Produkcja na największym niezagospodarowanym złożu ropy i gazu w Wielkiej Brytanii, Rosebank, napotkała przeszkodę po tym, jak ktoś przypadkowo wrzucił krytyczny sprzęt wiertniczy do Morza Północnego. Bo nic tak nie mówi „bezpieczeństwo energetyczne” jak zawór bezpieczeństwa nurkujący 1100 metrów na dno morskie.
Incydent, który miał miejsce 18 kwietnia, dotyczył dwóch elementów centralnego osprzętu wiertniczego – w tym tego najważniejszego zaworu bezpieczeństwa – które odbyły nieplanowaną kąpiel. Nikt nie ucierpiał, ale platforma, wydzierżawiona od norweskiej firmy Odfjell Drilling, musiała zostać odholowana do stoczni w Bergen na naprawy. Teraz wróciła do Rosebank, około 80 mil na północny zachód od Szetlandów, ale wciąż nie jest sprawna.
Wewnętrzne dokumenty Odfjell Drilling sugerują, że platforma może być nieczynna nawet przez cztery miesiące, co oznacza, że niektóre odwierty zostaną ukończone znacznie opóźnione. Żegnajcie, przedświąteczne szaleństwo naftowe.
Adura, firma stojąca za Rosebank, teraz mówi, że produkcja ropy nie rozpocznie się wcześniej niż w 2027 roku – daleko od końca tego roku, jak wcześniej miano nadzieję. Złoże ma wydobyć 300 milionów baryłek przez 25 lat, ale to niewielka pociecha dla zimowych dostaw energii.
Opóźnienie pojawia się, gdy nowy rząd, kierowany przez Andy'ego Burnhama, stoi pod presją przemysłu paliw kopalnych, aby dać zielone światło dla Rosebank, pomimo sprzeciwu aktywistów klimatycznych i niektórych posłów Partii Pracy. Nowa minister energii, Miatta Fahnbulleh, ma podjąć decyzję po konsultacjach dotyczących emisji, które zakończą się w sierpniu.
Tymczasem mniejsze złoże Jackdaw, około 150 mil na wschód od Aberdeen, może zacząć tłoczyć gaz już w październiku, według Adura. Ale nie ekscytujcie się zbytnio – ocena oddziaływania na środowisko ujawnia, że Jackdaw stworzy aż 27 bezpośrednich pełnoetatowych miejsc pracy. Dwadzieścia siedem. Dla jednego z największych pozostałych złóż gazu.
Ed Miliband, obecnie minister spraw zagranicznych, ale wcześniej zagorzały krytyk Rosebank, nazwał te plany „wandalizmem klimatycznym”. Teraz krążą plotki, że trwają rozmowy o tym, jak zezwolić na nowe wiercenia bez łamania obietnicy z manifestu Partii Pracy z 2024 roku, by honorować istniejące licencje, ale nie wydawać nowych.
Grupy ekologiczne ostrzą swoje prawnicze ołówki, rozważając, czy zaskarżyć ewentualną zgodę. Angeliki Papantoniou, wykładowczyni prawa ochrony środowiska na Uniwersytecie w Hull, mówi, że nowe wyzwanie byłoby „strzałem w dziesiątkę”, ale mogłoby się powieść, jeśli opierałoby się na „istotnych kwestiach środowiskowych”, takich jak zakłócenie ekosystemu i zanieczyszczenie.
Areeba Hamid z Greenpeace, która już wcześniej kwestionowała pierwotne przyznanie licencji, argumentuje, że zgoda nie zrobi „żadnej różnicy” dla rachunków za energię i wygeneruje niewiele miejsc pracy. „Pomimo tych marnych korzyści, przedłużalibyśmy istnienie zanieczyszczającej branży, która napędza fale upałów, wysyłając katastrofalny sygnał naszym międzynarodowym sojusznikom” – powiedziała.
Odfjell Drilling odmówiło komentarza. Adura nie odpowiedziała na prośbę o komentarz. Więc na razie utracony sprzęt leży na dnie morskim, a brytyjskie marzenia o ropie są, cóż, wstrzymane.