Jeśli chcesz uchwycić coś wilczego, najlepiej wyruszyć przed świtem. Pewnego styczniowego poranka ten reporter jechał z dwoma młodymi naukowcami w gęstą mgłę pod Houston. Student magisterium Tanner Broussard, cichy mężczyzna z brodą i czarną czapką z daszkiem, wpatrywał się w ciemność ze swojego Toyoty Tacomy, sprawdzając pułapki zastawione na stworzenia dominujące w tym krajobrazie: tak zwane wilki-widma.

Kiedyś czerwony wilk (Canis rufus) był tu drapieżnikiem szczytowym. 'Wojna z wilkami' trwająca 200 lat, jak to kiedyś obrazowo ujęli federalni badacze, doprowadziła do uznania gatunku za wymarły na wolności do 1980 roku. A jednak dziwne, wilczopodobne stworzenia przetrwały. W 2018 roku naukowcy potwierdzili, że niektóre lokalne kojoty są wyższe, długonogie i cynamonowo zabarwione – zawierały reliktowe geny czerwonego wilka. Stały się wilkami-widmami.

Obsesja Broussarda na punkcie tych zwierząt zawęziła jego akademickie zainteresowania. Potem, w zeszłym roku, obudził się do niepokojących wiadomości. Startup o nazwie Colossal Biosciences, który zrobił nagłówki, twierdząc, że wskrzesi wymarłego od 10 000 lat wilka strasznego, jednocześnie ogłosił, że sklonował cztery czerwone wilki. 'To zaskoczyło praktycznie wszystkich w społeczności wilczej', powiedział Broussard. Kierownictwo programu hodowli w niewoli Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów nie miało pojęcia. Podobnie jak ekolog Joey Hinton, który złapał psowate, z których Colossal pobrał DNA. Lokalizacja klonów była tajna; ich cel – mglisty.

Czerwony wilk zawsze był kontrowersyjny. To wilk ze Wschodu, niegdyś wędrujący od Teksasu po Nowy Jork. Mniejszy od wilka szarego, ale większy od kojota, miał 'chytrzy, lisi wygląd', długie ciało i nogi oraz sierść, która mogła być ruda, biała, szara, a nawet złowieszcza, całkowicie czarna. Zanim mammalog sklasyfikował go jako odrębny gatunek w latach 30. XX wieku, był już prawie nieobecny.

Jego upadek był błogosławieństwem dla kojotów (Canis latrans), 'wilka antropocenu'. Gdy czerwone wilki zanikały w Luizjanie i Teksasie, kojoty się wkradały. Ostatnie czerwone wilki uznały, że dziwny, mniejszy partner jest lepszy niż żaden, tworząc 'hybrydowy rój'. Do lat 60. biolodzy zaczęli się martwić. Ich rozwiązanie? Program masowej eksterminacji. Łapacze zebrali setki psowatych. Te uznane za prawdziwe czerwone wilki (po wyciu i kształcie czaszki) zabrano do hodowli w niewoli. Większość pozostałych poddano eutanazji. Mówiąc wprost: Czerwony wilk został celowo wytępiony, w okrężnym wysiłku, by utrzymać go przy życiu.

Przeżyło zaledwie 14 osobników; dzisiejsze wilki pochodzą od 12 z nich. Są arką dla kilkuset czerwonych wilków żyjących dziś: około 280 w niewolniczej populacji 'Planu Przetrwania Gatunku' i kolejne 30 lub tak krążących po federalnym rezerwacie w nadbrzeżnej Karolinie Północnej, uznanych za 'nieistotne' i 'eksperymentalne'. Według Służby Połowu i Dzikiej Przyrody USA, aby zostać sklasyfikowanym jako Canis rufus, zwierzę musi wywodzić co najmniej 87,5% swojej linii od tych 12 założycieli.

Naukowiec prowadzący program wiedział, że to gwałtownie zawęziło pulę genową – tworząc coś, co mogło być całkowicie nowym gatunkiem. Na przykład wyraźnie czarne wilki zostały utracone. Ale jaki inny wybór istniał? Nowy rodzaj wilka, wolny od kojociej 'skazy', wydawał się lepszy niż żaden wilk w ogóle.

Dowiedziawszy się o klonach Colossala, ten reporter udał się do wschodniego Teksasu. Przy tex-meksie w Winnie, student studiów magisterskich Patrick Cunningham wyjaśnił podstawowy problem: 'Nie mamy dobrego genomu referencyjnego'. Możemy zbierać DNA od potomków 12 założycieli, ale nie od niezliczonych zabitych wilków. Wyodrębnienie użytecznego DNA ze starych próbek jest trudne.

Badania dostępnych genów okazały się kontrowersyjne. Genetyczka z Princeton Bridgett vonHoldt znalazła niewiele w DNA populacji Planu Przetrwania Gatunku, co odróżniałoby ją od innych wilczopodobnych amerykańskich psowatych. W artykule z 2016 roku w Science Advances ona i współautorzy zastanawiali się, czy kiedykolwiek istniał odrębny południowy gatunek wilka. Być może 12 założycieli to po prostu kojoty z mniejszą porcją wilka.

Jej artykuł wzywał do skupienia się mniej na gatunku, a bardziej na funkcji, jaką pełni grupa. Czerwone wilki zasługiwały na ochronę jako stworzenia pełniące tę samą rolę co zagrożone wilki. Niemniej jednak dla Canis rufus czas był złymi wiadomościami. Do 2016 roku urzędnicy stanowi w Karolinie Północnej zwrócili się przeciwko programowi odtwarzania. Populacja dzika, niegdyś licząca nawet 120 osobników, malała. Służba Połowu i Dzikiej Przyrody USA wstrzymała dalsze wypuszczenia. Teraz naukowcy mówili, że czerwony wilk wykazuje 'brak unikalnego pochodzenia'. Po co wydawać pieniądze, zastanawiali się niektórzy, na gatunek, który nie istnieje?

Częścią problemu jest to, że koncepcja 'gatunku' jest mniej solidna, niż mogłoby się wydawać po lekcjach biologii w liceum. Zasada, że gatunek składa się z zwierząt, które mogą wydać płodne potomstwo, jest jedną, którą różne psowate łamią cały czas. Amerykańska zupa genów Canis jest mniej jak drzewo genealogiczne, a bardziej jak rzeka o splecionych korytach.

VonHoldt zasugerowała, że współczesny czerwony wilk to niedawno powstałe koryto w tej rzece, częściowo wilk, częściowo kojot. Ale rok później inni badacze twierdzili, że jej dane, inaczej zinterpretowane, mogą sugerować, że warkocz czerwonego wilka wyłonił się dziesiątki tysięcy lat temu. Te niuanse dezorientowały decydentów. 'Kongres był po prostu jak: 'Co się dzieje?'', powiedział Cunningham. ''Dlaczego nie ma po prostu prostego wyjaśnienia, czym to coś jest?''

Biorąc pod uwagę implikacje polityczne, Narodowe Akademie Nauk, Inżynierii i Medycyny zleciły panelowi znalezienie tej prostej odpowiedzi. Ich raport z 2019 roku ogłosił czerwonego wilka gatunkiem ze względu na jego wygląd i pozornie długotrwałą izolowaną populację. Gdy jednak ich badania się rozpoczynały, pojawiało się nowe pytanie: co począć z tajnymi klonami startupu.