Na słonecznej plaży na Florydzie w zeszłym sierpniu dwóch badaczy w pełnym hazmat chic – Bailey Magers i Sunil Kumar – robiło to, co naukowcy: zbierało próbki wody morskiej, ubrani w tyle gumy i plastiku, że kombinezon ochronny mógłby pozazdrościć. Starsza pani w kostiumie kąpielowym podeszła zapytać, co robią. „Monitorujemy jakość wody” – powiedzieli, starając się brzmieć swobodnie. Przejrzała ich na wylot. „Szukacie tej bakterii zjadającej mięso?” – zapytała. Przyznali, że tak, mając nadzieję, że jej nie zaniepokoją. Gdy odwróciła się w stronę oceanu, Kumar zauważył, że ma otarcia i siniaki na całym ciele. Kilka minut później weszła do fal. Otrząsnął się z dreszczu i wrócił do pracy.
Magers i Kumar badają Vibrio, rodzaj starożytnych bakterii morskich, które pływają sobie od ery paleozoicznej – kiedy Ziemia była jedną wielką superkontynentem z płytkimi, ciepłymi morzami, które najwyraźniej były świetne zarówno dla wczesnych ekosystemów morskich, jak i, setki milionów lat później, do robienia nagłówków. Obecnie istnieje ponad 70 gatunków Vibrio, które spędzają czas w ciepłej, słonawej wodzie, jeżdżąc na planktonie i glonach oraz gromadząc się w filtratorach, takich jak małże i ostrygi. Kilka z tych gatunków może cię bardzo rozchorować, a nawet zabić. Najgorszy scenariusz? Pływasz w słonawej wodzie z otwartą raną lub jesz surowe skażone skorupiaki, a w ciągu kilku godzin skóra na kończynach zaczyna sinieć, puchnąć i gnić. Bez szybkich antybiotyków następuje wstrząs septyczny. Zabawa.
Zmiana klimatu, która ogrzała ponad 90 procent nadmiaru ciepła uwięzionego przez emisje gazów cieplarnianych, czyni oceany przytulniejszymi dla Vibrio. Temperatura i zasolenie to największe predyktory rozprzestrzeniania się bakterii: gdy woda się ociepla, stężenie Vibrio rośnie, zwiększając ryzyko infekcji dla plażowiczów i miłośników ostryg. Bakterie zaczynają być aktywne powyżej 60 stopni Fahrenheita i mnożą się jak szalone, gdy wody przybrzeżne nagrzewają się latem. Naukowcy udokumentowali ekspansję Vibrio na północ wzdłuż wschodniego wybrzeża USA, aż do Maine, oraz częstsze pojawianie się w morzach strefy umiarkowanej na całym świecie.
Zakażenia Vibrio są obecnie główną przyczyną chorób związanych ze skorupiakami w USA i wzrosły bardziej niż jakikolwiek inny patogen przenoszony przez żywność od czasu, gdy CDC zaczęło je śledzić w 1996 roku. Analiza z 2019 roku nazwała to „idealną burzą” zmian klimatu, praktyk obróbki żywności, globalizacji, patchworku regulacyjnego i lepszej diagnostyki. Magers i Kumar są częścią laboratorium Uniwersytetu Florydy, które próbuje stworzyć system wczesnego ostrzegania przed Vibrio dla wschodnich Stanów Zjednoczonych – program, który mógłby ostrzegać departamenty zdrowia publicznego o wysokich stężeniach Vibrio z miesięcznym wyprzedzeniem. Wyobraź sobie, ile kończyn można by uratować, gdyby lekarze wiedzieli, że spodziewać się wzrostu tych niedodiagnozowanych infekcji.
Ale Vibrio to nie tylko zagrożenie; to także posłaniec. W miarę rozprzestrzeniania się na północ sygnalizuje zmieniające się warunki morskie – pierwsze ostrzeżenie, że lokalny skład gatunkowy się zmienia. Na Morzu Bałtyckim skok Vibrio w 2014 roku ściśle korelował z falą upałów, pokazując naukowcom, że Vibrio może służyć jako barometr dla morskich fal upałów. „Postrzegamy Vibrio jako wskaźnik zmian klimatu” – powiedział Kyle Brumfield, mikrobiolog z Uniwersytetu Maryland. „Możemy wykorzystać obecność Vibrio i przypadki Vibrio jako proxy dla ogólnego stanu wody”.
CDC szacuje, że rocznie w USA występuje około 80 000 przypadków vibriozy, z czego około 100 kończy się śmiercią. Większość jest wywoływana przez Vibrio parahaemolyticus, które powoduje zatrucie pokarmowe. Ale zdecydowana większość zgonów pochodzi od Vibrio vulnificus – po łacinie „ranotwórczy”, bo oczywiście. Vulnificus jest tak silny, że może dostać się przez skaleczenie wielkości szpilki i zabić w ciągu 24 godzin. W ciągu ostatnich pięciu lat CDC odnotowało 429 przypadków związanych z ranami i 136 przenoszonych przez żywność, choć te drugie są bardziej śmiertelne: zmarło 32 procent z nich, w porównaniu do 13 procent z ran.