Relacja STV, komercyjnego nadawcy, z liczenia głosów w szkockich wyborach ma zostać mocno uderzona przez akcję strajkową w eskalującym sporze o płace – bo nic tak nie mówi „demokracja w działaniu” jak pikieta przed sterownią.
Krajowy Związek Dziennikarzy (NUJ) i związek techniczny Bectu wycelowały w relację wyborczą STV podczas swojego drugiego strajku w tym roku, protestując przeciwko decyzji o narzuceniu ogólnofirmowego zamrożenia płac po spadku przychodów o 6% do 176,9 mln funtów i spadku przychodów z reklam o 10% do 89,3 mln funtów. Około 120 dziennikarzy i pracowników transmisji ma strajkować w piątek, pozostawiając widzów w niepewności, czy wyniki wyborów zostaną dostarczone gołębiem pocztowym.
Pracownicy są również wściekli, że STV zmniejszyła zatrudnienie i planuje mocno ograniczyć relacje informacyjne z północnej Szkocji – regionu wcześniej obsługiwanego przez Grampian TV – jednocześnie inwestując pieniądze w uruchomienie stacji radiowej. Posunięcie to zostało opisane przez pracowników jako „płacenie za nową zabawkę, jednocześnie tnąc wydatki na jedzenie”.
Regulator mediów Ofgem odroczył decyzję w sprawie połączenia STV Central z STV North do czasu wyborów do Holyrood, ale oczekuje się, że zatwierdzi je jeszcze w tym miesiącu, pod warunkiem wprowadzenia drobnych zmian. Bo co to za dobre wybory bez odrobiny regulacyjnego napięcia w ostatniej chwili?
Nadawca obwiniał swoje problemy finansowe o serię „wstrząsów” w zeszłym roku, w tym słabą gospodarkę, rosnące koszty i trudny rynek reklamowy. Doprowadziło to do dramatycznego spadku ceny akcji STV, zwiększając możliwość, że może być podatna na przejęcie przez Comcast (amerykańską firmę medialną, która jest właścicielem Sky) lub przez ITV, po wcześniejszym odparciu presji na sprzedaż większemu nadawcy.
Nick McGowan-Lowe, organizator NUJ w Szkocji, powiedział: „Każdy członek NUJ w redakcji STV wolałby dziś nadawać z lokali wyborczych, zamiast walczyć o godziwą płacę, ale nie mieli wyboru, gdy firma zdecydowała się wydać te pieniądze na nową komercyjną stację radiową”. Dodał: „Choć firma stoi przed wyzwaniami finansowymi, żadne z nich nie jest winą ciężko pracujących pracowników STV News, którzy produkują najchętniej oglądany wieczorny program w Szkocji. Wierzymy, że rozwiązanie tego sporu jest wciąż w zasięgu ręki”.
W liście do pracowników w czwartek rano Rufus Radcliffe, dyrektor generalny STV, powiedział, że zamrożenie płac nie zostało podjęte lekko, ale firma zrestrukturyzowała również swoje kredyty bankowe, zawiesiła wypłatę dywidend dla akcjonariuszy i zrestrukturyzowała płatności z tytułu deficytu emerytalnego. „Priorytetowo traktujemy teraz bezpieczeństwo pracy i osiągnięcie stabilności finansowej” – napisał, dodając, że „przyznanie podwyżki płac w 2026 roku byłoby fiskalnie nieodpowiedzialne i mogłoby potencjalnie wymusić konieczność znalezienia dalszych oszczędności jeszcze w tym roku, czemu jestem stanowczo przeciwny, gdy stabilizujemy firmę i wracamy do wzrostu”.
Radcliffe argumentował, że dywersyfikacja poprzez nową stację radiową i inwestycje cyfrowe ma na celu zabezpieczenie przed nadmiernym uzależnieniem od „linearnej” stacji telewizyjnej, która stoi w obliczu silnej konkurencji ze strony mediów społecznościowych i nowych mediów. „W obliczu tak szybkich zmian musimy dokonywać wyborów” – powiedział.
Rzecznik STV powiedział: „Jesteśmy rozczarowani, że wybrany przez związki dzień akcji wpłynie na naszych widzów na antenie i pozostajemy zaangażowani w kontynuowanie dialogu ze związkami”. Innymi słowy: smutno nam, że strajk będzie uciążliwy dla widzów, ale nie na tyle, by płacić ludziom więcej.