Urodzony w Dublinie Sebastian Barry, 71 lat, publikuje powieści od 1982 roku, ale to jego najnowsze wyznanie naprawdę zatrzymuje zegary: w jego wieku seks jest 'gdzieś między wspomnieniem a ambicją'. Rewelacyjne, prawda?

Barry, którego powieści z 2005 i 2008 roku, A Long Long Way i The Secret Scripture, były nominowane do Bookera (trzy inne znalazły się na długiej liście), dwukrotnie zdobył nagrodę Costa Book of the Year i pełnił funkcję laureata irlandzkiej prozy. Jutro będzie omawiać swoją nową powieść, The Newer World, na festiwalu książki Queen's Park w Londynie - zapewne odpowiadając na pytania dotyczące przepisu na musakę. Jest żonaty, ma troje dzieci i mieszka w hrabstwie Wicklow, gdzie prawdopodobnie rozmyśla o okropieństwach starości.

Zapytany o szczęście, Barry wspomina, że był 'czysto i nieświadomie' szczęśliwy na greckiej wyspie Paros w wieku 25 lat, kiedy jego dzieci były małe. Jego największy strach? Brak pieniędzy lub czasu - albo, jak można sobie wyobrazić, słuchanie własnego chrapania, które nazywa swoim 'najbardziej nieprzyjemnym nawykiem', teraz gdy aplikacja pozwala mu usłyszeć jego 'druzgocący hałas'.

Samoocena Barry'ego to 'osobliwy, intensywny, niezręczny', i ubolewa nad swoją skłonnością do niesłuchania, choć się trenuje. Gdyby mógł przywrócić do życia coś wymarłego, byłaby to 'bezinteresowność u polityków' - stworzenie tak rzadkie, że mogło nigdy nie istnieć.

Jego młodzieńczą ambicją było zastąpienie Boba Dylana, gdy ten przejdzie na emeryturę, ale Dylan nigdy nie zobowiązał. Najgorsza rzecz, jaką ktoś mu powiedział? W 1985 roku, gdy dumnie wchodził do Poetry Society na czytanie, szanowany John Montague zapytał: 'Co ty tu robisz?' Uczucie, które wielu pisarzy zna, często od własnego wewnętrznego krytyka.

Barry zawdzięcza rodzicom 'szacunek dla pisarzy i cześć dla aktorów' - dług, który szacuje, że wymagałby 80 000 słów, aby w pełni wyjaśnić. Przeprosiłby wrażliwego chłopca na szkolnej wycieczce, dla którego nie był miły, chciałby wrócić i być przyzwoitym przyjacielem.

Największą miłością jego życia jest żona Ali, która jest 'bardzo kompletną osobą, w przeciwieństwie do mnie'. Miłość, jak mówi, czuje jak 'odpowiedzialność, test, przepaść, górę, niekrzywdzące uderzenie radości'. Mówił 'kocham cię' bez znaczenia tylko w tym sensie, że nie wiedział, że nie kocha.

Jego najczęściej używanymi słowami są 'promienny' i 'potężny' - oba, jak zauważa, dobre słowa. Gdyby mógł edytować swoją przeszłość, zrobiłby 'dziesięć tysięcy drobnych poprawek', ale akceptuje ogólny tekst, choć zastanawia się, czy można wyedytować epizody depresyjne i 'rażące głupoty'.

Co poprawiłoby jego życie? Pełne zdrowie psychiczne. Co nie daje mu spać w nocy? Zwykle: 'Czy jestem dobrym człowiekiem? Jak przetrwam następną trasę promocyjną?'

Jego największe osiągnięcie? 'Robię bardzo autentyczną musakę.' A gdyby miał wybór między większą ilością seksu, pieniędzy czy sławy, wolałby więcej człowieczeństwa - choć prawdopodobnie zadowoliłby się przyzwoitym snem. Ma nadzieję, że będzie zapamiętany jako 'głupi, ale serdeczny', co, szczerze mówiąc, jest lepsze niż alternatywa.