Kończenie edukacji, znalezienie pracy, kupno domu i być może założenie rodziny: ścieżka, którą podążały poprzednie pokolenia, dla wielu może wydawać się odległym marzeniem. Ale czy robi się trochę łatwiej – przynajmniej jeśli chodzi o wejście na drabinkę mieszkaniową? Cóż, dzisiejsi potencjalni kupcy po raz pierwszy mogą czuć się pokrzywdzeni; wciąż mają gorzej niż niedawne pokolenia.

Jeśli urodziłeś się w Wielkiej Brytanii w połowie lat 90., masz około 25% szans na posiadanie własnego domu. Dwudziestolatkowie w latach 90. mieli prawie dwa razy większe szanse na wejście na drabinkę mieszkaniową, a poprzednie pokolenie jeszcze większe. Ale zanim przyjrzymy się obecnej sytuacji, co stoi za długoterminową zmianą?

Jedną z kwestii jest to, że ceny nieruchomości przewyższyły dochody na przestrzeni wielu dekad. Ekonomista mieszkaniowy Paul Cheshire ujmuje to dobitnie, porównując wzrost cen jajek z cenami domów w ciągu ostatnich 71 lat. Zmiany na rynkach kredytów hipotecznych miały na to wpływ, ale ostatecznie chodzi o brak budowy domów.

Rząd wcześniej szacował, że sama Anglia potrzebuje dodatkowych 300 000 mieszkań rocznie, aby nadążyć za zmianami demograficznymi i naszą preferencją do życia w mniejszych gospodarstwach domowych. Ale w zeszłym roku dodano tylko 208 000. Nie zbudowaliśmy blisko 300 000 nowych domów rocznie od co najmniej trzech dekad.

Jest wiele powodów, ale kluczowa była inflacja – od cen ziemi, przez płace budowlańców, po cegły. Nasza analiza pokazuje, że koszty surowców, takich jak drewno, stal, płyty gipsowo-kartonowe, beton i izolacja, rosły zgodnie z ogólną inflacją od lat 90. do pandemii Covid-19, kiedy stały się trudniejsze do zdobycia. Do tego doszły skutki wojny na Ukrainie, która podniosła koszty energii – o 15% w ciągu jednego roku – zarówno do produkcji tych materiałów, jak i do samego budownictwa. Wojna w Iranie podniosła ceny jeszcze bardziej.

Jeszcze przed pandemią ponad jedna na pięć firm budowlanych borykała się z brakiem wykwalifikowanych pracowników, pogłębionym przez Brexit. Dla porównania, dom, który kosztował 150 000 funtów do budowy w 2015 roku, teraz może kosztować 230 000 funtów – analitycy twierdzą, że koszty te mogą wzrosnąć o kolejne 15% w ciągu najbliższych pięciu lat. I to zanim zmierzymy się z planowaniem przestrzennym. Rygorystyczne przepisy chronią środowisko i utrzymują standardy bezpieczeństwa, ale mogą zwiększać koszty.

Rosnące i coraz bardziej nieprzewidywalne koszty budowy, w połączeniu z niepewnym popytem, zniechęcają niektórych deweloperów. Wraz ze wzrostem cen nieruchomości, wkład własny potrzebny do zakupu domu osiągnął dziesiątki tysięcy. Kwota potrzebna na 10% wkładu własnego znacznie się różni w całym kraju. Oszczędzanie na wkład własny staje się szczególnie trudne, jeśli płacisz też czynsz. Prywatne czynsze zwykle pochłaniają jedną trzecią dochodów potencjalnych kupców. Nic dziwnego, że coraz więcej młodych ludzi decyduje się mieszkać z rodzicami i płacić znacznie niższe koszty mieszkaniowe, aby móc więcej oszczędzać.

W ostatnich latach ceny domów rosły zazwyczaj wolniej niż płace, co ułatwia oszczędzanie – a niektórzy kredytodawcy akceptują mniejszy wkład własny. Ponadto kredytodawcy są zwykle bardziej skłonni oferować większe kredyty z dłuższym okresem spłaty. A wolniejszy wzrost cen nieruchomości i niższe stopy procentowe niż kilka lat temu oznaczają, że raty kredytów hipotecznych w stosunku do płac wracają do długoterminowej średniej.

Ale ostatecznie, aby wejście na drabinkę było tak łatwe jak dla poprzednich pokoleń, potrzebujemy więcej domów. Trwają już prace: rząd Keira Starmera wprowadził plany usprawnienia procesów planowania, które mogą być chaotyczne i powolne. Reformy pozwolą również na budowę większej liczby domów na terenach zielonych – nie wszyscy się z tym zgadzają. Ale aby naprawdę ruszyć z miejsca, musimy zachęcić deweloperów do bardziej pewnego zaangażowania się w budowę. I niezależnie od podejścia rządu, efekty będą widoczne dopiero za kilka lat.

Czy planujesz wejść na drabinkę mieszkaniową? Podziel się swoim doświadczeniem.