Przez tygodnie zwolennicy Andy'ego Burnhama mówili posłom, żeby „trzymali linię” – parlamentarny odpowiednik zapewniania wszystkich, że pociąg na pewno przyjedzie, tylko może się spóźnić o kilka konkursów na przywództwo i parę zablokowanych wyborów uzupełniających. Pełna prawda, jak się okazało, była nieco mniej zachęcająca.
Droga Burnhama do numeru 10 – jeśli kiedykolwiek tam dotrze – usiana jest większą liczbą nieudanych prób niż u uczestnika reality show. Dwie próby objęcia przywództwa, blokada powrotu w Gorton i Denton oraz rosnąca kolekcja urażonych posłów z północnego zachodu, którzy przez tygodnie odpierali sugestie, że powinni oddać swoje mandaty jak gorący kartofel. Do czwartku, gdy prawie wszyscy potencjalni kandydaci wykluczyli się, jego zwolennicy zaczęli popadać w desperację. Tylko garstka najbliższych doradców burmistrza Greater Manchester znała prawdę: mandat wreszcie się pojawił i nikt się tego nie spodziewał.
Kiedy Wes Streeting zrezygnował z gabinetu Keira Starmera o 13:00 w czwartek, wybuchła polityczna bomba – na zewnątrz sytuacja wyglądała ponuro. Streeting nie rozpoczął kampanii na przywództwo, a Burnham wciąż nie miał mandatu w Westminsterze. Zamknięty poza parlamentem, wydawał się nie dalej niż wtedy, gdy jego ostatnia próba objęcia przywództwa została storpedowana przez krajowy komitet wykonawczy Partii Pracy, który odmówił mu startu w wyborach uzupełniających w Gorton i Denton. Nastrój wśród jego zwolenników był, jak to ujął jeden z nich, „gównianym koktajlem” – „Wszyscy jesteśmy skończeni”.
Ale Burnham, jak kiedyś śpiewali inni sławni mieszkańcy północy, radził sobie z pomocą przyjaciół. Za kulisami jego zespół zabrał się do pracy i wreszcie, w czwartek, pojawiła się okazja. „Zawsze chodziło o to, żeby po prostu siedzieć i czekać” – powiedziało źródło bliskie Burnhamowi, z pewnością siebie wynikającą z perspektywy czasu, maskującą nerwowy tydzień. Żałosny wynik Partii Pracy w Gorton i Denton oraz katastrofalne wyniki wyborów lokalnych mogły „odblokować tę drogę powrotu”. Gdy w parlamentarnej galerii prasowej rozpoczęła się gra w zgadywanie, kto odda swój mandat, nazwiska i odmowy piętrzyły się. Paula Barker, posłanka z Liverpool Wavertree, powiedziała, że byłaby zachwycona, gdyby udało się znaleźć mandat dla Burnhama – ale nie, nie jej. Pięciu posłów, których mandaty łączono z kampanią Burnhama na przywództwo, odmówiło ustąpienia.
W poprzedni weekend osoby bliskie kampanii Burnhama miały oko na mandat Afzala Khana w Manchester Rusholme. Ale Khan najwyraźniej zmienił zdanie, a niektórzy posłowie szeptali, że interwencje z numeru 10 odegrały rolę. Marie Rimmer, posłanka z St Helens South and Whiston, rzekomo trzymała drugi mandat w grze. Według niej: „Po prostu powiedziałam: »Nie, absolutnie nie«. Byłam oburzona, szczerze mówiąc. Naprawdę urażona i zniesmaczona”. Za kulisami nerwy się trzęsły. Jedno źródło w Partii Pracy twierdziło, że zespół Burnhama próbował „zastraszać ludzi, żeby ustąpili”, a nawet oferował stanowisko burmistrza Greater Manchester w zamian za mandat parlamentarny. Khan rzekomo dostał propozycję miejsca w Izbie Lordów, ale odrzucił ją: „Nigdy nie było mowy o tym, żebym oddał swój mandat, to nieprawda”.
Do wtorku Burnham był na zachodnim wybrzeżu, próbując przekonać posłów i związki zawodowe osobiście, podczas gdy negocjacje się nasiliły. Kilku posłów powiedziało mu, że go popierają, ale martwią się finansowymi konsekwencjami utraty pracy. Potem pojawił się dziki karta znikąd: Josh Simons, 32-letni poseł z Makerfield, który od dawna był rozczarowany Starmerem i od ponad roku wierzył, że Burnham powinien być następnym premierem. Para zbliżyła się do siebie po tym, jak Burnham, a nie Whitehall, przyszedł mu z pomocą po poważnych powodziach w Platt Bridge. „Myślę, że bycie posłem okręgowym zradykalizowało Josha, pokazując mu, jak zepsuty jest kraj” – powiedział jeden z przyjaciół. „Jest tak młody, to wielkie poświęcenie”. Inny bliski przyjaciel dodał: „Burnham wie, jak walczyć o ludzi, a nie o system”.
Simons zaczął poważnie rozważać oddanie swojego mandatu dopiero w tym tygodniu. Ostateczna decyzja zapadła po tym, jak Burnham odwiedził Simonsa w domu z jego żoną, Leah, amerykańską ekonomistką, którą poznał.