Posiadanie komputera przyklejonego do twarzy przez 40 minut było jednym z powodów, by poczuć się trochę spoconym. Ale kosmiczna wycieczka, którą właśnie odbyłem w wirtualnej rzeczywistości – w tym wizyty w pobliżu Słońca, gigantycznej czarnej dziury w centrum naszej galaktyki oraz piekielnego krajobrazu egzoplanety oddalonej o 41 lat świetlnych – dostarczyła kolejnego pretekstu do odczuwania gorąca.
Smithsonian Starstruck: An Immersive Experience to 40-minutowy spacer astronomiczny. Zadebiutował w Waszyngtonie w maju, a bilety dla dorosłych kosztują teraz od 29 do 35 dolarów, a bilety grupowe dla czterech lub więcej osób zaczynają się od 18 dolarów za osobę (wszystkie obecnie z 15-procentowym rabatem); później w tym roku otworzy się także w Denver, Orlando na Florydzie i San Antonio w Teksasie. Wpadłem w czerwcowy poniedziałek, aby go zobaczyć.
Po wstępnej konfiguracji, która obejmowała ustawienie preferencji, takich jak napisy i podpisanie zgody, miałem dość czasu, by usiąść na ławce obok przestrzeni wystawowej (która gościła już inne doświadczenia VR) i cieszyć się widokiem innego uczestnika z goglami VR, który wykrzyknął: „O mój Boże!”
Po założeniu gogli HTC Vive Focus 3 i otrzymaniu wstępnych instrukcji, jak poruszać się po przestrzeni wystawowej, rozpoczęła się wycieczka. Moja wirtualna jaźń stała pod migoczącym nocnym niebem przy Teleskopie Wielokrotnym w Obserwatorium Whipple’a Smithsonian Astrophysical Observatory.
Gwiazdy w moim wirtualnym nocy były duże i jasne, ale zauważalnie się rozmazywały, gdy poruszałem głową. Musiałem się zastanawiać, jak poradziłby sobie nowszy model niż ten z 2021 roku; w innych miastach goście Starstruck założą nowszy produkt HTC, Vive Focus Vision, a wystawa w Waszyngtonie w pewnym momencie przejdzie na ten model.
Stamtąd szliśmy od jednego punktu widokowego do drugiego w sali Starstruck, od czasu do czasu wpadając na siebie, podążając za wirtualnym przewodnikiem ubranym w coś, co wyglądało jak przybliżenie skafandrów SpaceX, i głosem narratora Jamesa Seawooda. Przeszliśmy, by obejrzeć rekonstrukcję narodzin Wszechświata poprzez Wielki Wybuch, a następnie udaliśmy się na bliskie spotkanie z gwiezdnym żłobkiem, który Teleskop Hubble’a rozsławił jako Filary Stworzenia. Seawood opisał scenę formowania się gwiazd unoszącą się przed naszym punktem obserwacyjnym jako „kosmiczną szybę ciśnieniową” i „piękny chaos”.
Gdy staliśmy na wirtualnym zestawie świecących sześciokątnych bloków, widoki VR oddalały się aż do widoku tysięcy galaktyk i zbliżały do niebezpiecznej bliskości Słońca – z sondą Parker Solar Probe NASA trzymającą nam towarzystwo. Starstruck prezentuje trzy inne najdalej widzące obserwatoria NASA: Hubble’a, Obserwatorium Chandra X-Ray i Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba. Każde bliskie spotkanie ze statkiem kosmicznym wiąże się z możliwością naciśnięcia przycisku „Zrób zdjęcie”, który wydawał się nie robić nic, oraz okazją do zabawy małym modelem. Nie mogłem się oprzeć, by przyjrzeć się zastraszająco złożonemu projektowi JWST, więc podniosłem eteryczną wersję obserwatorium oddalonego o 1,5 miliona kilometrów od mojego rzeczywistego miejsca i delikatnie obracałem go w wirtualnej dłoni.
Większość Starstruck koncentruje się na cyklach życia gwiazd i ich planet, a szczególnie sugestywny segment przeniósł nas na piekielną powierzchnię Janssena, egzoplanety znanej również jako 55 Cancri Ae, która krąży tak blisko swojej gwiazdy Kopernika, że jej rok trwa około 17 godzin. Przedstawienie powierzchni tej planety jako nierównych wychodni skalnych z płynącą wokół nich lawą (i skrytkami diamentów powstałych pod wpływem intensywnego ciepła) może nie oddawać w pełni brutalnego środowiska Janssena – niektóre analizy sugerują, że cała jego powierzchnia to stopiona skała. Wiele egzoplanet tkwi na niegościnnych orbitach, które uniemożliwiają życie lub obecność ciekłej wody, a ten przystanek na wycieczce uświadamia nam szczęście Ziemi. Jak ujął to Seawood: „Trafiliśmy kosmiczną szóstkę w lotto”.
Dwa inne przystanki zapewniły bliskie spojrzenie na konwulsje śmierci gwiazd. Wizyta przy Betelgezie pokazała, że późna faza czerwonego nadolbrzyma...