W miesiącach od 'Dnia Wyzwolenia' w zeszłym roku – kiedy Donald Trump rozpętał blitzkrieg taryfowy na import zewsząd – kraje urządzały szybkie randki, by tworzyć nowe relacje handlowe. Unia Europejska wreszcie podpisała ten długo ignorowany układ handlowy z południowoamerykańskim blokiem Mercosur. Premier Kanady Mark Carney poleciał do Pekinu. Kraje Azji Południowo-Wschodniej pogłębiły własny pakt z Chinami. Globalny system handlowy, zdaje się, gorączkowo próbuje zbudować nową sieć towarzyską, podczas gdy USA dąsają się w kącie.

Nadzieje na odbudowę otwartej architektury handlowej są prawdopodobnie daremne. Globalny handel kształtuje teraz nowy imperatyw: powstrzymać chińską eksportową machinę i zakończyć jej monopol na strategiczne dostawy – komponenty farmaceutyczne, krytyczne minerały, niezbędne chipy. USA pozostaną głównym przeciwnikiem Chin, ale Europa i inni również grzebią w swoich zestawach polityk, oceniając cła, subsydia i kontrole eksportu, jakby przymierzali nową garderobę handlową.

Wojna będzie kosztowna. Ceny konsumenckie wzrosną, gdy kraje zablokują chiński import. Producenci staną w obliczu droższych chińskich nakładów. Chińscy eksporterzy będą mieli trudniej znaleźć rynki. A amerykańscy eksporterzy mogą zostać zamknięci na chińskim rynku. Ale największe ryzyko? Chiny mogą – jak już to robiły – wykorzystać swój niemal monopol na krytyczne towary, by odciąć dostawy i odpowiedzieć.

Trump, naturalnie, nie poradzi sobie z tym dobrze. Jego chaotyczny protekcjonizm – podnoszenie ceł bez wyraźnej strategii – i wrogość wobec naturalnych sojuszników gwarantują, że amerykańska polityka handlowa pozostanie gorącym bałaganem do końca jego kadencji. Można tylko mieć nadzieję, że następna administracja wniesie trochę strategicznego myślenia do walki.

Jak globalna gospodarka znalazła się w tym punkcie? Chiny odpowiadają teraz za około jedną trzecią światowej produkcji przemysłowej, w porównaniu z zaledwie 5% w 1995 roku. Ich udział w globalnym eksporcie wyrobów przemysłowych wzrósł z 3% do 20%. Dominują w ponad 50% globalnego eksportu setek produktów przemysłowych. Nawet Niemcy, ze swoim przemysłowym rodowodem, martwią się o przetrwanie. Rosnąca nadwyżka na rachunku obrotów bieżących Chin – oficjalnie 3,8% PKB, ale według niektórych szacunków nawet 5% – stała się globalnym zagrożeniem.

Ekonomiści wskazują na pokojową ścieżkę: sprawić, by Chiny mniej oszczędzały, a więcej konsumowały – na przykład budując hojniejsze zabezpieczenie socjalne. Poprawiłoby to dobrobyt Chińczyków i wzmocniło ich ospałą gospodarkę, nie zalewając reszty świata towarami. Ale Jason Furman, były przewodniczący Rady Doradców Ekonomicznych USA, zauważa, że Pekin może dążyć do innego celu: 'maksymalizacji swojej dominacji geopolitycznej; a nie dobrobytu ekonomicznego swoich obywateli.'

Rządy poza Waszyngtonem w to wierzą: Chiny nie tylko turbodoładowują eksport, by podtrzymać wzrost; budują arsenał do wojny handlowej. Pekin właściwie temu nie zaprzecza. W przemówieniu z 2020 roku prezydent Xi Jinping argumentował, że 'musimy zacieśnić zależność międzynarodowych łańcuchów produkcyjnych od Chin, tworząc potężną zdolność przeciwdziałania i odstraszania wobec obcokrajowców, którzy sztucznie odcięliby dostawy.'

Chiny dały przedsmak w 2010 roku, ograniczając eksport metali ziem rzadkich do Japonii po incydencie z trawlerem. Wcześniej w tym roku ponownie ukarały Tokio w sprawie Tajwanu, ograniczając dostawy magnesów i minerałów. W zeszłym roku Pekin zmusił holenderski rząd do wycofania się z przejęcia producenta chipów Nexperia, blokując eksport z jego fabryki w Dongguan. Zaostrzył też ograniczenia dotyczące metali ziem rzadkich i magnesów – kluczowych dla myśliwców, okrętów podwodnych, telefonów i EV – by naciskać na administrację Trumpa.

Chiny ogromnie skorzystały na globalizacji w ciągu ostatnich 50 lat. Ale wygląda na to, że Pekin nie kupił argumentu, że integracja gospodarcza buduje współzależność i wspólny dobrobyt. Jak ujął to ekonomista handlowy Chad Bown: 'Oni nie chcą współzależności, chcą, żeby wszyscy byli od nich zależni. Ich celem było zdobycie siły rynkowej.'

Pomysł odbudowy otwartego, opartego na zasadach systemu handlowego jest prawdopodobnie mrzonką. Świat handlu przechodzi transformację, w której siła i dominacja, a nie współpraca, stają się walutą. A Stany Zjednoczone, pod przywództwem Trumpa, wydają się być na straconej pozycji, zamiast przewodzić koalicji przeciwko chińskim praktykom handlowym. Zamiast tego Trump wybiera samotną walkę, z dala od sojuszników, którzy mogliby wzmocnić jego pozycję. To jakby iść na wojnę z zapasem amunicji, ale bez mapy i bez przyjaciół.