W nocy 25 kwietnia 1986 roku 19-letnia Iryna Stetsenko walczyła z przedślubnymi nerwami w swoim mieszkaniu w Prypeci, podczas gdy jej 25-letni narzeczony, Serhiy Lobanov, spał na materacu w kuchni. Ich spokój przerwał głęboki pomruk, który zatrząsł oknami – Iryna opisała to jako rój samolotów, a Serhiy zbagatelizował jako lekkie trzęsienie ziemi. Nieświadomi praktykantka nauczycielka i inżynier elektrowni, reaktor numer cztery w elektrowni w Czarnobylu, niecałe 4 kilometry dalej, właśnie eksplodował, rozpoczynając największą katastrofę nuklearną w historii. Wrócili do snu, błogo nieświadomi, że ich dzień ślubu będzie historycznie ponury.

Serhiy obudził się o 6 rano w słoneczny 26 kwietnia, pełen ekscytacji przed swoimi zadaniami: dostarczeniem pościeli i kupnem kwiatów. Jego radość przygasła na widok żołnierzy w maskach gazowych i mężczyzn myjących ulice pianą. Koledzy z elektrowni jądrowej powiedzieli mu, że zostali pilnie wezwani, bo 'coś się stało', a z okna wieżowca dostrzegł dym unoszący się z reaktora czwartego. Stosując swoje szkolenie, zmoczył kawałek materiału i umieścił go przy drzwiach mieszkania, aby zatrzymać radioaktywny pył – wyjątkowo sowieckie przedślubne zadanie. Następnie znalazł opustoszały targ i wybrał pięć tulipanów do bukietu.

Tymczasem w mieszkaniu matki Iryna odbierała alarmujące telefony od sąsiadów o 'czymś strasznym'. W sowieckiej próżni informacyjnej radio milczało, a telefon do władz przyniósł tylko instrukcję, aby nie panikować i że wszystkie zaplanowane wydarzenia powinny się odbyć. Więc dzieci wysłano do szkoły, a orszak weselny pojechał kolumną samochodów do Pałacu Kultury. Tam para złożyła przysięgę stojąc na tkaninie z wyszytymi imionami, tradycyjnym gestem na zawsze związanym z katastrofą.

Według relacji Serhiya, późniejsza uczta weselna w pobliskiej kawiarni była 'smutna', ponieważ wszyscy wyczuwali tragedię, nie znając szczegółów. Ich starannie ćwiczone pierwsze tańce, tradycyjny walc, rozpadły się natychmiast. 'Od pierwszych kroków wypadliśmy z rytmu', wspomina Iryna. 'Po prostu przytuliliśmy się i poruszaliśmy w tym uścisku'. Wyczerpani udali się do mieszkania przyjaciela, tylko po to, by obudzić ich wczesnym rankiem w niedzielę gwałtowne pukanie. Przyjaciel kazał im śpieszyć się na pociąg ewakuacyjny o 5 rano, zmuszając Irynę do ponownego założenia sukni ślubnej na poparzone stopy, aby biec do domu po zmianę ubrań – ostatni, absurdalny sprint z rozpadającego się świata.