Minęła dekada od kiedy Pokémon Go spełnił marzenie milenialsów o zostaniu Trenerem Pokémonów, a gra wciąż ma się świetnie – ku uciesze graczy, rozpaczy ich krokomierzy i zdziwieniu każdego, kto kiedykolwiek widział dorosłego człowieka sprintem pędzącego do ławki w parku.
Uruchomiona w 2016 roku aplikacja mobilna wykorzystuje GPS i rzeczywistość rozszerzoną, by nakładać wirtualne stworzenia na prawdziwy świat, tworząc doświadczenie łowieckie pobrane ponad miliard razy. Miliony wciąż logują się codziennie, a Scopely, wydawca gry od czasu jej przejęcia od Niantic za 3,5 miliarda dolarów w 2025 roku, raportuje, że gracze łącznie przeszli ponad 100 miliardów kilometrów – wystarczająco, by 334 razy polecieć na Słońce i z powrotem.
„Pokémon Go zawsze zaczyna się od społeczności” – mówi Michael Steranka, wiceprezes ds. produktu w Scopely. „Często otrzymujemy zaproszenia ślubne od graczy, którzy poznali się dzięki Pokémon Go.” Bo cóż jest bardziej romantycznego niż więź zrodzona ze wspólnej traumy po Mewtwo, które nie chce zostać w pokeballu.
10. rocznica gry została uczczona setkami graczy zgromadzonych na Times Square w Nowym Jorku, by walczyć z gigantycznym Mewtwo, nawiązując do oryginalnego trailera. To właśnie ta wspólnotowa energia sprawia, że brytyjska twórczyni treści j0beats lata po świecie na wydarzenia. „Ludzie zawsze myślą, że to szalone podróżować wszędzie tylko po to, by złapać kilka pikseli” – mówi. „Ale nie o to chodzi. To jak festiwal muzyczny – możesz zostać w domu i słuchać muzyki, albo wyjść i cieszyć się nią z innymi.”
Dla niektórych gra była życiową zmianą. Austin, gracz z Maine, mówi, że przed Pokémon Go zmotywowanie się było „prawie niemożliwe” z powodu lęku i depresji. „Kiedy poszedłem na pierwsze spotkanie rajdowe, było jak ciepły koc” – wspomina. „Od tego dnia ten mały głos mówiący mi, żebym został w łóżku, został wyciszony.”
Oczywiście gra miała swoje problemy. Policja musiała ostrzegać graczy, by nie wpadali w trans łapania Psyducka i nie wchodzili na jezdnię. Serwery uginały się pod naporem milionów jednoczesnych rzutów Pokéballami. A pandemia początkowo uderzyła w Pokémon Go mocniej niż w większość gier, bo cały pomysł polega na „wyjściu na zewnątrz.”
Ale gra się odbiła, a teraz, pod skrzydłami Funduszu Inwestycji Publicznych Arabii Saudyjskiej za pośrednictwem Scopely, przyszłość jest – cóż, miejmy nadzieję, że nie zbyt dziwna. „Mam nadzieję, że z czasem udowodnimy graczom, że to zdecydowanie dobra rzecz” – mówi Steranka. Na razie nacisk pozostaje na społeczność, wspomnienia i tworzenie doświadczeń, którymi rodziny mogą się dzielić. Albo przynajmniej doświadczeń, które każą wszystkim wstać z kanapy.