W sądzie w Sydney rozgrywa się dramat, który mógłby zawstydzić niejedną operę mydlaną. Była gwiazda sportu ze szkoły stanowczo zaprzeczyła, jakoby zmyśliła zarzuty o nieprzyzwoitym napastowaniu wobec prezentera Alana Jonesa, mimo że obrona sugeruje, iż miał ku temu całkiem wygodny motyw finansowy.
Skarżący, występujący tylko jako J, znalazł się w środę na gorącym krześle, gdy mecenas Jonesa, Gabrielle Bashir SC, wypytywała go, dlaczego czekał dwie dekady, aby zgłosić rzekome incydenty. Były policjant, obecnie po czterdziestce, wcześniej zeznał, że Jones dotykał go seksualnie, gdy był nastolatkiem, a wszystko to w czasie, gdy J otrzymywał od prezentera wsparcie finansowe.
Wcześniej w tym tygodniu J zeznawał, malując obraz hojnego dobroczyńcy: Jones podarował mu telefon Nokia, samochód Nissan i tygodniowe stypendium, które w ciągu dziewięciu lat wzrosło z 350 do 600 dolarów. Jednak Bashir zasugerowała, że to nie były prezenty od hojnego mentora, ale amunicja do procesu sądowego.
„Czy pańskie zeznania dotyczące wpłat na konto od firmy Belford i wzrostu tych wpłat miały na celu wykazanie, że Jones miał ukryty motyw, aby dokonywać tych płatności?” – zapytała Bashir.
Odpowiedź J? Zwięzłe: „Nie, nie próbowałem tego twierdzić”.
Krzyżowy ogień pytań był początkowo utajniony ze względu na zakaz publikacji, ale sędzia Glenn Walsh uchylił go w czwartek po południu, prawdopodobnie dlatego, że sala sądowa potrzebowała więcej popcornu.
Jonesowi postawiono 22 zarzuty nieprzyzwoitego napastowania i dotykania o charakterze seksualnym, do których się nie przyznaje. Sąd usłyszał również, że J zrezygnował z pracy w policji po wyroku za pobicie i naruszeniu zasad, tracąc dochód w wysokości 120 000 dolarów rocznie. Musiał płacić alimenty, czynsz i wprowadził się do krewnego – ale zaprzeczył, jakoby miał problem z hazardem.
Bashir nie przebierała w słowach: „Taka skarga, jeśli skuteczna, jest krokiem do postępowania cywilnego. Zamierzam mu to przedstawić”. Zasugerowała, że J potraktował aresztowanie Jonesa w listopadzie 2024 roku jako „życiową szansę” na odbudowanie siebie po utracie pracy.
Ale J zapewniał, że nie chodzi mu o pieniądze: „Mówiłem to jasno. Nie chcę niczego z tego. Nie przyjmę [pieniędzy]. Nie chcę niczego poza sprawiedliwością”.
Bashir podważyła również chronologię wydarzeń podaną przez J, zauważając, że początkowo powiedział policji, iż Jones dał mu telefon, gdy miał 14 lub 15 lat, podczas gdy w rzeczywistości miał 18 lat, podobnie mylił się co do czasu otrzymania samochodu. J przyznał: „W chwili, gdy podawałem te szczegóły, myślałem, że są dokładne”.
Jeśli chodzi o podwyżki stypendium – Bashir zasugerowała, że były one związane z sukcesami sportowymi J, a nie z jakąś złowrogą nagrodą za „grzeczność”. J przyznał, że płatności były przeznaczone na treningi i zawody, ale nie potrafił wyjaśnić, dlaczego wzrosły.
Jones zaprzeczył wszelkim nieprawidłowościom, twierdząc, że zarzuty są bezpodstawne lub zniekształcone. Jego mecenas argumentowała również, że rywale medialni podjudzali rzekome ofiary, bo nie ma nic bardziej wiarygodnego niż stary dobry spisek medialny.
Dramat trwa, bo najwyraźniej jedyną rzeczą bardziej zabawną niż proces sądowy jest proces sądowy z domieszką skandalu z udziałem celebrytów.