaiby są „regionem najbardziej zależnym od turystyki na świecie”, a około połowa odwiedzających pochodzi z USA. Jak ujął to Devon Taylor: „Podróże nigdy nie są neutralne – niosą ze sobą zarówno ekonomiczny, jak i moralny ciężar”. Na razie obrońcy ziemi na Karaibach obawiają się, że turystyka, a nie szansa, może zmienić miejsce, które nazywają domem, nie do poznania.