Spirit Airlines ma kłopoty. I to nie takie, które wynikają z bycia lotniczym odpowiednikiem zatłoczonego autobusu miejskiego, ale takie, które wiążą się z wnioskami o upadłość i nagłówkami, które sprawiają, że klienci tacy jak Aran Darling oblewają się potem.

Darling, współwłaściciel małej firmy owocowej o nazwie Froot Stand wraz ze swoją partnerką Izzy de la Meme, zarezerwował tani czerwony lot z Los Angeles do Nowego Jorku na wydarzenie służbowe. Kupuje awokado, mandarynki, marakuję i egzotycznie brzmiące rzeczy, takie jak "paluszki limonkowe", od plantatorów w pobliżu Ventury w Kalifornii. Duży klient zaprosił go na wydarzenie kulinarne na Manhattanie – kopalnia złota networkingowa. Ale z biegiem dni Darling zaczął widzieć niepokojące nagłówki o finansowych turbulencjach Spirit. Czy jego lot zostanie odwołany? Czy Spirit zbankrutuje? Żegnaj, Spirit?

Darling sprawdzał online, dzwonił do przewoźnika wielokrotnie, a nawet podzielił się swoim problemem z obserwującymi Froot Stand na Instagramie. W dniu lotu pracownicy LAX mieli żart: "Z kim lecisz?" "Spirit, gulp." Wszyscy się śmiali.

Spirit nie jest specjalnie lubiane. Badania konsumenckie sugerują, że to jedna z najbardziej – jeśli nie najbardziej – znienawidzonych linii lotniczych w branży. Powód: model biznesowy polegający na "rozbundlowaniu", "podziale cen" lub, jak mówią cynicy, na skubaniu klienta na każdym kroku. Spirit pobiera niską cenę bazową, ale potem dolicza opłaty za bagaż podręczny, bagaż rejestrowany, jedzenie, napoje, wybór miejsca, a nawet wydrukowaną kartę pokładową. Jak ujmuje to Darling: "Mają taki system, że jak chcesz oddychać, musisz dopłacić."

Przez pewien czas strategia działała. W 2014 roku Planet Money nazwał Spirit "Najszybciej rozwijającą się, najmniej lubianą linią lotniczą w Ameryce". Ówczesny CEO Ben Baldanza wyjaśnił to analogią do handlu detalicznego: "Jesteśmy Dollar General". Ale ostatnio coś w strategii linii lotniczej Dollar General nie działa. Nie tylko Spirit – inne tanie linie też mają problemy. Nawet prawdziwy Dollar General ma kłopoty.

Wysokie ceny paliw – pogłębione przez konflikt w Iranie – to część historii, ale nie całość. Jak informujemy w dzisiejszym biuletynie Planet Money, duże linie lotnicze skopiowały strategię tanich przewoźników i przechytrzyły ich bardziej kuszącymi programami lojalnościowymi. Jeden z ekonomistów nazwał te programy potężną, wręcz antykonkurencyjną bronią przeciwko mniejszym przewoźnikom.

W latach 2010. tanie linie, takie jak Spirit i Frontier, zdawały się zyskiwać przewagę nad Delta i United. Ale potem tradycyjni przewoźnicy wprowadzili taryfy "basic economy” – naśladując surowe doświadczenie Spirit z mniejszą ilością miejsca na nogi, brakiem wyboru miejsca, brakiem darmowego jedzenia i doświadczeniem podróży, które najlepiej opisać jako "budujące charakter". Wykorzystali też swoją skalę, aby zbudować lepsze programy lojalnościowe: karty kredytowe pod wspólną marką, partnerstwa korporacyjne i przywileje dla częstych podróżnych, które sprawiały, że klienci dwa razy zastanawiali się przed przejściem do Spirit.

Severin Borenstein, ekonomista z UC Berkeley Haas School of Business, mówi, że te programy lojalnościowe zaburzają decyzje zakupowe konsumentów. Zamiast konkurować kosztem i doświadczeniem przelotu z punktu A do B, istnieją dziwne zachęty do pozostania lojalnym wobec dużych przewoźników. Tanie linie też próbowały programów lojalnościowych, ale Borenstein zauważa: "Bardzo mało jest lojalnych klientów Spirit." Auć.

Potem nadeszły lata 2020. Ceny energii wzrosły po inwazji Rosji na Ukrainę, koszty pracy wzrosły, gdy piloci odchodzili na emeryturę, a nowi zatrudniani z opóźnieniem, a wrażliwi na ceny konsumenci – główny rynek Spirit – wycofali się, gdy wysoka inflacja, wyższe stopy procentowe i ochładzający się rynek pracy ścisnęły ich budżety. Bogatsi Amerykanie, korzystający z rosnących rynków aktywów, wydawali swobodnie na podróże, ale ludzie, którzy kiedyś wypełniali miejsca Spirit? Nie bardzo.

Jak ujmuje to Harteveldt, analityk linii lotniczych: "Kiedy twoje koszty rosną, twoje ceny biletów muszą rosnąć. A jeśli twoje koszty rosną za bardzo, jesteś mniej w stanie oferować bardzo tanie bilety, których oczekują twoi klienci."

Tak więc upadek Spirit to historia naśladowczej konkurencji.