Prywatne emerytury, jak się okazuje, nie są szlachetnymi wybawcami naszych jesieni życia, jak nam wmawiano. Według dość miażdżącej analizy, są bardziej jak karta VIP dla nielicznych szczęśliwców, finansowana częściowo przez mniej uprzywilejowanych. Cały ten system, jak się wydaje, pozwala jednemu pokoleniu nabierać drugie, a państwo płaci rachunek za bogatych.

I tu jest pies pogrzebany: lepiej sytuowani mają swoje oszczędności emerytalne zwiększane dzięki ulgom podatkowym, poszerzając przepaść między bogatymi i biednymi na emeryturze. A kto zostaje z rachunkiem? Wszyscy inni. John Healey, który obecnie poluje na fundusze na zwiększenie wydatków na obronność i opiekę społeczną przed jesiennym budżetem, powinien może przyjrzeć się wyrównaniu ulgi podatkowej na oszczędności emerytalne. Ale nie wstrzymujcie oddechu.

Czy wiedzieliście, że podatnicy płacący standardową stawkę otrzymują połowę dotacji na oszczędzanie emerytalne, którą otrzymują podatnicy płacący wyższą stawkę? Pewnie nie, bo nikt o tym nie krzyczy z dachów. Oficjalne dane z zeszłego miesiąca pokazują, że koszt ulgi podatkowej od składek emerytalnych wzrósł z 48 miliardów funtów w latach 2022-23 do 60 miliardów funtów w latach 2024-25 – skok o 25% w ciągu zaledwie dwóch lat. Około 40 miliardów funtów trafia do podatników płacących wyższą stawkę, którzy korzystają z 40% ulgi podatkowej, podczas gdy reszta dostaje 20%. To prawie tak, jakby system był ustawiony.

U podstaw problemu leży sama koncepcja emerytury, która ewoluowała z siatki bezpieczeństwa dla niedołężnych w 35-letnie wakacje z wieloma wyjazdami za granicę. Osoba w wieku 60 lat w Wielkiej Brytanii może spodziewać się dożyć 84 lat, z 33% szansą na dożycie 90, według Office for National Statistics. A im jesteś zamożniejszy, tym dłużej żyjesz – bo oczywiście tak to działa.

Istnieje teraz prężnie rozwijająca się branża konsultantów, którzy nie tylko planują finanse dobrze sytuowanego emeryta, ale także projektują życie po pracy dla tych, którzy czują się zagubieni bez narożnego biura. Wielu będzie angażować się w działalność charytatywną lub opiekować się wnukami, ale zbyt wielu chce po prostu zakokonować się w wygodzie, wierząc, że zasługują na całe drugie życie odpoczynku po całym tym harówaniu. Tymczasem ci, którzy naprawdę harowali – pracownicy fizyczni, opiekunowie – zostają z marnymi oszczędnościami emerytalnymi.

Pamiętacie strajki z lat 2010-tych? Prawie każdy dotyczył obrony emerytur starszych pracowników. Związkowcy, głównie po pięćdziesiątce, negocjowali z menedżerami w podobnym wieku, aby zabezpieczyć swoje emerytury o zdefiniowanej wysokości, podczas gdy młodsi pracownicy byli zbywani tańszymi, zależnymi od rynku akcji planami. Potem wszyscy odeszli w zachód słońca, zostawiając następnemu pokoleniu sprzątanie bałaganu.

To szkodzi gospodarce. Mamy doświadczonych i wykwalifikowanych pracowników, którzy wybierają zakup większego SUV-a i rezerwację rejsu zamiast przyczyniania się do społeczeństwa na starość, przynajmniej dopóki są zdrowi. W Wielkiej Brytanii, gdzie system emerytalny został w dużej mierze sprywatyzowany po reformach Nigela Lawsona z lat 80., to szczególny problem.

Globalne badania pokazują, że emerytury państwowe zachęcają pracowników do dłuższej aktywności zawodowej, albo dlatego, że świadczenia są zbyt niskie, albo dlatego, że rządy przesunęły słupki bramkowe. Ale dla lepiej sytuowanych, plan o zdefiniowanej wysokości z domyślnym wiekiem emerytalnym 60 lat oznacza, że nie ma dużej motywacji do dalszej pracy. Institute for Fiscal Studies potwierdza, że ci z najniższym i najwyższym majątkiem najrzadziej pracują w wieku 65 lat – biedni z powodu złego zdrowia i braku kwalifikacji, bogaci, bo mieli szczęście.

Wśród głównych zwycięzców są pracownicy sektora publicznego z gwarantowanymi, zależnymi od wynagrodzenia emeryturami. Uczestniczą w przyjęciach emerytalnych kolegów, którzy uważają za całkowicie rozsądne przejście na emeryturę w wieku 60 lat po 35 latach pracy biurowej, z emeryturą trwającą kolejne 35 lat, wierząc, że nieudana ekonomia to problem kogoś innego.

Profesjonalni przedstawiciele pokolenia wyżu demograficznego mogli uciec ze swoimi wygranymi, ale John Healey może jeszcze powstrzymać pokolenie X przed przeprowadzeniem tego samego skoku. Będą oczywiście narzekania. Ale sędziowie, lekarze, dyrektorzy marketingu i dyrektorzy firm, którzy krzyczą najgłośniej, powinni zapytać siebie, dlaczego 40% ich funduszu emerytalnego jest dotowane przez państwo, podczas gdy reszta społeczeństwa musi zadowolić się 20%.