Nowy projekt wymiany wiedzy ma na celu zapewnienie przetrwania wędrownego burzyka krótkosternego, ptaka, który najwyraźniej traktuje podróże międzynarodowe jak zwykły wtorek.
Burzyki krótkosterne zwykle zaciemniały niebo na południowo-zachodnim wybrzeżu Australii w każdym sezonie Djilba (od sierpnia do września, kiedy pogoda nie może się zdecydować). W języku Wudjari Noongar, tradycyjnych właścicieli Kepa Kurl (Esperance dla kolonistów), nazywane są yowli. Dla innych – muttonbirds, bo nic tak nie mówi „szacunek dla natury” jak nazwanie stworzenia od twojego obiadu.
Pod koniec roku stada zaciemniają niebo nad Alaską, ucztując na rybach i kałamarnicach z topniejącego arktycznego lodu. Yup'ik również odnotowują ich przybycie. Ale ludy Pierwszych Narodów na obu wybrzeżach zauważyły coś niepokojącego: chore i umierające burzyki wyrzucane na brzeg, brzuchy pełne mikroplastików zamiast jedzenia, zbaczające ze zwykłych tras migracyjnych jak turyści bez GPS.
Jennell Reynolds, starsza strażniczka z Esperance Tjaltjraak Native Title Aboriginal Corporation, dorastała słysząc o yowli – ponad 30 milionów wraca corocznie do kolonii lęgowych u południowych wybrzeży Australii. „To takie pełne gracji, gdy widzi się je przeskakujące po wodzie” – mówi. W kwietniu wyruszają na północ w 15 000-kilometrową podróż z powrotem na Alaskę z nowo opierzonymi pisklętami, bo najwyraźniej loty długodystansowe są też dla ptaków.
Strażnicy Tjaltjraak współpracują teraz z Yup'ik i innymi tradycyjnymi właścicielami z Alaski w globalnym projekcie badawczym łączącym wiedzę ekologiczną, naukową i przodków. „To jedna z tych rzeczy, gdzie wiesz, że masz to połączenie przez tego jednego ptaka” – mówi Reynolds. „Oboje mamy pokrewieństwo ze zwierzętami”.
Współpraca opiera się na wcześniejszych relacjach między strażnikami a społecznościami Eyak, Iñupiaq, Yup'ik i Alutiiq. Wczesne rozmowy ujawniły wspólne obawy dotyczące spadku liczebności. David Guilfoyle, koordynator z Tjaltjraak, spędził lata mieszkając na Alasce i mówi, że te więzi przyspieszyły formalne partnerstwo międzykulturowe.
Projekt ma na celu zrozumienie wzorców migracji ptaków, jak głęboko nurkują po jedzenie i jakie ryzyko napotykają w zmieniającym się środowisku. „To bardzo holistyczne” – mówi Guilfoyle. „Nie możemy tego zrobić, dopóki nie zdobędziemy dużo danych”.
Aby zdobyć te dane, strażnicy musieli złapać i oznaczyć yowli – pracując cicho w zimnych, ciemnych, pełnych węży wydmach na wyspie na Oceanie Południowym, używając tylko czerwonego światła latarki. Strażniczka Hayleigh Graham wspomina zmagania: klej nie działał, taśma dwustronna zawiodła, ale ostatecznie użyli mniejszych opasek zaciskowych. „Złapaliśmy naszego pierwszego yowli” – mówi. Pod koniec nocy oznaczyli 21 ptaków.
„To wciąż bardzo wczesny etap” – mówi Guilfoyle. „Nie mogę spać od czasu oznaczenia tych ptaków – co godzinę sprawdzam mapę. To jak bycie przyszłym rodzicem”. Ptaki powoli kierują się teraz w stronę Tasmanii, a potem „misja na północ na Alaskę”.
Stałe zwyczaje burzyka czynią go dzwonkiem alarmowym dla zdrowia ekosystemu. „Jeśli nie widzimy ich teraz tak często, co straciliśmy?” – pyta Guilfoyle. „Te dane obserwacyjne są wezwaniem do działania”.
Estelle Thomson, przywódczyni Yup'ik i prezeska Native Village of Paimiut Traditional Council, zauważa, że burzyki pojawiają się teraz w jej regionie daleko od tradycyjnej trasy – to znak zmiany klimatu. „Potrafimy stwierdzić, kiedy coś idzie nie tak” – mówi. Wieczna zmarzlina topnieje, uderzają tajfuny, a tradycyjne źródła pożywienia są coraz rzadsze. Thomson współpracuje z rdzennymi ludami na całym świecie poprzez Children of the Sky. „Ptaki są globalnymi obywatelami” – mówi. „Ten ptak nie ma lojalności wobec żadnego konkretnego kraju”.
Reynolds ma nadzieję, że projekt otworzy drogę do innych międzykulturowych przedsięwzięć. Najpierw jednak strażnicy muszą ponownie złapać ptaki w przyszłym listopadzie, aby zdjąć ich znaczniki. „Wszyscy jesteśmy teraz opiekunami” – mówi. „To odpowiedzialność każdego, by dbać o kraj”.