Richard Brown prowadzi Proof Culture, firmę zajmującą się akcesoriami do butów sportowych, ze swojego domu w Ohio. Jako mały importer odkrył, że nawigowanie po amerykańskim systemie zwrotów ceł jest jak próba znalezienia samochodu po orzeczeniu Sądu Najwyższego – dezorientujące i ostatecznie bezowocne.

W ten pamiętny lutowy dzień Sąd Najwyższy uchylił większość ceł prezydenta Trumpa, które przedsiębiorcy tacy jak Brown płacili przez prawie rok. Brown był tak oszołomiony, że potknął się przy wyjściu z piekarni i zgubił samochód na parkingu. Pytania pojawiły się szybko: Jak amerykański urząd celny zwróci cła, które nielegalnie pobrał? Kiedy Brown odzyska swoje pieniądze?

Brown prowadził dziennik audio swoich poszukiwań, udostępniony NPR, a jego doświadczenie ilustruje ponurą rzeczywistość: tysiące amerykańskich firm może nigdy nie odzyskać miliardów dolarów ceł, które rząd obiecał zwrócić.

Natychmiast po przegranej w sądzie Trump i inni amerykańscy urzędnicy zaczęli mówić, że zwroty mogą zająć lata. Firmy takie jak Costco i Revlon prewencyjnie złożyły pozwy. Brown nie ma prawników ani brokerów celnych – Proof Culture to tylko on w Ohio i jego przyjaciel Erron Combs w Wirginii. To sneakerheadzi sprzedający innym sneakerheadom.

„Nie chcę być brokerem celnym, jak dorosnę” – śmieje się Brown.

Proof Culture zaczynało od robienia butów na zamówienie, potem przeszło na sprzedaż: sznurówki, cedrowe prawidła, pudełka do przechowywania, ochraniacze przed zagnieceniami. Zaczęli importować z Chin, a teraz z Meksyku zaledwie trzy lata temu, w tym, co Brown nazywa swoim „ekspresowym kursem mistrzowskim importu, edycja cła”. Rząd jest im winien do 25 000 dolarów zwrotu ceł – około 10% przychodów Proof Culture w zeszłym roku. To dużo sznurówek i reklamy.

Jak wielu małych importerów, polegali na firmach spedycyjnych i rzadko zajmowali się formularzami celnymi. Aby dostać zwrot, to musiało się zmienić. Brown spędził tygodnie na digitalizacji starych zamówień, budowaniu narzędzia AI do śledzenia faktur wysyłkowych i zostawianiu bezowocnych wiadomości głosowych u chińskich spedytorów w poszukiwaniu brakujących dokumentów.

Na początku marca amerykański urząd celny ogłosił, że zbuduje internetowy system zwrotów, bez konieczności składania pozwów. Brown odetchnął z ulgą, ale teraz musiał nauczyć się portalu celnego, którego nigdy wcześniej nie używał. Słuchał webinarów grup branżowych i ciągle myślał o tym, jak łatwo było płacić cła na początku. Teraz było to jak składanie zeznań podatkowych: rząd miał wszystkie jego dane, ale to on był odpowiedzialny za obliczenia i przedstawienie dowodów.

Czterdzieści dni po orzeczeniu Brown był przytłoczony: „Nie jesteśmy przygotowani, żeby sobie z tym poradzić. To nie był mój problem. A teraz mówisz mi, że jeśli chcę odzyskać pieniądze, mam to rozgryźć. To do bani.”

Kiedy portal zwrotów otworzył się 20 kwietnia, niektóre firmy złożyły wnioski w ciągu kilku minut. Brown nie był wśród nich. Następnego dnia eksperci handlowi z libertariańskiego Instytutu Cato napisali, że proces zwrotów, nie będąc zautomatyzowanym ani natychmiastowym, ryzykuje oszukanie tysięcy amerykańskich firm: „Celowo lub nie, rząd federalny prawdopodobnie zatrzyma dziesiątki miliardów dolarów, które powinien zwrócić.”

Około tygodnia po rozpoczęciu procesu amerykański urząd celny poinformował, że odrzucił ponad jedną trzecią złożonych roszczeń z powodu błędów technicznych lub danych. Na dzień 26 kwietnia agencja zaakceptowała roszczenia obejmujące około jednej piątej przesyłek, za które jest winna zwroty.

„To pieniądze, a każdy grosz ma znaczenie dla małej firmy” – mówi Brown. On i Combs wciąż brną, choć Brown często zastanawia się, czy wysiłek jest wart zachodu. „Nie mogę gonić każdego pożaru” – mówi – „a teraz czuję się jak strażak.”