W zwrocie akcji, który nie zaskoczy nikogo, kto ostatnio spojrzał na wypłatę, bank żywności w Kent rozdaje teraz mundurki szkolne rodzinom, które są, technicznie rzecz biorąc, zatrudnione. The Community Cupboard, działający w West Kingsdown i Swanley, zaczął oferować używane mundurki szkolne podczas wakacji, bo najwyraźniej 'pracująca biedota' to grupa demograficzna, która istnieje nie tylko jako chwytliwe hasło.
Założycielka Tracey Wood, która prowadzi tę organizację charytatywną od siedmiu lat, zauważa, że widzą 'wielu nauczycieli, asystentów nauczycieli, dużo personelu szpitalnego, osoby samozatrudnione' – no wiecie, ludzi, którym klaskaliśmy podczas pandemii, a potem szybko zapomnieliśmy. 'Pieniądze, które dostają każdego miesiąca, to tyle, ile wydają, więc gdy coś pójdzie nie tak – czy to samochód, czy pralka – to ich przewraca' – powiedziała, opisując kruchy finansowy sznur, po którym wiele rodzin balansuje codziennie.
Jedna asystentka nauczyciela, która wolała pozostać anonimowa (prawdopodobnie obawiając się, że jej pracodawca pomyśli, że nie stać jej na pracę tam), powiedziała, że mimo iż dostaje wypłatę za lato, to 'wciąż nie wystarcza na opłacenie czegoś każdego dnia'. Tymczasem Laura, która opiekuje się na pełny etat mężem i dziećmi, powiedziała, że bez banku mundurków jej dzieci nosiłyby za małe mundurki, albo musiałaby błagać szkołę o pomoc. Bo nic tak nie mówi 'godność' jak żebranie o trochę większą koszulkę polo.
Agata, matka trojga dzieci, otrzymuje 'ogromne wsparcie' od tej organizacji. Jej dwoje najstarszych dzieci może jeszcze wcisnąć się w zeszłoroczne mundurki, ale najmłodsze potrzebuje nowych z logo szkoły – a wszyscy wiemy, że to logo jest tym, gdzie cię nabierają. 'Jeśli mogę dostać cokolwiek z drugiej ręki, to ogromna pomoc, bo gdy masz wymóg logo, ceny idą w górę od razu potrójnie' – powiedziała, dodając: 'Nie jestem osobą, która zwykle prosi o pomoc, ale myślę, że to dzieci naprawdę płacą teraz cenę.'
Od września szkoły nie będą mogły wymagać więcej niż trzech elementów mundurka z logo (plus krawat z logo dla szkół średnich, bo broń Boże, żeby zaoszczędzić rodzicom kilka złotych na krawacie). Mark Russell, dyrektor naczelny The Children's Society, mówi, że rodzice 'zadłużają się podczas wakacji' i 'opuszczają posiłki'. Przywitał zmiany, ale obiecał 'mieć oko na koszty mundurków, nawet z tymi nowymi zmianami, a jeśli trzeba będzie kampanii na rzecz dalszych zmian, to to zrobimy'. Bo najwyraźniej musimy walczyć o podstawowe prawo do ubrania dziecka bez obciążania domu hipoteką.
Więc gdy wkraczamy w kolejny rok szkolny, wznieśmy toast (lub tani lunch w pudełku) za The Community Cupboard i wszystkie inne organizacje wypełniające luki, które system zostawia szeroko otwarte. A jeśli jesteś nauczycielem, pracownikiem szpitala lub samozatrudnionym profesjonalistą, który potrzebuje pomocy, pamiętaj: nie ma wstydu w proszeniu. Wstyd jest po stronie społeczeństwa, które cię do tego zmusza.